| LUTY 2026 NA OKŁADCE | 15 Lubi Pan podróżować? Piotr Henicz: Mam ten komfort, że praktycznie od rozpoczęcia pracy zawodowej łączę ją z moimi pasjami: odkrywaniem świata i sportem. Podróżuję bardzo dużo, chociaż nie tylko do dalekich krajów. Dużo jeżdżę autem po Polsce, poruszając się między domem pod Poznaniem, centralą ITAKI w Opolu i częstymi spotkaniami w Warszawie. Mimo krajowych połączeń lotniczych lepiej czuję się, jeżdżąc po Polsce samochodem, czasem jako alternatywę wybieram pociąg. Te podróże to dla mnie czas na refleksje, przemyślenie decyzji. Dalsze wyjazdy też często wiążą się z moją pracą, ale zawsze udaje mi się wygospodarować czas na wyjazd z rodziną. Mój najmłodszy syn Antek uwielbia podróże i to wielka przyjemność pokazywać i objaśniać mu świat. A czy była jakaś niezapomniana podróż w Pana życiu? Taka, do której myślami wraca Pan najczęściej? Każda podróż jest niezapomniana, wnosi nowe emocje, otwiera oczy i wzbogaca. Kiedy wspominam moje podróże, wracam myślami do Australii z majestatycznym Uluru i fantastycznym nurkowaniem, supernowoczesnej i niezwykle tradycyjnej Japonii, trasy po USA czerwonym mustangiem oczywiście ze słynną drogą 66. Moje podróże to niezapomniane spotkania z przyrodą: safari w Masai Mara i Ngorongoro w Tanzanii oraz w Parku Krugera w RPA, spływ Deltą Orinoko w sercu wenezuelskiej dżungli, wulkany na indonezyjskiej Jawie, trekking w Peru czy bajeczna brazylijska Jericoacoara i niezapomniane noce w hamaku. Zawsze fascynowały mnie wyspy. Zarówno te dalekie, jak Dominikana, Bahamy, Kuba, Zanzibar, madagaskarska Nosy Be, Malediwy, Seszele, Sri Lanka, Wyspy Zielonego Przylądka, jak i europejskie Sardynia, Sycylia, Madera, Ibiza czy Islandia. Jak dziś wygląda Pana idealny urlop – aktywnie czy raczej spokojnie, z dala od planów i harmonogramów? Idealny urlop to dla mnie wypadkowa ustalonego planu, aktywności – najczęściej sportowej i czasu na odkrywanie miejsc „po swojemu”. Przed wyjazdem sprawdzam ciekawe trasy biegowe w okolicy hotelu – to mój sposób poznawania walorów krajobrazowych. Lubię miejsca, których nie ma w przewodnikach, spotykać ludzi, poznawać lokalną kuchnię w tawernach w małych wioskach, wybieranych przypadkowo, podczas przerw na trasie. Długo podróżuję, mam za sobą „zaliczenie” wszystkich słynnych zabytków, miast czy krajów, których byłem ciekaw. Teraz lubię, kiedy cel podróży mnie zaskakuje: smakiem, pięknym zachodem słońca, gościnnością, przyrodą. Do sportu ma Pan równie wielkie serce co do turystyki. Jakie dyscypliny są Panu szczególnie bliskie i czy sport pomaga w zachowaniu work-life balance? Jako kilkunastoletni chłopak zacząłem trenować koszykówkę. Później przez wiele lat grałem w tenisa, co skończyło się kontuzjami barków i operacjami. Zawsze starałem się jednak być blisko sportu i prowadzić aktywny tryb życia. Jeździłem na mistrzostwa Europy, świata czy olimpiady. Najbardziej interesowały mnie gry zespołowe oraz lekkoatletyka. W 2014 r. wziąłem udział w 1. polskiej edycji biegu Wings for Life Run, który dziś odbywa się w kilkudziesięciu miejscach na świecie. Wpisowe, tzw. startowe, biegacze przekazują na badania poświęcone urazom rdzenia kręgowego i pomocy osobom sparaliżowanym poruszającym się na wózkach. Idea i cel bardzo mi się spodobały. Od tego wszystko się zaczęło. Dzisiaj mogę się pochwalić kilkudziesięcioma medalami za ukończone biegi na dystansach 5, 10, 21,0975 i 42 km. W latach 2017 i 2018 zdobyłem koronę półmaratonów (trzeba ukończyć minimum pięć z listy wybranych imprez). Miło wspominam nocne półmaratony we Wrocławiu, w którym uczestniczyłem kilka razy. Ale i krótsze dystanse zapadły mi pamięć, np. Poznański Bieg Niepodległości w 100. rocznicę odzyskania niepodległości, gdy biegło ponad 25 tys. osób. Biegałem też w Nowym Jorku, Walencji czy Lizbonie, a także w legendarnym maratonie w Atenach. To było spełnienie biegowych marzeń, które pomógł mi zrealizować syn Mateusz, wręczając mi w prezencie gwiazdkowym kartę startową. Zrewanżowałem się tym samym, więc razem przygotowaliśmy się do tego biegu i wystartowaliśmy. Mile wspominam też inny maraton – wokół jeziora Wigry. Pobiegłem z najstarszym synem, Michałem. To był 2020 r., panowała pandemia, większość imprez biegowych w Polsce i na świecie odwołano. Ponieważ był to bieg terenowy, udało się go zorganizować przy ograniczonej liczbie uczestników. Tu liczyły się walory Ateny, maraton z synem Mateuszem
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz