| luty 2025 poziom wyżej | 59 Na większą skalę Wszystko zaczęło się od empatii do zwierząt i… ogromnej chęci do działania. – Nie potrafimy być obojętne na los bezbronnych, porzuconych psów, które samotnie walczą o przetrwanie. Wierzymy, że każdy z nich zasługuje na miłość, ciepły kąt i szansę na lepsze życie, to napędza nas do działania – mówi mi Zosia, która z PsiTulasem związana jest od kilku lat. Założycielkami fundacji są Maria (która jest jej prezeską) oraz Natalia. Kilka lat temu dziewczyny wspólnie zaczęły pomagać psom na własną rękę, to one również założyły stronę PsiTulasa. Po jakimś czasie dołączyła do nich Kasia, wolontariuszka z Kalisza, później fundacyjne szeregi zasiliła moja rozmówczyni Zosia, która wcześniej współpracowała z dziewczynami jako dom tymczasowy, oraz Julita, która pracuje jako behawiorystka. W zeszłym roku do ekipy PsiTulasa dołączyła także Ewelina. – Zasięgi social mediów PsiTulasa rosły, wspólnie ratowałyśmy setki psów, działałyśmy na coraz większą skalę, ludzie zaczęli nas kojarzyć. Na początku zeszłego roku, po latach wspólnych działań, uznałyśmy, że chcemy zostać oficjalnie fundacją, to było płynne i naturalne przejście od takiej cichej, czysto prywatnej pomocy do sformalizowanych działań, które pozwalają nam np. ubiegać się o 1,5% procent podatku – tłumaczy wiceprezeska PsiTulasa i dodaje, że każda z członkiń fundacji ma swoją normalną pracę na etacie. – Wszystkie nasze działania opierają się na wolontariacie, żadna z nas nie pobiera wynagrodzenia za pracę w PsiTulasie – podkreśla. Dom, moja opoka Działania fundacji PsiTulas opierają się na sieci domów tymczasowych, w których uratowane psiaki odzyskują zdrowie i pewność siebie, socjalizują się, uczą się życia z człowiekiem oraz w spokoju czekają na swoją wymarzoną rodzinę. – Współpracujemy z wolontariuszami, którzy zajmują się interwencjami lub znajdują porzucone zwierzęta i nie chcą oddawać ich do schronisk w obawie, że zostaną zapomniane. My skupiamy się na działaniu: organizujemy transport, przygotowujemy wyprawki, w trybie pilnym, często po nocach, szukamy domów tymczasowych i robimy wszystko, by psi maluch jak najszybciej znalazł swojego opiekuna na zawsze – tłumaczy Zosia. Sieć domów tymczasowych PsiTulasa jest bardzo płynna, w tej chwili jest ich kilkadziesiąt, a nabór trwa niemalże bez przerwy, bo potrzeby są coraz większe. Jak tłumaczy moja rozmówczyni – by zostać domem tymczasowym, nie trzeba mieć domu z ogrodem, dużego mieszkania czy wielkiego doświadczenia w wychowaniu psa. Wystarczy otwarta głowa i serce, chęć niesienia pomocy oraz gotowość do współpracy z fundacją. – Kluczowe jest dla nas to, by osoby decydujące się na zostanie domem tymczasowym mogły dostosować się do potrzeb szczeniaczków, które z racji tego, że często przyjeżdżają nieodrobaczone i niezaszczepione, na start muszą odbyć kwarantannę domową i nie mogą wychodzić na spacery. Mają dużo energii, czasem robią niezły raban i wymagają sporej uwagi – wyjaśnia Zosia i dodaje, że wszelkie koszty związane z psim tymczasowiczem pokrywa fundacja. – Przygotowujemy kompletną wyprawkę dla szczeniaka, finansujemy jego karmę i leczenie u weterynarza, oddajemy pieniądze za paliwo, mopy czy środki do sprzątania. I oczywiście służymy wiedzą, radą, wsparciem i pomocą przez cały czas – wyjaśnia. Gdy na horyzoncie pojawia się szczeniak, który pilnie potrzebuje domu i kochającego człowieka, dziewczyny z poznańskiej fundacji PsiTulas działają od razu. Pierwszym krokiem jest ulokowanie psiaka w bezpiecznym domu tymczasowym, kolejnym – zdecydowanie trudniejszym – znalezienie mu odpowiedzialnej rodziny adopcyjnej. Zosia Woźniak – wielka miłośniczka kundelków i wiceprezeska PsiTulasa, opowiada nam o działalności fundacji i o codziennych wyzwaniach osób działających na rzecz zwierząt. Jak się okazuje – jest ich całkiem sporo. tekst: Martyna Pietrzak-Sikorska zDJĘCIa: Jagoda Lulka/ lula_shots fot. Adobe Stock
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz