SUKCES PO POZNAŃSKU 2/2025

80 | z sukcesem | luty 2025 z kulturą Uffff! Bo już się bałam, że zostawi Pani czytelników z niedokończoną historią Mileny, kiedy dała Pani do myślenia, że może nie do końca zdarzył się tam wypadek. Bardzo przepraszam, że do takiego stanu doprowadziłam. Ale te wątpliwości musiały zostać zasiane, żeby w odpowiednim momencie mogło przyjść katharsis. W przypadku moich książek każde katharsis ma jednak to do siebie, że lubi stawiać w gotowości nowe znaki zapytania. I tym razem na pewno będą się one pojawiać. W finalnym rozrachunku obie książki stanowią kompletną dylogię. Powinny odpowiedzieć na wszystkie pytania, jakie czytelnik mógł sobie zadać. Proszę mi powiedzieć, skąd Pani czerpie pomysły na tytuły? Każdy jest niesamowity i każdy jest taki przyciągający, dziwny. Na tyle, że kiedy dostałam książkę, pierwsze, co zrobiłam, to zaczęłam szukać, co znaczy ta równonoc. Nie mam jednego patentu na to, w którym momencie tworzenia książki tytuł zostanie nadany. Czasami jest tak, że jest on impulsem i zaczynkiem do całej historii, a czasami pomysł na niego przychodzi dopiero na samym końcu. Mając już poukładane konkretne elementy tej historii, zastanawiam się, co jest jej największym i najważniejszym spoiwem. Jeśli chodzi o samą „Równonoc”, najpierw faktycznie był tytuł, dopiero później pojawiły się wydarzenia. Pierwszy jest zawsze „przebłysk”, czyli pewnego rodzaju kręgosłup, kotwica, która jest trzonem całej historii. Na pierwszy rzut oka równonoc może oczywiście kojarzyć się z przesileniem letnio-jesiennym, czyli z takim czasem w ciągu roku, w którym siły dnia i nocy się równoważą. Zresztą najważniejsze fabularnie wydarzenia są wpisane w ten konkretny dzień. Siły światła i ciemności walczą ze sobą o dominację również w przypadku moich bohaterów. Każdy z nich nosi w sobie dualizm. W zależności od sytuacji, w jakiej moi bohaterowie się znajdują, dany element wychodzi u nich na prowadzenie. Nie chodziło mi tylko o takie literalne podejście do pór roku, do ich zmienności, ale też przede wszystkim o zmienność natury ludzkiej i to, jak poszczególne sytuacje życiowe mogą predysponować nas do pewnych wyborów. „Równonoc” w księgarniach, „Perseidy” już za chwilę, a powstaje kolejna książka? Tak. Powstało już 90 stron, czyli mniej więcej jedna trzecia, która wpisze się w nieco inny nurt gatunkowy. Będzie to thriller kryminalny. Na razie mogę zdradzić jedynie tylko to, że motywem przewodnim będzie morze w swojej najbardziej bezwzględnej odsłonie. Morze, które rzadko daje, a częściej odbiera. A proszę mi powiedzieć, gdy siada pani do pisania powieści, czy oprócz tego, że zna Pani bohaterów, czy wie Pani także, jak się będą zachowywać i jaki będzie koniec historii? Generalnie kieruję się w swoich działaniach intuicją, ale przestrzeń twórcza jest jedyną w moim życiu, którą, żeby wiedzieć, dokąd zmierzam, staram się okiełznać. W notatniku rozrysowuję sobie główne puzzle fabularne, a luki między tymi poszczególnymi elementami uzupełniam już na kolejnych etapach. Jeśli zaś chodzi o sprawcę, o jego motywację, czy o rys psychologiczny, są one przygotowywane przeze mnie na samym początku. Zdarza się, że bohaterowie nabierają pewnych cech i w pewnych sytuacjach reagują tak, a nie inaczej, już na etapie pisania. Jak widać do pewnego momentu poddaję się impulsom. Natomiast przy budowaniu kręgosłupa historii pomagają mi i literatura, i rozmowy z ludźmi, którzy na co dzień poruszają się w świecie, jaki chcę przedstawić. Poszerzają i uzupełniają wiedzę? Pisząc o morzu, wiedziałam, że chcę dotrzeć do ludzi, którzy z tym morzem na co dzień są związani. Ostatnio rozmawiałam na przykład z sopockim rybakiem. Ludzi takich jak Pan Rafał pływających na kutrach po Pisząc o morzu, wiedziałam, że chcę dotknąć, czy chciałabym się dostać do ludzi, którzy z tym morzem na co dzień są związani. Ostatnio rozmawiałam na przykład z sopockim rybakiem. Ludzi takich jak Pan Rafał pływających na kutrach po Zatoce Gdańskiej jest już bardzo niewielu

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz