| luty 2025 poziom wyżej | 55 i pozwoli myśleć o sobie dobrze. To jest ta nasza rola. Być tą kobietą, która jest dla nich. Z tego wynikają kolejne kroki stawiane przez te dziewczyny. Stworzyłyście świetną grę dla młodych dziewczyn „Dziewczyny rządzą”, w której nastolatki losują karty i wcielają się w role wpływowych i sprawczych kobiet – radnych wymyślonej przez Was miejscowości Tarki. Muszą, korzystając ze swoich kompetencji, wspólnie znaleźć kompromis, by wykorzystać fundusze na najlepsze rozwiązania dla rozwoju swojego miasteczka. Czy coś Was zaskoczyło na tych wielu warsztatach i spotkaniach w szkołach, podczas których młode osoby grały w tę grę? AK: Każda odsłona tej gry to nowe doświadczenie dla nas. Jakich argumentów używają te dziewczyny i jak potrafią przewidywać pewne procesy, to jest niesamowite. Chociaż początkowo zwykle zarzekają się, że nie chcą żadnych grupowych zajęć, bo nie potrafią i wolą indywidualnie działać, to w trakcie gry okazuje się, że świetnie sobie radzą zespołowo. Widzimy masę uprzedzeń, które w sobie mają niepopartych absolutnie niczym. PK: Gdy tworzyłyśmy tę grę, bardzo chciałyśmy, żeby była ona dla dziewczyn początkiem myślenia o sobie inaczej, jako o przyszłej dorosłej kobiecie, która jest sprawcza. Kiedy pytałyśmy dziewczyny, kim chciałyby zostać w przyszłości, to nigdy nie odpowiadały, że prezydentką, wójtką czy burmistrzynią. To się totalnie nie mieściło w kręgu ich zainteresowań. Dlatego zaczęłyśmy myśleć, jak to zmienić, jak dołożyć tę swoją cegiełkę do tworzenia świadomego społeczeństwa obywatelskiego. Stąd ta gra. Marzyłyśmy, żeby młode osoby nie myślały, że prezydentem czy wójtem może być tylko brzuchaty facet z wąsem. Chciałyśmy, żeby dziewczyny poczuły się polityczkami i mocno weszły w rolę, którą wylosowały w grze, a – dla niewtajemniczonych – każda postać to istotna kobieta w społeczności wymyślonego przez nas miasteczka Tarki. Mnie za każdym razem, kiedy młode osoby grają w tę grę, zaskakuje, jakie one są mądre. One doskonale wiedzą, jakie potrzeby ma lokalna społeczność, gdzie przydałaby się ścieżka rowerowa, gdzie ławeczka, a gdzie zieleń. Oprócz warsztatów dla nastolatek prowadzicie też podobne spotkania dla dorosłych kobiet. Co łączy te pokolenia? Widzicie podobieństwa? AK: Obojętnie, ile mają lat, każda chce być wysłuchana i zaakceptowana. To łączy wszystkie dziewczyny od nastolatek do seniorek. PK: Cechą wspólną jest niewiara w siebie. Ja mam za każdym razem ochotę nimi potrząsnąć! Kobieto, czego ty od siebie chcesz? Jesteś świetna! Dlaczego w siebie nie wierzysz? Zawsze się zastanawiam, jaki przekaz one dostawały w życiu, że tak siebie traktują, niezależnie od wieku i środowiska. Same siebie biczujemy. I to się dzieje nie tylko w Polsce, ale też za granicą. No właśnie, Fundacja wspiera także mocno migrantki, zwłaszcza z Ukrainy. Czy w tym wypadku też widzicie klamrę, która łączy te wszystkie kobiety? AK: Zdecydowanie. Jedna z dziewczyn, która z nami została w Fundacji, po każdych zajęciach nam dziękowała, składając ręce i następnie się wycofywała. Wielokrotnie z nią o tym z Pauliną rozmawiałyśmy. I pamiętam ten moment, kiedy ona wreszcie przestała to robić. Byłam przeszczęśliwa, że poczuła się lepiej i mocniej. PK: Dziewczyny zza wschodniej granicy mają jeszcze gorzej niż my, bo ten patriarchat jest u nich mocniej ugruntowany niż w Polsce. Mamy też doświadczenie we współpracy z kobietami z Niemiec i Francji. I tu widzimy ogromne różnice. To niesamowite, jak wychowanie młodego człowieka ma wpływ na jego przyszłość. Te dziewczyny postrzegają swoich opiekunów jako równych sobie, tylko bardziej doświadczonych, a oni traktują je podobnie, jak młode osoby wchodzące w dorosłość. Zachowują przy tym życzliwość, uśmiech i otwartość. I ja się później nie dziwię, że w miejscowości, w której byłyśmy z Fundacją, kobiety tworzą samorząd pół na pół z mężczyznami i dla nich to jest oczywiste, bo są tam potrzebne i mają do tego prawo. A czy według Was Poznań jest przyjaznym miejscem dla kobiet? PK: Z pewnością bardziej niż inne miasta, ale kobiet radnych czy w Zarządzie Miasta jest ciągle za mało. W Radzie Miasta jeszcze nigdy nie było pół na pół. AK: Projektując grę „Dziewczyny rządzą”, rozmawiałyśmy z kobietami, które są na różnych szczeblach władzy i one nam mówiły, że polityka jest brudna i to świat zdominowany przez mężczyzn. Kobiety wiedzą też, co muszą poświęcić, wchodząc do polityki, i w co się uzbroić. Jak Wasza Fundacja wspiera Poznań w kwestii równości? PK: W Poznaniu mamy bardzo otwarty Urząd Miasta, zwłaszcza dyrektorki, które tam pracują, są niezwykle świadome i mocno sprzyjają kobietom. Widzą, jak wiele rzeczy się zmieniło, ale też dostrzegają, ile jeszcze kwestii wyma-
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz