SUKCES PO POZNAŃSKU 1/2026

| STYCZEŃ 2026 16 | NA OKŁADCE Jakub Matyja: Dla wielu nabywców bardzo ważna jest architektura i kontekst historyczny – tkanka miasta, zabytkowe elementy. Projekty takie jak Cavallia spełniają te oczekiwania w pełni. W ramach osiedla Cavallia współtworzymy przestrzeń miejską razem z Radą Miejską. Dzięki temu na mapie Poznania pojawiły się już dwie nowe ulice: Kawaleryjska i Szwadronowa. Kawaleryjska ma ciekawą przeszłość. Ponad sto lat temu istniała już na mapach miasta, dawna Kawaleryjska to dzisiejsza ulica Ułańska, ale historyczna nazwa wróciła właśnie tutaj, na teren Cavallii. To idealne miejsce na jej reaktywację, bo to właśnie w naszych dawnych koszarach stacjonował słynny, legendarny 15. Pułk Ułanów Poznańskich. Ale są też rodziny z dziećmi? Karolina Jaremicz: Tak, i to nas bardzo cieszy. Nabywcy są bardzo zróżnicowani pod względem wieku, co sprawia, że osiedle może stać się prawdziwą wspólnotą. Mamy młodych ludzi, studentów, dla których rodzice kupili mieszkania w Poznaniu, rodziny z dziećmi, osoby w sile wieku, a także seniorów w jesieni życia. To idealne warunki do budowania społeczności – różnorodność wiekowa jest jednym z filarów dobrego sąsiedztwa. Co dalej, jak będą wyglądać kolejne etapy inwestycji? Wojciech Dzwonkowski: Drugi etap inwestycji zostanie podzielony na dwie części mieszkaniowe. Informacja o pierwszej z nich trafi na rynek w pierwszym kwartale przyszłego roku – najpewniej pod jego koniec. Będzie to około 100 mieszkań. Druga część tego etapu pojawi się później, natomiast w między czasie zaprezentujemy ofertę komercjalizacji przestrzeni usługowych. To miejsca absolutnie wyjątkowe. Mówimy o dawnej tkance historycznej, do której podchodzimy z ogromnym szacunkiem – zachowanych w bardzo dobrym stanie stajniach oraz pełnowymiarowej, wysokiej ujeżdżalni. To przestrzenie o dużej kubaturze i niezwykłym potencjale architektonicznym. Już dziś prezentują się dobrze, a po renowacji będą wyglądały naprawdę imponująco. Jakub Matyja: Zależy nam, aby te przestrzenie spełniały oczekiwania zarówno estetyczne, jak i funkcjonalne. Dlatego planując usługi, podchodzimy do tematu bardzo świadomie. Chcemy stworzyć spójną, dobrze zaplanowaną ofertę – od gastronomii, przez usługi medyczne, po sklepy i codzienne punkty, które realnie ułatwiają życie mieszkańcom. Część lokali przeznaczymy na gabinety medyczne, część na restauracje, kawiarnie i inne miejsca gastronomiczne, a także na sklepy – choćby dobrze zaopatrzony warzywniak czy sklep mięsny. Zwracacie uwagę na wybór nabywców? Jakub Matyja: Dobór nabywców nie będzie przypadkowy. Zależy nam na tym, by całość tworzyła przemyślany, funkcjonalny ekosystem usług, który naturalnie wpisze się w życie osiedla i jego społeczności. W przypadku ujeżdżalni zdecydowanie widzimy tam funkcję gastronomiczną. Nie ukrywamy, że rozmowy już trwają – pojawiają się interesujące pomysły na to, jakie koncepty mogłyby się tam zadomowić i jak wykorzystać potencjał tej przestrzeni. Jednocześnie nasz model biznesowy zakłada sprzedaż lokali, a nie ich późniejsze administrowanie. Nie chcemy funkcjonować jako operator gastronomiczny czy zarządca usług. Wojciech Dzwonkowski: Dlatego podchodzimy do tego procesu z ogromną uważnością. Raz sprzedanych metrów kwadratowych nie da się odzyskać – i to jest dla nas kluczowe. Nie chodzi wyłącznie o wynik finansowy. Nie interesuje nas szybka transakcja „za wszelką cenę”. Zależy nam na tym, by trafiły one do właściwego podmiotu – takiego, który ma sprawdzony biznes, przemyślany pomysł na aranżację, spójną koncepcję i potrafi przedstawić wizję, w którą my uwierzymy. To duża odpowiedzialność i pewnego rodzaju misja, którą mamy przed sobą. Liczymy, że uda się ją zrealizować wzorowo, tak aby w ciągu dwóch, maksymalnie trzech lat te przestrzenie zostały otwarte i zaczęły funkcjonować jako prawdziwe serce osiedla, miejsce tętniące życiem, spotkaniami i codzienną energią. Te przestrzenie nie będą dostępne wyłącznie dla mieszkańców osiedla? Agnieszka Jaworska: Będą dostępne dla wszystkich. Od początku zakładaliśmy, że całe osiedle będzie otwarte. Bez szlabanów, bez barier, bez odgradzania się od miasta. Oczywiście istnieją niewielkie furtki prowadzące na wewnętrzne dziedzińce – do tej bardziej prywatnej części – ale nie są to wysokie, zamknięte bramy. Bezpieczeństwo zapewnia pełny monitoring i ochrona, natomiast nie chcemy „grozić” przestrzeni. Zależy nam na tym, aby sąsiedzi z ulicy Skrytej, którzy mieszkają tu od lat, naturalnie integrowali się z nowymi mieszkańcami i nową zabudową. Od samego początku wiedzieliśmy, że projekt musi być otwarty i zapraszający. To był także jeden z kluczowych warunków postawionych przez naszych inwestorów z Belgii – jeśli budujemy duże osiedle w centrum Poznania, musi ono być częścią miasta, a nie odrębną „wyspą”. Chodziło o to, aby nie tworzyć sztucznie enklawy nowych budynków z mieszkańcami oderwanymi od otoczenia, ale miejsce, które naturalnie wpisuje się w istniejącą tkankę miejską i ją wzmacnia. Od początku stawialiśmy na otwartość – i dziś widzimy, że to podejście się sprawdziło. Z dużym sukcesem.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz