Horse&Business 1/2022

P rzekraczam bramę stajni. Witają mnie merdające na różnej wysokości ogonki. Przeważają te tuż przy zie - mi, zdecydowanie najwięcej jest białobrązowych, ale są też czarne i rude. W stajniach od zawsze były psy, ale od kilku długich lat przybywa ich lawinowo, a epidemia tylko to spo - tęgowała. Co drugi właściciel konia ma co najmniej jedne - go czworonoga. Podobnie wygląda sytuacja na zawodach – w stajniach i wokół parkurów biegają dziesiątki przeróż - nych psów. Są słodkie, pocieszne i świetnie sprawdzają się jako towarzysze długich wyjazdów na zawody, pomagają się ogrzać w zimne wieczory w stajni i dają nam wiele rado - ści. Któż z nas jednak nie widział psa wpadającego pędem na parkur podczas zawodów, niweczącego przejazd akurat obecnej na parkurze pary? Kto nie rozdzielał gryzących się psów, ryzykując pogryzieniem? Pies w stajni potrafi być zarów - no cudownym pomocnikiem, jak i ogromnym utrudnieniem. Znam psy, które potrafią skutecznie pilnować konia pozostawio - nego bez opieki w otwar - tym boksie lub na ganku. Wiele z nich, szczególnie popularne Jack Russell terriery, są świetne w wy - łapywaniu myszy. Dają nam poczucie bezpie - czeństwa w ciemnej stajni podczas długich, zimowych wieczorów. Są najlepszym towarzyszem długich wyjaz - dów w teren w letnie wieczory. Towarzysz jeździeckich przygód na czterech łapach daje nam wiele radości, ale czy bajka zwana „pies w stajni” to tylko piękne obrazki i plusy? Zdecydowanie nie. Bardzo często zapominamy, że pies w stajni, szczególnie puszczony samopas i niepilnowany, jest dużym zagroże - niem. Nie raz, nie dwa widziałam scenkę jak z filmu – zawody towarzyskie, zestresowany jeździec na parkurze rozpoczyna przejazd i właśnie wtedy… na parkur wbie - ga piesek! Scena zmienia się na klatkę z horroru – koń przestraszony, zrywa się, jeździec spada, a szanse na udany przejazd znikają. Zwiększająca się liczba psów w stajni powoduje, że po wielu z nich biegają wręcz „gangi” Jacków! Nie sposób nad nimi zapanować – ganiają koty i ptaki, obszczekują każdego, kto wjeżdża na teren, biegają po parkurze, przeszkadzają w pracy pracownikom. Właściciele często zapominają, że moment ich relaksu i rozluźnienia podczas wizyty w stajni nie może być powodem do odpusz - czenia dyscypliny u czworonożnego przyjaciela. Musimy pamiętać o innych użytkownikach stajni, szczególnie tych o niższym poziomie zaawansowania, którym pies biegający po placu może sprawić bardzo wiele trudności. Tak samo jak może przeszkadzać innym w pracy, relaksie czy trenin - gu. W dodatku spuszczanie zwierzaków ze smyczy często jest przyczyną kontuzji ich samych oraz koni. Swoje godziny w stajni zawsze spędzam w to - warzystwie psa Stefana. Mieliśmy lepsze i gorsze chwile. Dziś, bogatsza o kilka niebezpiecznych sytuacji, rozmów i przemyśleń, staram się nie spuszczać go z oka. Nie po - zwalam biegać za koniem na lonży (wpadł pod kopyta), odwołuję, gdy tylko zaczy - na gonić konie na padoku (wywrotka konia i kop - niak w Stefana zaliczone), nie zabieram go luzem w teren (zgubił się już dwa razy) i zawsze pilnuję, by zbyt długo nie obszczekiwał nowo przybyłych gości. Tak, mój pies biega luzem, ale jest kontrolowany. Podczas jaz - dy zwykle siedzi grzecznie na środku placu. Czy łatwo było go tego nauczyć? Nie. Czy warto? Tak! Teraz wszystkim nam (i Stefanowi też) przyjemniej spędza się relaksujące chwile w stajni. Żałuję bardzo, że tyle nieprzyjemnych sytuacji musiało się wyda - rzyć, bym w końcu zmieniła swoje podejście. Przyjrzyjcie się swoim psom, sprawdźcie, jak zacho - wują się w stajni i czy aby na pewno zwracacie na nie wy - starczającą ilość uwagi. Może warto poświęcić im więcej czasu, by później mieć przez nie mniej zmartwień. PIES W STAJNI – PRZYJACIEL CZY ZMORA? Agata Plewa Od 21 lat miłośniczka jazdy konnej, instruktorka jeździectwa AdobeStock/Lula4ever 94 1/2022 H & B F E L I E T O N

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz