z sukcesem | 81 | luty 2025 z kulturą Zatoce Gdańskiej jest już bardzo niewielu. Tak samo jak ryb, które masowo znikają z toni morskiej. Często przed takim spotkaniem bardzo niewiele wiem o tym obcym jeszcze mi świecie, ale w trakcie takiej rozmowy, szybko pojawiają się nowe pomysły. Spisuję je. To pozwala mi się na dalszych etapach nimi kierować. W przypadku nowej książki na mapie moich połączeń, poza sopockim rybakiem, był też latarnik oraz ratownicy, którzy na co dzień zajmują się akcjami poszukiwawczymi i ratowniczymi na Morzu Bałtyckim. Mając taki trzon zbudowany z ciekawych informacji, staram się łączyć je w logiczną całość. Czasami bywa, że, kiedy poszczególne elementy nie chcą się złożyć, dochodzi we mnie do frustracji. Ale dobrze wiem, że na wszystko potrzebny jest czas. Pozwalam mu upłynąć. W tym czasie dalej powoli ciosam tworzywo. Na tamtym etapie „wystarczające” przekuwam w „kompletne”. To wtedy pojawia się złota niteczka, którą wplatam pomiędzy gotowe już warstwy. Każdy z tych elementów jest potrzebny, żeby dodać lekkości, finezji, żeby sobą zaintrygować. Czyli pisanie codziennie, czy kiedy przyjdzie wena? Nie lubię rozłączać się z książką na wiele dni. Nawet gdy nie piszę, to w jakiś inny sposób staram się w niej osadzić. Należę do grona osób, które potrzebują systematyczności. Jak Pani spotyka swoich bohaterów? Nigdy nie przychodzą do mnie w formie kompletnej. Są wypadkową wielu czynników. Zdarza się, że idąc ulicą czy na bulwarze gdyńskim, ze strzępków różnych bodźców, wyłapuję fragment rozmowy, jakąś wymianę zdań, która wydaje mi się interesująca. Myślę o tym, że kiedyś mogłabym podobną wymianę zdań włożyć w usta mojego bohatera. Czasami inspirujący wydaje się tembr głosu, a czasami, mając już myśl przewodnią, którą chcę wpleść w swoją książkę, wiem, że muszę takie, a nie inne portrety psychologiczne ze sobą zestawić. To są takie skrawki, które zbieram. Czasem inspiracją są ludzie, z którymi na pewnym etapie swojego życia miałam więcej styczności niż ta akcydentalna. Czasami zdarza się i tak, że ta postać pojawia się przede mną jako taki majak z wyobraźni. Wiem, jak będzie reagowała w poszczególnych sytuacjach. I tylko tyle. Fizyczność pojawia się na etapie końcowym. Dopiero wtedy ją uzupełniam. Nie staram się za wszelką cenę walczyć o to, żeby wiedzieć wszystko od razu. Super. Czyli trzynasta książka o morzu. A w poprzednich jest też trochę Poznania. „Równonoc” to Poznań, bo jest Pani przecież poznanianką. Jaki jest ten Pani Poznań? Z Poznaniem powiązana jestem dużym sentymentem. Tutaj się urodziłam i wychowałam. Teraz zdarza mi się migrować do Gdyni, ale miłość do Poznania pozostała w tej samej, silnej formie. Poznań, który najbardziej kocham, przefiltrowany jest przez wiele miejsc, zapachów i smaków. Na przestrzeni tych wielu lat, kiedy tutaj żyłam, były wpisane w różne okoliczności i w twarze ludzi. Szczególną czułość mam do jeziora Rusałka. W dzieciństwie spędzałam tam wiele chwil. Jako introwertyk i miłośnik przyrody raczej stronię od tego pulsującego, głośnego miasta i najlepiej czuje się w terenach zielonych. Poza Rusałką nadal lubię zaszywać się w puszczykowskim lesie. Zresztą w Puszczykowie osadziłam fabułę Równonocy. Nawet tramp, trójkątny domek, w którym mieszkali uczestnicy terapii, do fabuły, prawie jeden do jednego, został przeniesiony z działki mojej cioci. Nawet jego zapach. Chociaż od mojego ostatniego pobytu na działce cioci minęło wiele lat, nadal wyraźnie czuję zapach żywicy spływającej z sosnowych desek. Ale nie tylko terenami zielonymi moja miłość do Poznania stoi. Równie ważne są dla mnie Jeżyce. Kiedy byłam małym dzieckiem, pracowała tam moja mama. Idąc do szkoły podstawowej na ulicy Janickiego, codziennie przechodziłam wzdłuż torów i starych kamieniczek. Do teraz pamiętam zapach czekolady, która co rano unosiła się nad fabryką Goplany. Zrewitalizowane Jeżyce wyglądają zupełnie inaczej. Na mapie kulinarnej Poznania to właśnie tam pojawiło się wiele pysznych miejscówek. Często je odwiedzam. z Zdarza się, że idąc ulicą czy na bulwarze gdyńskim, ze strzępków różnych bodźców, wyłapuję fragment rozmowy, jakąś wymianę zdań, która wydaje mi się interesująca. Myślę o tym, że kiedyś mogłabym podobną wymianę zdań włożyć w usta mojego bohatera
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz