| STYCZEŃ 2026 ZDROWIE I URODA | 45 szy w szpitalu. Jednak z potrzeby rynkowej i ze względu na interesy ekonomiczne szpitala zdecydowaliśmy się wprowadzić także dodatkowe zabiegi. Ile w tej chwili jest sal dla pacjentów? Mamy 20 pokoi dla Pacjentów. Pobyt na oddziale odbywa się w pokoju 1-osobowym, z miejscem do spania także dla rodzica, jeśli naszym pacjentem jest dziecko. Obecność mamy, taty lub opiekuna pomaga dziecku szybciej się uspokoić i lepiej znosić stres związany z hospitalizacją. Metodą małych kroków staramy się w każdym miesiącu coś ulepszać i zmieniać. Słuchamy opinii pacjentów i reagujemy na ich potrzeby. Ja sama często jestem obecna na oddziale – rano, a jeśli blok operacyjny pracuje do wieczora – również zostaję w szpitalu. Mogę osobiście zobaczyć, co się dzieje, wysłuchać pacjentów i zapytać: „Co byście zmienili? Czy wszystko w porządku? Jak oceniacie personel?” Takie bezpośrednie rozmowy dają pacjentom poczucie bezpieczeństwa i zaopiekowania, a nam pomagają na bieżąco doskonalić standardy pracy. Teraz jest w szpitali bardzo świątecznie. Święta to bardzo szczególny czas. W tym roku po raz pierwszy mamy w szpitalu żywą choinkę, są skrzaty, dziecięce dekoracje. Staramy się przygotowywać Mikołajki i małe niespodzianki – zarówno dla pacjentów, jak i dla personelu. Sama zresztą zostałam w tym roku bardzo miło zaskoczona. Po Mikołajkach, w poniedziałek rano, przyszłam do pracy, a na moim biurku czekał prezent od pracowników. Zupełnie się tego nie spodziewałam – było to niezwykle wzruszające. To naprawdę miejsce, w którym ludzie lubią pracować i lubią tu być. Czasem nawet się śmiejemy, że ktoś już mógłby iść do domu, bo skończył pracę, a jeszcze „się plącze” – bo wypije kawę, bo poczeka, bo dawno nie widział Kasi czy Joli. Jaka jest atmosfera w zespole? Mamy oczywiście stały personel szpitala, ale duża część zespołu lekarskiego i pielęgniarskiego – zwłaszcza na bloku operacyjnym – pracuje również w innych placówkach. Mimo to jesteśmy w stałym kontakcie, choćby na wspólnej grupie na WhatsAppie. Co ważne, od kwietnia nie pamiętam żadnego konfliktu w zespole. Oczywiście życie pisze różne scenariusze, ale bardzo zależy mi na tym, żeby ludzie potrafili się ze sobą dogadywać. Staram się też nie ingerować w każdy proces. Nie wchodzę na przykład w grafiki pracy rejestracji – interesuje mnie, żeby była obsada, a dziewczyny same świetnie się między sobą dogadują. Wychodzę z założenia, że kierownik budowy nie nosi cegieł. Są osoby z konkretnymi kompetencjami, odpowiedzialne za określone obszary – i to się po prostu sprawdza. Kiedy nie zaglądam w każdy detal i nie „wkładam prezesowego oka” w każdą decyzję, pracownicy mają większy spokój i lepiej panują nad swoją pracą. A jak wygląda kwestia przyjęć? Nie macie Państwo klasycznego SOR-u? Nie, nie mamy SOR-u. Jesteśmy jednak szpitalem, więc formalnie funkcjonuje izba przyjęć. To właśnie tam odbywają się przyjęcia planowe – w przestrzeni, w której pani wcześniej siedziała, przy akwarium. Akwarium robi wrażenie. Tak, jest duże i stało się sporą atrakcją – zarówno dla dzieci, jak i dorosłych. Czasem widzę, jak rodzice robią dzieciom zdjęcia na jego tle. Zdarza się też, że bardzo zestresowanym czy przestraszonym dzieciom pozwalamy nakarmić rybki. To zawsze działa uspokajająco i jest taką małą nagrodą. Na koniec chciałam spytać jeszcze o zespół lekarski. Mamy bardzo zróżnicowany zespół specjalistów: m.in. laryngologów, chirurgów naczyniowych, endokrynologów, neurologa dziecięcego, chirurga dziecięcego. Dzięki temu możemy działać interdyscyplinarnie. Zdarza się, że pacjent trafia do jednego specjalisty, a ten – jeśli widzi, że problem leży gdzie indziej – od razu kieruje go do kolegi z zespołu. Takie konsultacje odbywają się też zupełnie naturalnie, na korytarzu czy w gabinetach, gdy pojawia się jakakolwiek wątpliwość. Lekarze ze sobą współpracują, znają się od lat i wzajemnie wspierają, co jest naprawdę budujące. Są to specjaliści z ogromnym doświadczeniem. Regularnie przyjmujemy też młodych ludzi na praktyki. Bardzo to sobie cenię. Obserwuję ich, rozmawiam z nimi, mam swoje typy. Kiedy kończą praktyki, często pytają: „Czy mogę wrócić za rok?”, a moja odpowiedź zawsze brzmi: tak. U nas praktykanci naprawdę się uczą. Ja sama w życiu dostałam ogromną szansę rozwoju, dlatego zawsze wspieram młodych ludzi. Jeśli przychodzą z inicjatywą i proszą o możliwość nauki, jestem na „tak”. To także inwestycja w przyszłość, bo mam szansę wychować personel w duchu wartości, które są dla nas kluczowe: troski, empatii i stawiania pacjenta na pierwszym miejscu. Mam cichą nadzieję, że ci młodzi ludzie, którzy zaczynają u nas, za kilka lat będą pracownikami z sercem na dłoni, nie sfrustrowanymi, nie obojętnymi, ale naprawdę uważnymi na drugiego człowieka. z
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz