| STYCZEŃ 2026 ZDROWIE I URODA | 43 muje zabiegi z zakresu otolaryngologii, chirurgii ogólnej oraz chirurgii naczyniowej. Współpracujemy również z chirurgami plastycznymi, realizując m.in. operacje bariatryczne, implantacje piersi, korekcje nosa oraz liposukcje. Konsekwentnie dążymy do tego, aby oferta placówki była jak najszersza. Obecnie jesteśmy także w trakcie finalizowania umów ze stomatologami, co pozwoli nam wykonywać zabiegi w znieczuleniu ogólnym – między innymi u pacjentów z dentofobią oraz u dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu lub zespołem Aspergera, u których leczenie w standardowych warunkach bywa szczególnie trudne. Dużo mówi Pani o dzieciach i ich komforcie. Czy to ważny kierunek rozwoju szpitala? Zdecydowanie tak. Jesteśmy silnie ukierunkowani na laryngologię dziecięcą, a moim osobistym marzeniem było stworzenie miejsca, do którego dziecko trafia bez lęku i traumy. Szpital z natury budzi stres, dlatego zaczęliśmy od tego, co najbardziej widoczne – od przestrzeni. Dziś mamy sale tematyczne: dżunglę, króliczki. Zachowujemy oczywiście biały, sterylny i bezpieczny charakter, ale jednocześnie staramy się, by było mniej „szpitalnie” i mniej strasznie. Dopełnieniem są kolorowe kitle zespołu pielęgniarskiego oraz empatyczne podejście, na które kładę ogromny nacisk. Zawsze powtarzam pracownikom, że w tym miejscu najważniejszy jest pacjent. Każdy z nas miewa trudniejsze dni czy zmęczenie, jednak profesjonalizm polega na tym, by nigdy nie przenosić własnych emocji na osoby, które nam zaufały. I to podejście naprawdę przynosi efekty. Największą radość sprawiają mi opinie, które słyszę przy porannych wypisach pacjentów: „Nigdy pani nie zapomnę”, „Miałam tu wspaniałą opiekę”. Dla mnie, jako prezesa, to ogromna motywacja do dalszego rozwoju szpitala, ale także do troski o zespół i systematycznego poprawiania warunków jego pracy. Staram się doceniać ludzi również drobnymi gestami – czasem wspólną pizzą, czasem nowymi gadżetami. Mój zespół szczególnie lubi długopisy, więc pielęgniarskie długopisy też się pojawiają. To drobiazgi, ale właśnie one budują dobrą atmosferę. Od czego zaczęła Pani zmiany? Przede wszystkim od finansów i uporządkowania kosztów – bez tego nie byłoby możliwe żadne dalsze działanie. Pierwszym krokiem była szczegółowa analiza wydatków, umów i procesów funkcjonujących w szpitalu. Sprawdzaliśmy, gdzie koszty są uzasadnione, a gdzie wynikają z przyzwyczajeń lub nieefektywnych rozwiązań. W wielu obszarach udało się je zoptymalizować: renegocjowaliśmy umowy z dostawcami, uporządkowaliśmy gospodarkę materiałową, wprowadziliśmy większą kontrolę nad zakupami i lepsze planowanie wykorzystania zasobów. Zależało mi na tym, by ograniczanie kosztów nie odbywało się kosztem jakości leczenia ani komfortu pacjentów. Wręcz przeciwnie – oszczędności miały stworzyć przestrzeń na inwestycje tam, gdzie są one naprawdę potrzebne. Równolegle zaczęliśmy więc wdrażać zmiany, które nie wymagały dużych nakładów finansowych, a miały realny wpływ na atmosferę i odbiór szpitala. Choć mój zespół jest wyjątkowy, moje podejście do zarządzania w dużej mierze wynika z osobistych doświadczeń. W życiu wielokrotnie bywałam w szpitalach – jako pacjentka lub osoba towarzysząca bliskim. Zbyt często spotykałam się tam z brakiem empatii, zrozumienia i niepotrzebną opryskliwością personelu. Nigdy nie przypuszczałam, że znajdę się w miejscu, w którym będę mogła realnie to zmieniać – tym bardziej, że nie posiadam wykształcenia medycznego. Pani zawodowa droga do zarządzania szpitalem nie była oczywista. Zdecydowanie tak. Nie posiadam wykształcenia medycznego i przez długi czas w ogóle nie wiązałam swojej przyszłości z ochroną zdrowia. Po studiach rozpoczęłam pracę w Orkiestrze Kameralnej Polskiego Radia Amadeus, gdzie przez pięć lat zajmowałam się impresariatem artystycznym. Było to środowisko bardzo odmienne od tego, w którym funkcjo-
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz