SUKCES PO POZNAŃSKU 1/2026

1(87) / STYCZEŃ 2026 Miejski Magazyn Lifestylowy ISSN 2545-0174 EDUKACJA POLITECHNIKA POZNAŃKA ZDROWIE I URODA SZPITAL PODOLANY ROZWÓJ OSOBISTY NOWY ROK BEZ PRESJI gdy wiZjA stAje się Adresem CAvAllIA

WYDAWCA: Grupa MTP ul. Głogowska 10, 60-734 Poznań, NIP: 777-00-00-488 REDAKTOR NACZELNA: Monika Kanigowska, monika.kanigowska@grupamtp.pl, tel. 788 782 247 ADRES REDAKCJI: ul. Głogowska 10, 60-734 Poznań MAIL: redakcja@sukcespopoznansku.pl www.sukcespopoznansku.pl WSTĘP | 3 REDAKCJA: Elżbieta Podolska, Juliusz Podolski, Anna Gidaszewska, Ewa Gosiewska,Dawid Tatarkiewicz, Paweł Cieliczko, Anna Kowalska, Elżbieta Ignacionek, Weronika Maria Rogowska, Marta Maj SPRZEDAŻ I PROMOCJA: reklama@sukcespopoznasku.pl Agnieszka Jakubik, tel. 539 777 544 Anna Balejko tel. 538 948 718 Małgorzata Siedlar-Pałac tel. 735 274 699 SKŁAD: Wydawnictwo Inwestor www.wydawnictwoinwestor.pl KOREKTA: Elżbieta Ignacionek ZDJĘCIE NA OKŁADCE: Piotr Pasieczny Fotobueno DRUK: GRUPA INTROMAX Kraków RPR: 3781 Wszystkie materiały są objęte prawem autorskim. Przedruki i wykorzystanie materiałów wyłącznie za zgodą redakcji. Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania tekstów i zmiany tytułów nadesłanych materiałów. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i materiałów promocyjnych. Styczeń zawsze zaczyna się podobnie – od ciszy po fajerwerkach i od tej szczególnej chwili, gdy wszystko wydaje się możliwe. Nowy rok nie musi być obietnicą wielkiej rewolucji. Może być zaproszeniem do uważniejszego życia: bliżej miasta, ludzi, smaków i idei, które naprawdę mają znaczenie. W tym numerze wracamy do Poznania, oglądanego z różnych perspektyw – od osobistych Pocztówek Tomasza Tomkowiaka, przez literackie regały, teatralne premiery i wystawy, aż po wielkie społeczne wydarzenia, które jednoczą mieszkańców. Już w styczniu miasto zagra z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy, pokaże, że kultura ma wiele głosów, a wspólnota to coś więcej niż słowo. Na okładce przyglądamy się idei budowania wspólnoty, nie tylko budynków – bo architektura, podobnie jak dobre miasto, zaczyna się od relacji. Rozmawiamy też o dojrzewaniu – razem z rynkiem, z pasją, z własnymi wyborami. O edukacji, która przyspiesza. O biznesie, który nie traci z oczu człowieka. O równości, która w Wielkopolsce nabiera realnych kształtów. Styczeń to także czas łagodniejszego podejścia do siebie. Dlatego piszemy o małych krokach, o nowym roku bez presji, o zdrowiu, które jest efektem współpracy, nie przypadku. Jest miejsce na modę z dystansem (brokat – czemu nie?), na domowe życie zimą, na smaki, które mają głębię, i na podróże bliskie, ale nieoczywiste. Ten numer to opowieść o równowadze – między ambicją a spokojem, planowaniem a uważnością, tym, co lokalne, i tym, co uniwersalne. Niech będzie dla Państwa dobrym początkiem. Bez pośpiechu. Za to z ciekawością. Dobrego stycznia – i dobrego roku. Monika Kanigowska

| STYCZEŃ 2026 4 | Z SUKCESEM SPIS TREŚCI 1(87) / STYCZEŃ 2026 Miejski Magazyn Lifestylowy ISSN 2545-0174 EDUKACJA POLITECHNIKA POZNAŃKA ZDROWIE I URODA SZPITAL PODOLANY ROZWÓJ OSOBISTY NOWY ROK BEZ PRESJI gdy wiZjA stAje się Adresem CAvAllIA www.sukcespopoznansku.pl ZDJĘCIE NA OKŁADCE: PIOTR PASIECZNY FOTOBUENO 5 | Tomasz Tomkowiak: Pocztówki z Poznania ZAPOWIEDZI 8 | Poznań zagra z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy 8 | Wystawa „Ślady, których nie widać. Od tajemnicy do dokumentacji prekolumbijskiego Peru” 8 | Klub Strzelecki Magnum zaprasza na Strzeleckie Powitanie Roku 2026! 10 | 4223 premiera w Teatrze Polskim NA OKŁADCE 12 | Cavallia: Gdy wizja staje się adresem WARTE POZNANIA 18 | Oliwia Lepczyńska: Poznańska Polska Miss 20 | Przyjaźń w świecie sztuki 24 | Powrót Madonny 26 | Muzeum GASPAR: Sukces, który ma ciężar stali EDUKACJA 28 | Politechnika Poznańska: Uczelnia w trybie turbo GŁOS BIZNESU 32 | SWGK: Dojrzewanie razem z rynkiem DOM I OGRÓD 34 | Długo wyczekiwana inwestycja. Eiffage zagospodaruje teren starej zajezdni na Jeżycach 36 | Życie na parapecie, gdy za oknem mróz ZDROWIE I URODA 42 | Szpital, który działa, jak dobrze zgrany zespół MODA 40 | Twój styl z Posnania: Szafa kapsułowa 46 | Brokat na każdą okazję POZIOM WYŻEJ 48 | Wielkopolska numerem jeden. Jak powstał pierwszy w Polsce Model Równości Płci? 52 | Sztukę sztuki proszę! 54 | Młodzieżowe słowo roku 2025 ROZWÓJ OSOBISTY 56 | Małe kroki nie tylko dla osób wysoko wrażliwych 60 | Nowy rok bez presji, czyli pozwól sobie na luz SMACZNEGO 64 | Życie jest zbyt krótkie na „cienki” bulion, czyli rok 2026 według smakosza W PODRÓŻY 68 | WOT: Zwiedzaj Wielkopolskę szlakiem pracy organicznej SPORT 72| Katarzyna Piter: Balans, szczęście, tenis Z KULTURĄ 76 | Między regałami a historią: Literackie serce Poznania 80 | Utracone. Odzyskane – tajemnica, porażka i triumf W OBIEKTYWIE 83 | Tao Tao SPA w Poznaniu 84 | Historia jubilerskiej rodziny 85 | Konferencja Girlbosskie 2025 86 | NOIR by SQ x Brodziak Gallery 87 | Dziadek do orzechów. Zimowy Cud! 88 | Klub Kobiet Przedsiębiorczych w świątecznym nastroju 89 | XXI Wielka Gala Charytatywna Fundacji Mam Marzenie 90 | Poznańscy Wolontariusze Roku nagrodzeni 91 | 43 Ale Kino! Za nami

POCZTÓWKI Z POZNANIA | 5

| STYCZEŃ 2026 8 | ZAPOWIEDZI Poznań zagra z Wielką Orkiestrą Świątecznej Pomocy 25 stycznia 2026 roku odbędzie się 34. Finał Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. Tegoroczna zbiórka prowadzona będzie pod hasłem: „Gastroenterologia dziecięca. Choroby układu pokarmowego u dzieci”. Poznański Finał zaplanowano na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich – w Hali PCC, Holu Wschodnim oraz na Placu PeWuKa. Wejście dla uczestników będzie możliwe od strony ulicy Śniadeckich oraz Głogowskiej. To właśnie tam będzie można spotkać wolontariuszy z puszkami i wziąć udział w jednej z najbardziej kolorowych i energetycznych niedziel w roku – słynnej „Letniej zadymie w środku zimy”. W programie wydarzenia znalazły się m.in.: • od godz. 9.00 – Rowerowy Zawrót Głowy, • od godz. 10.00 – otwarcie warsztatów oraz małej sceny animacji dla dzieci, • godz. 11.00 – bieg „Policz się z cukrzycą”, • od godz. 12.00 – licytacje na żywo oraz start dużej sceny koncertowej, • godz. 19.45 – licytacja Złotego Serduszka, • godz. 20.00 – tradycyjne Światełko do Nieba. Za symboliczny datek do puszki uczestnicy będą mogli skorzystać z wielu bezpłatnych usług medycznych oraz licznych atrakcji przygotowanych w targowych halach. Finał WOŚP to wyjątkowy dzień, w którym zabawa łączy się z pomocą i edukacją, a wspólne działanie realnie wpływa na poprawę zdrowia najmłodszych. Dotychczas, dzięki 34 Finałom, Fundacja Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy zebrała ponad 2,6 miliarda złotych i zakupiła blisko 81 tysięcy nowoczesnych urządzeń medycznych, ratując zdrowie i życie pacjentów w całej Polsce. Wystawa „Ślady, których nie widać. Od tajemnicy do dokumentacji prekolumbijskiego Peru” Muzeum Archeologiczne, Poznań, ul. Wodna 27 09.12–31.03.2026 Bilety płatne Muzeum Archeologiczne w Poznaniu we współpracy z Politechniką Poznańską zaprasza na wyjątkową wystawę poświęconą dziedzictwu prekolumbijskiego Peru oraz kulturze Chachapoyas – tajemniczemu ludowi zamieszkującemu wysokogórskie obszary amazońskich Andów. Ekspozycja prezentuje rezultaty interdyscyplinarnych badań prowadzonych w 2025 roku w Peru, których celem było rozpoznanie struktur mieszkalnych i sakralnych kultury Chachapoya oraz opracowanie nowoczesnych metod dokumentowania stanowisk archeologicznych. Prace realizowane przez polsko-peruwiański zespół archeologów, inżynierów i geoinformatyków umożliwiły dotarcie do trudno dostępnych rejonów andyjskich lasów mglistych oraz odsłoniły ślady codziennego życia, rytuałów pogrzebowych i praktyk społecznych tej niezwykłej cywilizacji. Klub Strzelecki Magnum zaprasza na Strzeleckie Powitanie Roku 2026! Strzelnica Magnum Poznań, ul. Witosa 45 (wjazd od ul. Dojazd) 24 stycznia 2026 r. Godzina: 12:00–18:00 Klub Strzelecki Magnum zaprasza wszystkich miłośników strzelectwa oraz osoby, które dopiero chcą rozpocząć swoją przygodę z bronią, na wyjątkowe Strzeleckie Powitanie Roku 2026. Podczas wydarzenia uczestnicy będą mieli możliwość strzelania z karabinka Beryl kal. 22 LR – 10 strzałów pod okiem doświadczonych instruktorów. Wydarzenie ma charakter otwarty i nie obowiązują ograniczenia wiekowe. Strzeleckie Powitanie Roku 2026 to doskonała okazja, aby: spróbować swoich sił na strzelnicy, zdobyć nowe umiejętności pod okiem instruktorów, poznać działalność Klubu Strzeleckiego Magnum, rozpocząć nowy rok w aktywny i niecodzienny sposób. Klub Strzelecki Magnum to organizacja z ponad 30-letnim doświadczeniem w popularyzowaniu strzelectwa sportowego i rekreacyjnego. Od trzech dekad prowadzi profesjonalne szkolenia strzeleckie, ucząc zasad bezpiecznego posługiwania się bronią, prawidłowej postawy strzeleckiej oraz techniki celnego strzału. Na zdjęciu: sarkofagi w Karajía, fot. P. Sielicki.

| STYCZEŃ 2026 10 | ZAPOWIEDZI 4223 premiera w Teatrze Polskim Już 23 stycznia o godz. 19.00 w malarni Teatru Polskiego w Poznaniu odbędzie się premiera nr 4223 – „Dom lalek” wg Henrika Ibsena w reż. Tadeusza Pyrczaka. Trójka dorosłych dzieci Nory i Torvalda wraca po latach do rodzinnego mieszkania – do świata własnego dzieciństwa, w którym doszło do rozpadu rodziny. To próba przeprowadzenia sądu nad przedawnionymi winami i złożenia pamięci z rozproszonych odłamków. Zatarte słowa, obrazy, dźwięki i zapachy powracają uporczywie, choć nie sposób przywołać ich w całości. Henrik Ibsen pytał o moralność i o kłamstwo jarzące się jako codzienny nawyk. Co dzieje się z domem, gdy jego fundamentem staje się pozór? W XXI-wiecznej Polsce co roku zapada ponad 50 tysięcy wyroków rozwodowych, a dziesiątki tysięcy małoletnich zostają objęte ich konsekwencjami. Ośmieszyliśmy już XIX- i XX-wieczną obyczajowość, ale czym realnie ją zastąpiliśmy? Indywidualizmem pozbawionym języka wspólnoty, wolnością bez odpowiedzialności, przejrzystością bez zaufania? Granice Ibsenowskiej moralności nie tyle się oddaliły, ile przesunęły – a jego diagnoza zakłamania powraca dziś jak echo w statystykach. „Dom lalki” przypomina, że każdy porządek – stary czy nowy – pęka najpierw w języku i w domu. Pytanie nie brzmi więc: „kto zawinił?”, lecz: co dziś kładziemy pod fundament, by dom się nie rozpadł? Inscenizacja przesuwa punkt ciężkości z decyzji bohaterki na ich konsekwencje. Dzieci dorastały w cieniu sporów, których nie rozumiały; zapamiętały napięcia, gesty, niedopowiedzenia. Goście w tym domu pozostają równie niejednoznaczni – ich wybory ranią, a jednocześnie podtrzymują czyjeś życie. Nie chodzi o wyrok, lecz o rozpoznanie układu sił, w którym nikt nie jest w pełni winny ani całkiem niewinny. „Dom lalki” staje się tu opowieścią o poszukiwaniu sensu po rozpadzie i o nieskończonym pragnieniu miłości. Kierkegaardowska pustka istnienia nie jest tezą filozoficzną, lecz stanem codzienności – niedoborem znaczeń domagającym się nazwania. Przeszłość została zamknięta w sprzecznych wspomnieniach świadków, z których każdy walczył o siebie. Co się dzieje, gdy wersje historii są tak odległe, że żaden wyrok nie może być sprawiedliwy? Historia Nory pozostaje osią tej opowieści, ale jej nie domyka. Jest ramą dla pytań: czy dzieci mają prawo winić matkę za walkę o własne szczęście? Czy wolno oczekiwać bezwarunkowej miłości? Jak złożyć dom, gdy wszystkie elementy są na miejscu, a żadnego nie da się dopasować do pierwotnego rysunku? I czy potrafimy zaakceptować brak odpowiedzi na najbardziej bolesne pytania?

| STYCZEŃ 2026 12 | NA OKŁADCE CAVALLIA Cavallia to coś więcej niż nowe osiedle w Poznaniu – to urzeczywistniona wizja miejskiego życia, w której architektura, historia miejsca i relacje międzyludzkie układają się w spójną całość. O realizacji pierwszego etapu inwestycji, przyszłych mieszkańcach, powrotach do miasta, zieleni, przestrzeniach wspólnych i budowaniu prawdziwej wspólnoty rozmawiamy z zespołem Cavallii: Agnieszką Jaworską – dyrektorką marketingu i sprzedaży Revive Poland, Karoliną Jaremicz – managerką sprzedaży Revive Poland, Agnieszką Augustynowicz – managerką sprzedaży BPI Real Estate Poland oraz Wojciechem Dzwonkowskim – dyrektorem projektu BPI Real Estate Poland i Jakubem Matyją – dyrektorem projektu Revive Poland. ROZMAWIA: MONIKA KANIGOWSKA | ZDJĘCIA: PIOTR PASIECZNY FOTOBUENO GDY WIZJA STAJE SIĘ ADRESEM | MATERIAŁ PROMOCYJNY

| STYCZEŃ 2026 NA OKŁADCE | 13 Kończycie pierwszy etap budowy osiedla Cavallii. Kim są nabywcy Waszych mieszkań? Karolina Jaremicz (Revive): To pytanie słyszymy najczęściej. I zawsze odpowiadam tak samo: nie ma jednej grupy. Nasi klienci są bardzo różnorodni, ale łączy ich jedno – wszyscy naprawdę chcą tu mieszkać. To dla nas, jako dewelopera, ogromna satysfakcja. Zwłaszcza teraz, gdy kończymy przekazywanie mieszkań w pierwszym budynku B6. Ze 111 lokali 94 są już odebrane – i ta radość, którą widzimy w oczach nowych właścicieli, jest dla nas największą satysfakcją. Agnieszka Augustynowicz (BPI): Ludzie często mówią, że dopiero przy odbiorze uświadamiają sobie, jak dobrą decyzję podjęli, wybierając właśnie Cavallię. Widać to choćby po tym, że ktoś odbiera mieszkanie w środę, a już w weekend wraca z rodziną lub znajomymi, żeby pochwalić się swoim nowym miejscem. Zachwycają ich części wspólne – lobby, korytarze – ale też otoczenie. Zieleń dosłownie „wybuchła”, bo nasadzenia zaczęliśmy późnym latem i trwały aż do jesieni. Dzięki temu dziś krzewy i stare drzewa – kasztanowce czy klony – tworzą niesamowity, naturalny klimat. Karolina Jaremicz: Tak jak wspomniałam – nie celowaliśmy w jedną konkretną grupę. Zależało nam, by ludzie uwierzyli w tę lokalizację i w miejsce, które tworzymy: w dom w sensie emocjonalnym, a nie tylko przysłowiowe cztery ściany. I to się udało. A są wśród nabywców również więksi inwestorzy? Agnieszka Jaworska (Revive): Oczywiście nie wszyscy kupują dla siebie. Są też inwestorzy – osoby, które mają kapitał i chcą go bezpiecznie ulokować. Nieruchomości, zwłaszcza w centralnych lokalizacjach dużych miast, pozostają jedną z najpewniejszych form inwestowania. W naszym przypadku również tak jest. Część klientów kupiła mieszkania po to, by je wykończyć i wynajmować. Mogę jednak z pełnym przekonaniem powiedzieć, że nie będzie tu najmu krótkoterminowego. Znamy naszych nabywców – przez dwa lata od podpisania umowy do odbioru mamy z nimi stały kontakt. Wiemy, jak i dlaczego inwestują. I to nie są osoby zainteresowane najmem na doby. Czy zależy Wam tylko na architekturze, czy równie ważne jest budowanie społeczności i więzi między mieszkańcami? Jakub Matyja (Revive): Bardzo nam zależy, by poza fizyczną zabudową tworzyć także społeczność. To jeden z filarów podejścia Revive – jednego z dwóch belgijskich deweloperów odpowiedzialnych za tworzenie Cavallii. Dlatego nie znikamy po oddaniu mieszkań. Nie odcinamy się od klientów, nie czekamy tylko, aż miną okresy gwarancji. Wiemy z doświadczenia, że w każdym budynku pojawiają się pytania, drobne usterki, potrzeby – i chcemy być na to otwarci. To element budowania relacji i dbania o komfort mieszkańców. Mamy przekonanie, że jesteśmy na dobrej drodze, by stworzyć tu nie tylko ładną architekturę, ale prawdziwą, zaangażowaną wspólnotę. Wojciech Dzwonkowski (BPI): Również my w BPI Real Estate Poland mamy zupełnie inną filozofię działania niż wielu deweloperów. Nie chcemy „odsunąć się” od wspólnoty, gdy tylko minie okres rękojmi. Wręcz przeciwnie — aktywnie organizujemy spotkania, które pozwalają mieszkańcom poznać się, zintegrować i zacząć wspólnie decydować o tym, jak mają wyglądać ich przestrzenie. Bo zawsze jest jakiś wspólny cel. Na początku będzie nim choćby aranżacja szklarni na dachu budynku. Szklarni? Powiedzcie o niej coś więcej. Wojciech Dzwonkowski: Ta szklarnia naprawdę robi wrażenie. W budynku B6 to niemal 100 m² ze spektakularnym widokiem na panoramę Poznania: Arenę, stadion miejski, a w drugą stronę Bałtyk. Dookoła miasto jak na dłoni. Oddajemy tę przestrzeń w stanie niezagospodarowanym, bo nie chcieliśmy narzucać mieszkańcom wizji. Czy będą tam rabaty z kwiatami, miejsca do uprawy pomidorów, czy stoliki i ławki – o tym mają zdecydować sami. Naszą rolą jest dać impuls i zachęcić wspólnotę do działania. Jakub Matyja: Z doświadczenia wiemy, że na początku nie zawsze od razu pojawia się ktoś, kto weźmie na siebie rolę integratora. Dlatego uważamy, że jako deweloper, który działa tu dalej i realizuje kolejne etapy, mamy wręcz obowiązek wspierać mieszkańców i pomagać im budować więzi sąsiedzkie. To element jakości zamieszkiwania, o którym często zapomina się w rozmowach o nieruchomościach. A inne przestrzenie wspólne? Agnieszka Jaworska: Drugą przestrzenią wspólną, którą przygotowaliśmy, jest Cava_room. To ok. 100-metrowe pomieszczenie na parterze budynku, dostępne również z ulicy. Idea tego miejsca nawiązuje do dawnej „świetlicy”, choć oczywiście funkcja jest znacznie bardziej współczesna. Będzie to miejsce zarówno do pracy, jak

| STYCZEŃ 2026 14 | NA OKŁADCE i odpoczynku – coś między coworkingiem a colivingiem. Można tam będzie popracować, jeśli w mieszkaniu akurat nie ma warunków, poczytać, spotkać się z sąsiadami, obejrzeć film albo zorganizować niewielkie urodziny dla dziecka. Pandemia pokazała, jak bardzo potrzebne są takie przestrzenie – zwłaszcza na dużych osiedlach. Dlatego zależało nam, by w Cavallii mieszkańcy mogli korzystać z miejsc, które ułatwiają im codzienne funkcjonowanie. Karolina Jaremicz: Oczywiście zasady korzystania z tych pomieszczeń ustali zarządca wraz ze wspólnotą. Być może wykorzystamy aplikację do rezerwacji terminów, może pojawią się zapisy na wydarzenia – to wszystko zostawiamy mieszkańcom. Najważniejsze, że mają do dyspozycji przestrzeń, która może żyć na wiele sposobów. Wspólnota nie musi spotykać się raz czy dwa razy w roku. Jeśli będą chcieli, mogą organizować regularne zebrania lub tematyczne spotkania znacznie częściej. Agnieszka Jaworska: Jako część międzynarodowej firmy Revive, działającej nie tylko w Polsce, ale też w Belgii i Portugalii, na bieżąco obserwujemy trendy i dobre praktyki. Dzięki temu widzimy, jak duże znaczenie w nowoczesnym budownictwie ma właśnie budowanie społeczności i konsekwentnie przenosimy te doświadczenia do naszych inwestycji. Uważamy, że firmy odpowiedzialne za tworzenie miejsc do życia, powinny brać pod uwagę nie tylko aspekt architektoniczny czy administracyjny, lecz także społeczno-emocjonalny. Wspólnota, w której panuje zaufanie, życzliwość i rozmowa, po prostu lepiej funkcjonuje. Każdy czuje się w niej bezpieczniej choćby dlatego, że sąsiedzi zauważą, jeśli pod drzwiami kręci się ktoś obcy. Na takie detale zwracamy dużą uwagę. Gdy tylko powstanie formalna wspólnota, czyli po podpisaniu pierwszej umowy przenoszącej własność, ruszymy z programem Community Building. To narzędzie, które stosujemy w innych krajach i które świetnie sprawdza się w nowoczesnym, miejskim budownictwie. Chodzi o budowanie sąsiedzkiej sieci wsparcia i tworzenie realnej wspólnoty, a nie tylko adresów w jednym budynku. Podsumujcie proszę pierwszy etap inwestycji. Wojciech Dzwonkowski: Pierwszy budynek jest już oddany do użytku. Drugi – duży, 131-mieszkaniowy budynek B10 – jest na finiszu. Zostanie przekazany mieszkańcom najpóźniej w marcu przyszłego roku. Warto dodać, że nie wszystkie budynki w pierwszym etapie są takie same. Różnią się wielkością, co było świadomą decyzją. Zależało nam, by oferta była zróżnicowana i odpowiadała potrzebom różnych grup mieszkańców. Jakub Matyja: W pierwszym etapie mamy cztery budynki, z czego dwa to naprawdę kameralne obiekty, które spełniają wszystkie warunki – techniczne i estetyczne – by określać je mianem willi miejskich. Tak właśnie je komunikujemy. Jeden z nich ma 13 mieszkań, drugi 14, więc mówimy o bardzo intymnej skali. Każde mieszkanie ma indywidualną pompę ciepła, ogrzewanie podłogowe, a budynki wyróżniają się podwyższonym standardem. Wojciech Dzwonkowski: Wysokość pomieszczeń to równe 3 metry na każdej kondygnacji, co daje po-

| STYCZEŃ 2026 NA OKŁADCE | 15 czucie przestrzeni, którego trudno szukać w typowym, miejskim budownictwie. Na każdym piętrze są tylko trzy mieszkania, a na najwyższym – jedno, prawdziwy penthouse z windą wjeżdżającą bezpośrednio do wnętrza. To zupełnie inna jakość mieszkania w mieście. W tych budynkach mamy jeszcze kilka wolnych lokali, natomiast te największe zostały sprzedane błyskawicznie. Największe, czyli ile? Wojciech Dzwonkowski: Ponad 100 metrów, a nawet ponad 120. Zdecydowanie widać zapotrzebowanie na duże mieszkania w mieście. I tu dochodzimy do bardzo wyraźnego kierunku, który obserwujemy. Już nie trendu, ale właśnie kierunku. Ludzie wracają do miasta! Powody są różne, ale kilka z nich powtarza się w rozmowach z klientami. Jakie to powody? Wojciech Dzwonkowski: Po pierwsze – miasta są dziś bardziej przyjazne i zielone. Poznań regularnie wygrywa rankingi na najbardziej zielone miasto w Polsce. Mamy ekologiczny transport, samochody elektryczne jeżdżą buspasami i parkują bez opłat, miasto zachęca do rezygnacji z aut w centrum, redukuje liczbę miejsc parkingowych. To realnie zmienia sposób funkcjonowania mieszkańców. Życie w centrum staje się wygodniejsze. Po drugie – wiele osób, które są w świadomym, dojrzałym wieku, docenia komfort codzienności: bliskość przychodni, szpitala, kultury, usług, spaceru do kina zamiast jazdy przez pół miasta. To jest proza życia, ale bardzo ważna. Po trzecie – klienci nadal chcą wyjątkowej lokalizacji: zielonego widoku z okna, kameralności i przestrzeni, a nie ściany wysokiej zabudowy naprzeciwko. To nie jest łatwe do pogodzenia w dzisiejszym, gęstym mieście, ale Cavallia faktycznie spełnia większość tych oczekiwań: niska zabudowa, cztery piętra, dużo zieleni i zaskakujący spokój. Czy Wy też obserwujecie tendencję powrotu do miast? Agnieszka Jaworska: Tak, to zjawisko ma nawet swoją nazwę – powrotnicy. To osoby, które wracają do centrum miasta, często z przedmieść, dużych aglomeracji lub z rodzinnych domów. Często są to ludzie w średnim wieku, którzy chcą mieć wszystko pod ręką: szkoły, usługi, przychodnie, kulturę, ale jednocześnie cenią sobie kameralną przestrzeń, zieleń i wysoką jakość mieszkania. Nie dotyczy to tylko Poznania. Podobne badania prowadzi między innymi pani dr hab. Katarzyna Kajdanek, prof. Uniwersytetu Wrocławskiego, socjolożka z Instytutu Socjologii Miasta i Wsi, która opisuje powrót mieszkańców do centrów miast w kontekście wygody życia, oszczędności czasu i lepszej jakości codzienności. W praktyce wygląda to tak: ktoś, kto ma dzieci już odchowane i chce ułatwić sobie życie, sprzedaje dom na przedmieściach i przenosi się do centrum, wybierając mieszkanie samoobsługowe. Nie musi kosić trawy ani przycinać krzewów, ale cieszy się zielenią na zewnątrz i poczuciem komfortu, jakie daje kameralne, dobrze zaprojektowane osiedle. To coraz częstszy wybór dla osób świadomych, które cenią jakość życia w mieście, ale nie chcą rezygnować z przyrody i przestrzeni wokół siebie.

| STYCZEŃ 2026 16 | NA OKŁADCE Jakub Matyja: Dla wielu nabywców bardzo ważna jest architektura i kontekst historyczny – tkanka miasta, zabytkowe elementy. Projekty takie jak Cavallia spełniają te oczekiwania w pełni. W ramach osiedla Cavallia współtworzymy przestrzeń miejską razem z Radą Miejską. Dzięki temu na mapie Poznania pojawiły się już dwie nowe ulice: Kawaleryjska i Szwadronowa. Kawaleryjska ma ciekawą przeszłość. Ponad sto lat temu istniała już na mapach miasta, dawna Kawaleryjska to dzisiejsza ulica Ułańska, ale historyczna nazwa wróciła właśnie tutaj, na teren Cavallii. To idealne miejsce na jej reaktywację, bo to właśnie w naszych dawnych koszarach stacjonował słynny, legendarny 15. Pułk Ułanów Poznańskich. Ale są też rodziny z dziećmi? Karolina Jaremicz: Tak, i to nas bardzo cieszy. Nabywcy są bardzo zróżnicowani pod względem wieku, co sprawia, że osiedle może stać się prawdziwą wspólnotą. Mamy młodych ludzi, studentów, dla których rodzice kupili mieszkania w Poznaniu, rodziny z dziećmi, osoby w sile wieku, a także seniorów w jesieni życia. To idealne warunki do budowania społeczności – różnorodność wiekowa jest jednym z filarów dobrego sąsiedztwa. Co dalej, jak będą wyglądać kolejne etapy inwestycji? Wojciech Dzwonkowski: Drugi etap inwestycji zostanie podzielony na dwie części mieszkaniowe. Informacja o pierwszej z nich trafi na rynek w pierwszym kwartale przyszłego roku – najpewniej pod jego koniec. Będzie to około 100 mieszkań. Druga część tego etapu pojawi się później, natomiast w między czasie zaprezentujemy ofertę komercjalizacji przestrzeni usługowych. To miejsca absolutnie wyjątkowe. Mówimy o dawnej tkance historycznej, do której podchodzimy z ogromnym szacunkiem – zachowanych w bardzo dobrym stanie stajniach oraz pełnowymiarowej, wysokiej ujeżdżalni. To przestrzenie o dużej kubaturze i niezwykłym potencjale architektonicznym. Już dziś prezentują się dobrze, a po renowacji będą wyglądały naprawdę imponująco. Jakub Matyja: Zależy nam, aby te przestrzenie spełniały oczekiwania zarówno estetyczne, jak i funkcjonalne. Dlatego planując usługi, podchodzimy do tematu bardzo świadomie. Chcemy stworzyć spójną, dobrze zaplanowaną ofertę – od gastronomii, przez usługi medyczne, po sklepy i codzienne punkty, które realnie ułatwiają życie mieszkańcom. Część lokali przeznaczymy na gabinety medyczne, część na restauracje, kawiarnie i inne miejsca gastronomiczne, a także na sklepy – choćby dobrze zaopatrzony warzywniak czy sklep mięsny. Zwracacie uwagę na wybór nabywców? Jakub Matyja: Dobór nabywców nie będzie przypadkowy. Zależy nam na tym, by całość tworzyła przemyślany, funkcjonalny ekosystem usług, który naturalnie wpisze się w życie osiedla i jego społeczności. W przypadku ujeżdżalni zdecydowanie widzimy tam funkcję gastronomiczną. Nie ukrywamy, że rozmowy już trwają – pojawiają się interesujące pomysły na to, jakie koncepty mogłyby się tam zadomowić i jak wykorzystać potencjał tej przestrzeni. Jednocześnie nasz model biznesowy zakłada sprzedaż lokali, a nie ich późniejsze administrowanie. Nie chcemy funkcjonować jako operator gastronomiczny czy zarządca usług. Wojciech Dzwonkowski: Dlatego podchodzimy do tego procesu z ogromną uważnością. Raz sprzedanych metrów kwadratowych nie da się odzyskać – i to jest dla nas kluczowe. Nie chodzi wyłącznie o wynik finansowy. Nie interesuje nas szybka transakcja „za wszelką cenę”. Zależy nam na tym, by trafiły one do właściwego podmiotu – takiego, który ma sprawdzony biznes, przemyślany pomysł na aranżację, spójną koncepcję i potrafi przedstawić wizję, w którą my uwierzymy. To duża odpowiedzialność i pewnego rodzaju misja, którą mamy przed sobą. Liczymy, że uda się ją zrealizować wzorowo, tak aby w ciągu dwóch, maksymalnie trzech lat te przestrzenie zostały otwarte i zaczęły funkcjonować jako prawdziwe serce osiedla, miejsce tętniące życiem, spotkaniami i codzienną energią. Te przestrzenie nie będą dostępne wyłącznie dla mieszkańców osiedla? Agnieszka Jaworska: Będą dostępne dla wszystkich. Od początku zakładaliśmy, że całe osiedle będzie otwarte. Bez szlabanów, bez barier, bez odgradzania się od miasta. Oczywiście istnieją niewielkie furtki prowadzące na wewnętrzne dziedzińce – do tej bardziej prywatnej części – ale nie są to wysokie, zamknięte bramy. Bezpieczeństwo zapewnia pełny monitoring i ochrona, natomiast nie chcemy „grozić” przestrzeni. Zależy nam na tym, aby sąsiedzi z ulicy Skrytej, którzy mieszkają tu od lat, naturalnie integrowali się z nowymi mieszkańcami i nową zabudową. Od samego początku wiedzieliśmy, że projekt musi być otwarty i zapraszający. To był także jeden z kluczowych warunków postawionych przez naszych inwestorów z Belgii – jeśli budujemy duże osiedle w centrum Poznania, musi ono być częścią miasta, a nie odrębną „wyspą”. Chodziło o to, aby nie tworzyć sztucznie enklawy nowych budynków z mieszkańcami oderwanymi od otoczenia, ale miejsce, które naturalnie wpisuje się w istniejącą tkankę miejską i ją wzmacnia. Od początku stawialiśmy na otwartość – i dziś widzimy, że to podejście się sprawdziło. Z dużym sukcesem.

| STYCZEŃ 2026 NA OKŁADCE | 17 Czy jesteście najdroższą inwestycją w Poznaniu? Agnieszka Augustynowicz: Zdecydowanie nie. Są projekty droższe – i to wyraźnie. My pozycjonujemy się raczej w segmencie nieco powyżej średniej rynkowej. Obecnie ceny mieszkań w Cavallii mieszczą się w przedziale około 15–17 tysięcy złotych za metr kwadratowy. Wyższy pułap dotyczy kameralnych budynków o podwyższonym standardzie – takich, w których na piętrze znajdują się zaledwie trzy mieszkania. To właśnie ta kameralność, obok standardu technicznego, sprawia, że cena za metr jest tam relatywnie wyższa niż w pozostałych budynkach. Warto też podkreślić, że nie planujemy kolejnych willi miejskich na terenie Cavallii. Jeśli ktoś marzy o zamieszkaniu w takim kameralnym budynku, to jest to ostatni moment na podjęcie decyzji. Karolina Jaremicz: W kolejnych etapach powstaną natomiast inne budynki: zarówno mniejsze niż obecne B6 i B10, jak i większe. Często rozmawiamy z klientami, którzy jeszcze nie sprzedali swojej dotychczasowej nieruchomości, ale od dłuższego czasu obserwują projekt i dojrzewają do decyzji o przeprowadzce. Zastanawiają się, czy lepiej wybrać mieszkanie w mniejszym, bardziej kameralnym budynku, czy w większym. Dobra wiadomość jest taka, że oferta będzie zróżnicowana – tak, aby każdy mógł znaleźć coś dla siebie. Dotyczy to również samych mieszkań. Metraże są bardzo różne, ale to, co szczególnie cieszy nas z perspektywy sprzedaży i rozmów z klientami, to bardzo dobre opinie na temat układów mieszkań. Są one regularne, funkcjonalne, oparte na prostych rzutach – prostokątach i kwadratach. Bez trójkątów, bez zaokrąglonych ścian, bez architektonicznych „eksperymentów”, które później utrudniają aranżację. Potwierdzają to również zmiany lokatorskie, jeśli się pojawiają, są kosmetyczne. Nie ma rewolucji ani potrzeby burzenia ścian tuż po odbiorze kluczy. To dowód na to, że dobrze rozumiemy oczekiwania naszych klientów, a oni mogą od razu skupić się na urządzaniu, a nie na poprawianiu funkcjonalności. Agnieszka Augustynowicz: Warto wspomnieć jeszcze o samym miejscu. Z jednej strony inwestycję łatwiej byłoby realizować na „czystym” terenie, bez kontekstu historycznego. Z drugiej – Cavallia powstaje na obszarze dawnych koszar kawaleryjskich, co nadaje jej wyjątkowy charakter. Może nie sprawia to, że projekt sprzedaje się łatwiej, ale na pewno realizuje się go z dużo większą przyjemnością. Ta historia terenu, na którym powstaje Cavallia jest dla nas ważna – i chcemy, aby była czytelna także dla przyszłych mieszkańców. I na koniec pytanie o to, jak wygląda współpraca dwóch konkurencyjnych firm? Jakub Matyja: Cavallię realizują dwie firmy: Revive Poland i BPI Real Estate Poland. To ogromne przedsięwzięcie – docelowo ok. 750 mieszkań w trzech etapach oraz około 8 tysięcy metrów kwadratowych powierzchni usługowej. Tak duży projekt wymaga nie tylko kapitału, ale też koordynacji wielu działań i zespołów. Zarówno w Revive, jak i u partnera w BPI pracuje sporo osób, ale codziennie nad projektem czuwają dedykowane zespoły. Jesteśmy odpowiedzialni za sprzedaż, marketing, administrację, kwestie budowlane, pozwolenia, kontakty z miastem, a także sprawy związane z konserwatorem zabytków. Pracujemy ramię w ramię, a podział obowiązków jest równy. Nie ma jednej strony „ważniejszej” – decyzje podejmowane są wspólnie, w duchu partnerstwa. Wojciech Dzwonkowski: Na co dzień w ogóle nie czujemy, że jesteśmy zespołem złożonym z osób z różnych firm. Nie ma tu „ważących głosów”, rywalizacji czy podziałów. Cavallia tak mocno nas scala, że współpraca stała się absolutnie naturalna. Na początku projektu może jeszcze mieliśmy świadomość, że pochodzimy z różnych organizacji, ale dziś to całkowicie się zatarło. Mamy jeden wspólny cel i to on jest nadrzędny – nawet sprawy, które teoretycznie mogłyby dotyczyć tylko jednej strony, są otwarte i omawiane wspólnie. Agnieszka Jaworska: Jesteśmy bardzo zżyci jako zespół, a koncentracja na jednym projekcie sprawia, że wszystko idzie do przodu w rytmie, który sobie założyliśmy. Daje to wymierne efekty – jesteśmy bardzo zadowoleni zarówno z tempa sprzedaży, jak i z informacji zwrotnych od klientów. Słyszymy, że to, co stworzyliśmy i oddajemy w ręce nabywców, spełnia ich oczekiwania. To największa nagroda – oczywiście obok finansowej, kiedy bank zwalnia środki z rachunku powierniczego. z

| STYCZEŃ 2026 18 | WARTE POZNANIA POZNAŃSKA POLSKA MISS Polska Miss to konkurs piękności, który od 2022 r. wyłania najpiękniejszą Polkę. W tegorocznej edycji tytuł ten przypadł Oliwii Lepczyńskiej z Poznania. Jaka na co dzień jest zdobywczyni tytułu Polskiej Miss i jaka była jej droga do zdobycia tytułu najpiękniejszej Polki? ROZMAWIA: MARTA MAJ | ZDJĘCIA: ARCHIWUM PRYWATNE

| STYCZEŃ 2026 WARTE POZNANIA | 19 Czym zajmuje się Pani na co dzień? Oliwia Lepczyńska: Pracuję w sprzedaży telefonicznej. Przez kilka godzin dziennie rozmawiam z klientami. Po pracy staram się rozwijać, chodzę na siłownię, na basen, spędzam czas z rodziną. Bardzo cenię sobie wspólne chwile z bliskimi. Zdobyła Pani tytuł Polskiej Miss, za co należą się serdeczne gratulacje. Czy było to pierwsze Pani doświadczenie w konkursie piękności? I tak, i nie. To pierwszy konkurs, w którym brałam udział, jednak żeby znaleźć się w finale, musiałam przejść etap regionalny, który odbywał się wiosną. Wtedy poczułam, że faktycznie mogę mieć w nim szanse. Etap regionalny pokazał mi, jak taki konkurs wygląda od środka, więc wiedziałam, czego mogę spodziewać się w finale. Konkurs piękności był szalonym pomysłem, marzeniem z dzieciństwa, czy może elementem skrupulatnie zaplanowanej drogi do kolejnego celu? Od dawna czułam, że chcę realizować się w modelingu. Poczułam, że udział w takim konkursie może otworzyć mi różne furtki, pomóc stać się zauważoną. Chciałam też zwyczajnie sprawdzić, jak taki konkurs wygląda „od kuchni” i jak ja będę się czuła jako jego uczestniczka. A czułam się jak ryba w wodzie. Myślę, że odkryłam swoją ścieżkę, zwłaszcza że uważam, że mam predyspozycje do tego, by zostać modelką. Jestem bardzo szczupła i wysoka, mam 179 cm wzrostu. Pomysł na modeling narodził się dawno? Niekoniecznie, raczej w ostatnich latach. Jako mała dziewczynka owszem, oglądałam w telewizji konkursy piękności, podobały mi się, ale nie patrzyłam nigdy na nie jako na coś, w czym miałabym szanse. W przeszłości miałam inne plany na siebie, chciałam być psychologiem, jednak z biegiem lat stwierdziłam, że nie jest to moje powołanie. Wiem za to, że modeling jest zdecydowanie dla mnie. Na scenie czuję się bardzo swobodnie. Na każdym etapie konkursu utwierdzałam się w tym. Jak wygląda sam konkurs Polska Miss? Oprócz gali finałowej to pewnie więcej zajęć dla uczestniczek? Zdecydowanie. Wszystkie uczestniczki brały udział w sesjach zdjęciowych. Od sponsorów konkursu otrzymywałyśmy różne produkty i musiałyśmy promować je w mediach społecznościowych. Social media w ogóle były ważnym elementem konkursu, starałyśmy się być w nich aktywne przez cały czas między etapem regionalnym a ogólnopolskim. Przed finałem w Krakowie odbyło się zgrupowanie, które trwało cztery dni. Pierwszego dnia brałyśmy udział w warsztatach dotyczących budowania marki osobistej i autoprezentacji. Brałyśmy też udział w analizie kolorystycznej. Uczyłyśmy się też, jak dobierać dodatki i biżuterię do swojej urody. Drugiego dnia miałyśmy kurs chodzenia na szpilkach i zaczęłyśmy już naukę choreografii na galę finałową. Od tamtej pory szlifowałyśmy ją, żeby dobrze wypaść na finale. Jak chciałaby Pani wykorzystać tytuł, który zdobyła? Ten tytuł był dla mnie spełnieniem marzeń i wiem, że jest dla mnie przepustką do rozwoju. I to nie tylko w modelingu. Chciałabym zaangażować się w działania charytatywne, wykorzystać do tego swoje media społecznościowe. Uwielbiam zwierzęta, więc chcę niebawem odwiedzić schronisko, zorganizować zbiórkę karmy czy potrzebnych akcesoriów. Wiem, że to mój moment i chcę go jak najlepiej wykorzystać. Powiedziała Pani o psach i miłości do niej. Czego jeszcze nie wiemy o tegorocznej Polskiej Miss? Jaka jest prywatnie? Jestem szczera, otwarta, nie mam najmniejszego problemu z nawiązywaniem kontaktów z ludźmi. Nie lubię angażować się w spory, cenię sobie spokój – także ten wewnętrzny. Jestem sobą i nikogo nie udaję. Myślę, że to czyni mnie wyjątkową. Jakie są Pani plany na 2026 rok? Moje plany są związane z modelingiem, chcę brać udział w sesjach zdjęciowych i rozbudowywać swoje portfolio. Planuję zapisać się do agencji modelek i podjąć z nią współpracę. Mam nadzieję, że znajdę taką, która da mi jak najwięcej możliwości rozwoju. Jednak myślę też o planie B, dlatego wybieram się na kurs przygotowujący do zostania instruktorem pilatesu. Uwielbiam sport, więc chcę się nim zająć zawodowo. Mam nadzieję, że będę miała taką okazję. Oprócz tego, tak jak wspomniałam, chcę angażować się w akcje charytatywne, mam już w głowie plany na zbiórki, które mogłabym zorganizować. Czy zakłada Pani, że opuści Poznań? Nie wykluczam takiej opcji – modeling może tego ode mnie wymagać. Bardzo kocham to miasto i swoje serce na pewno zostawię w Poznaniu, niezależnie od tego, gdzie będę się znajdować. Dziękuję za rozmowę. z

| STYCZEŃ 2026 20 | WARTE POZNANIA W 2025 roku, oficjalnie ogłoszonym Rokiem Olgi Boznańskiej, Polska na nowo odkrywała geniusz tej wybitnej malarki. Jej subtelne, pełne tajemniczości portrety były wyeksponowane w muzealnych galeriach, a miłośnicy malarstwa z całego kraju mogli podziwiać je podczas specjalnych wystaw. Także Muzeum Narodowe w Poznaniu zaprosiło odwiedzających na bliskie spotkanie z twórczością artystki. TEKST I ZDJĘCIA: ELŻBIETA PODOLSKA PRZYJAŹŃ W ŚWIECIE SZTUKI

| STYCZEŃ 2026 WARTE POZNANIA | 21 W ubiegłym roku obchodziliśmy 160. rocznicę urodzin i 85. rocznicę śmierci Boznańskiej – jednej z najważniejszych polskich artystek przełomu XIX i XX wieku. Obrazy Olgi Boznańskiej należą do czołowych dzieł polskiego malarstwa modernistycznego i stanowią ważny element kanonu historii sztuki, a jej kariera jest przykładem znaczącego polskiego sukcesu artystycznego na arenie międzynarodowej. Mimo że jej kariera rozwijała się głównie za granicą, Boznańska przez całe życie pozostała silnie związana z ojczyzną. Przyjeżdżała na dłuższe pobyty do rodzinnego Krakowa, regularnie wysyłała swoje obrazy na krakowskie i warszawskie wystawy, a także należała do kluczowych polskich stowarzyszeń artystycznych, utrzymując ciągłe, głębokie więzi z krajem. OD PARYŻA DO WARSZAWY Boznańska była wielokrotnie nagradzana na prestiżowych wystawach sztuki. W 1912 roku została odznaczona francuską Legią Honorową, co było znaczącym wyróżnieniem dla artysty spoza Francji. Jej międzynarodowy sukces potwierdziło również Grand Prix na Wystawie Powszechnej w Paryżu w 1937 roku. Doceniono ją także w niepodległej Polsce. W latach trzydziestych malarkę uhonorowano Nagrodą Artystyczną Warszawy oraz orderem Polonia Restituta – co zostało uroczyście podkreślone w Uchwale Sejmu Rzeczypospolitej Polskiej z dnia 24 lipca 2024 roku, ustanawiającej rok 2025 Rokiem Olgi Boznańskiej. To świadectwo, jak wielkie znaczenie jej sztuka miała dla polskiej tożsamości kulturalnej. PRZYJAŹŃ W KRĘGU SZTUKI Olga Boznańska – mistrzyni nastrojowego portretu z Paryża, i Ludwik Puget – rzeźbiarz, kustosz i bywalec kabaretów, mieli ze sobą kontakt przez lata. Ona spędziła większość życia w paryskiej pracowni, skupiona na intymnej analizie. W jej dłoniach każde ludzkie oblicze zamieniało się w melancholijną, psychologiczną refleksję. On był kustoszem, twórcą, satyrykiem i – co dla Wielkopolan istotne – artystą na stałe związanym z Poznaniem. Jego pracownia mieściła się przy ulicy Berwińskiego. Chociaż nie połączyła ich miłość, to właśnie jego dłuto utrwaliło wizerunek Boznańskiej i jej słynny strój. Dlaczego ta relacja była tak ważna? Bo w czasach Młodej Polski stanowili swoje przeciwieństwo, a jednocześnie idealne dopełnienie. Dziś zabierzemy Was w podróż od nastrojowych wnętrz Paryża po tętniące życiem salony sztuki w Krakowie i Poznaniu, by odkryć siłę wsparcia, które przetrwało zawirowania historii i tragiczną wojnę. To historia o sztuce, która jest silniejsza niż życie, a przyjaźń okazuje się cenniejsza niż miłość. Ich bliska więź, wolna od romantycznych uniesień, lecz bogata w artystyczne wsparcie i wzajemny szacunek, stanowi kluczowy rozdział w historii polskiej sztuki okresu modernizmu. PSYCHOLOGICZNA GŁĘBIA PORTRETU Olga Boznańska urodziła się w Krakowie w 1865 roku. Ciekawostką jest fakt, że zaczęła rysować bardzo wcześnie, uczyła się początkowo pod okiem matki Heleny ze Splewińskich, która dostrzegła w córce niewątpliwe zdolności w tym zakresie, ale jako pierwszy do rysowania zachęcał Olgę ojciec, inżynier Adam Boznański. Nietypowe jest to, że zachowały się jej rysunki z okresu wczesnego dzieciństwa. Jej droga do profesjonalizmu była jednak naznaczona silnymi barierami społecznymi i formalnymi. W XIX wieku kobiety w Polsce i Europie Zachodniej nie miały wstępu do akademii sztuk pięknych. To poważne ograniczenie wymusiło na Boznańskiej poszukiwanie alternatywnych dróg rozwoju, co, paradoksalnie, przyczyniło się do ukształtowania jej unikalnego stylu, wolnego od sztywnych reguł akademickich. Jak podkreśla dr Agnieszka Skalska, kuratorka Galerii Sztuki Polskiej od XVIII w. do 1945: – Olga Boznańska jest jedną z najważniejszych polskich artystek. Jest tym bardziej istotna, że zdobywała swoją profesjonalną wiedzę i wartość w czasach, kiedy dostęp do edukacji artystycznej był dla kobiet bardzo trudny, a właściwie niemożliwy. Początkowo kształciła się u prywatnych mistrzów w Krakowie, a następnie skorzystała z kluczowej dla kobiet możliwości nauki w tamtych czasach, uczęszczając na Kurs imienia Adriana Baranieckiego w Krakowie, w prywatnej Szkole Baranieckiego. Następnie, w kluczowym okresie lat 1885–1886, uczyła się w pracowniach prywatnych pod czujnym okiem mistrzów. Jednak bardzo szybko stała się samodzielną artystką. Dalszą edukację kontynuowała w Monachium, gdzie, kształcąc się w prywatnych szkołach, mogła swobodnie rozwijać swój warsztat. Po rezygnacji z nauczycieli w 1896 roku i wynajęciu własnej pracowni, jej międzynarodowa kariera nabrała tempa i wkrótce zaprowadziła ją do Paryża. PARYSKI AZYL MISTRZYNI NASTROJU W 1898 roku, po odrzuceniu propozycji objęcia katedry w Krakowie, Boznańska przeniosła się do Paryża, który stał się jej artystycznym azylem i domem na resztę życia. To miasto symbolizowało wolność twórczą i międzynarodowe uznanie, które ceniła wyżej niż stabilność życiową (o czym świadczy zerwanie narzeczeństwa z Józefem Czajkowskim, dla którego nie chciała opuścić Francji). – Wyjechała do Paryża, mając 33 lata, w 1898 roku

| STYCZEŃ 2026 – mówi dr Agnieszka Skalska. – Tam wiodła ciche życie w swojej pracowni. Co prawda zapraszała do siebie przyjaciół i utrzymywała kontakty ze środowiskiem paryskim, ale koncentrowała się przede wszystkim na malowaniu. Jej twórczość, to przede wszystkim portrety, charakteryzujące się intensywną analizą psychologiczną. Malowała najczęściej na tekturze, unikając werniksu i używając matowej, subtelnej palety szarości, brązów i czerni, co nadawało jej dziełom wyjątkową, mglistą aurę. – Wyjątkowość jej twórczości polega na tym, że obejmuje ona głównie portrety – dodaje Agnieszka Skalska. Powstawały podczas długiego procesu malowania, długiego procesu wydobywania psychologicznej głębi. Artystka poznawała swojego modela, bardzo pieczołowicie dobierała sposób nakładania farby na szorstką powierzchnię płótna i tworzyła kompozycję matową, rozdygotaną, a jednocześnie wyciszoną, z której wyłaniały się twarze zachowujące niezwykłą fakturę. Unikanie przez Boznańską malowania w plenerze i jej skupienie na nastroju oraz wnętrzu psychologicznym modela stanowiło wyraźny kontrapunkt dla modnego wówczas impresjonizmu. Jej obrazy, pełne melancholii i tajemniczości, opisywano jako widoki „za zasłoną”. – Jeden z krytyków francuskich pisał, że Boznańska nie malowała oczu, ale spojrzenie. Nie malowała ust, ale uśmiech. Sama mówiła, że jej obrazy są tak, jakby były oglądane przez zasłonę. Patrząc, dzieliła. Uważa się też, że właściwie każdy jej portret, w pewnym sensie, jest autoportretem – mówi dr Agnieszka Skalska. Jej międzynarodowe uznanie, w tym liczne medale (m.in. w Wiedniu, Londynie) oraz fakt, że rząd francuski zakupił jej dzieła do państwowych zbiorów, ugruntowało jej status jako artystki europejskiej, ale silnie zakorzenionej w polskim modernizmie. RZEŹBIARZ, KUSTOSZ, POZNANIAK Baron Ludwik du Puget (1877–1942) był rzeźbiarzem, malarzem i historykiem sztuki, był także postacią o szerokich horyzontach i dynamicznej osobowości. Studiował rzeźbę w krakowskiej Szkole Sztuk Pięknych i historię sztuki na UJ, co dało mu rzadką równowagę między praktyką artystyczną a teorią, którą następnie pogłębiał w Paryżu i w pracowni Konstantego Laszczki. OD DŁUTA DO KABARETU Puget był aktywnym członkiem Towarzystwa Artystów Polskich „Sztuka”, do którego Boznańska również należała od 1898 roku. To właśnie wspólne środowisko artystyczne, skupione wokół Krakowa, było jednym z fundamentów ich przyjaźni. Jego działalność wykraczała jednak daleko poza tradycyjne rzeźbiarstwo. Był zaangażowany w krakowską awangardę, współpracując z kabaretem „Zielony Balonik” (w latach 1907–1914), dla którego modelował lalki i pisał fraszki, co świadczyło o jego wszechstronnym talencie i zainteresowaniu sztuką dekoracyjną i użytkową. POZNAŃSKA PRACOWNIA Po I wojnie światowej Ludwik Puget mocno związał się z Wielkopolską. Objął kluczowe stanowisko kustosza muzeum miejskiego w Poznaniu, gdzie jego praca przyczyniła się do rozwoju lokalnej sceny artystycznej i życia kulturalnego. Jego pracownia artystyczna znajdowała się przy ulicy Berwińskiego 1 w Poznaniu. Ten adres był centrum twórczości, z którego emanowała jego rzeźbiarska i animacyjna energia, kontrastująca z paryskim azylem Boznańskiej. W Poznaniu Puget zostawił trwałe ślady swojej pracy publicznej: • w 1927 roku zrealizował Pomnik Wolności, • w 1929 roku kierował pracami konserwatorskimi na Zamku Poznańskim,

| STYCZEŃ 2026 WARTE POZNANIA | 23 • w 1930 roku założył w Poznaniu kabaret Różowa Kukułka, który później przeniósł do Krakowa, kontynuując z synem tradycję satyry. Ta intensywna i różnorodna aktywność publiczna Pugeta stanowiła wyraźny kontrast wobec introwertycznej, skupionej na portrecie egzystencji Boznańskiej. RZEŹBIARSKI HOŁD Przyjaźń Olgi Boznańskiej i Ludwika Pugeta była relacją dwojga wielkich artystów, którzy doskonale rozumieli wyzwania twórczości. Polubili się, gdy oboje zamieszkali naprzeciwko siebie przy Jardin des Plantes. Boznańska namalowała portret Pugeta, który obecnie znajduje się w Muzeum Narodowym w Warszawie. Dowodem tej relacji jest także portret rzeźbiarski Olgi Boznańskiej wykonany przez Pugeta, który jako rzeźbiarz portrecista, uwiecznił w materii wizerunek malarki, co jest aktem najwyższego uznania i intymności artystycznej. Ten zachowany wizerunek jest szczególnie cenny, ponieważ uchwycił Boznańską w jej charakterystycznym stroju. Malarka, znana z tego, że ubierała się w skromne, często szare i proste suknie, które tworzyły spójny wizerunek z jej sztuką, została utrwalona przez Pugeta jako ikona swojego stylu. Rzeźba ta nie tylko zachowuje jej rysy, ale przede wszystkim oddaje esencję jej artystycznej osobowości – wyciszenie, powagę i skupienie. Jest to jeden z najbardziej intymnych i prawdziwych wizerunków Boznańskiej, stworzony przez jej przyjaciela, który doskonale rozumiał jej estetykę. Rzeźbiarski portret Boznańskiej autorstwa Pugeta stanowi pomost łączący dwa różne światy: introwertyczną, paryską bohemę Boznańskiej i dynamiczne, publiczne życie Pugeta, którego centrum stanowiła pracownia przy ulicy Berwińskiego w Poznaniu. POD ZNAKIEM WOJNY Ostatnie lata życia obu artystów naznaczone były postępującym kryzysem. Sława Boznańskiej, choć nadal ugruntowana (Grand Prix w Paryżu 1937, sprzedaż obrazów królowi Włoch na Biennale 1938), powoli malała, a jej głównym źródłem utrzymania stał się czynsz z krakowskiej kamienicy. Przez całe życie pomagała biedniejszym artystom i zwierzętom. W swojej pracowni miała nawet zaprzyjaźnione stado myszek. Po skończonym posiłku gwizdała i natychmiast małe stworzenia wyłaniały się ze wszystkich kątów i podbiegały do niej. Olga Boznańska zmarła w Paryżu 26 października 1940 roku, już po inwazji Niemiec na Francję, kończąc życie spędzone na nieustannym dążeniu do psychologicznej prawdy w sztuce. Los Ludwika Pugeta był brutalnie przerwany przez machinę wojenną. Mimo zaawansowanego wieku, w Krakowie w czasie okupacji został aresztowany, a następnie trafił do niemieckiego obozu koncentracyjnego KL Auschwitz-Birkenau. Jego śmierć była dramatycznym symbolem zagłady polskiej inteligencji i kultury. Nawet w obozie, w ostatnich chwilach życia, Puget nie porzucił twórczości, czego dowodem jest jego ostatnia praca – portret psa wykonany w obozie. Ludwik Puget został rozstrzelany 27 maja 1942 roku. Przyjaźń Olgi Boznańskiej i Ludwika Pugeta to świadectwo głębokiej solidarności polskiego środowiska artystycznego, w której malarka psychologicznych głębi zyskała nieśmiertelny, rzeźbiarski portret od przyjaciela, który aktywnie kształtował życie kulturalne, zwłaszcza z serca Wielkopolski – Poznania.z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz