| LUTY 2026 WARTE POZNANIA | 21 Gdyby ulice potrafiły opowiadać historie, Święty Marcin nie tylko by mówił, ale prawdopodobnie recytowałby poezję, nucił arie operowe i przekomarzał się z nami w soczystej gwarze poznańskiej. To najbardziej wielkomiejska z tutejszych arterii – ulica, która nie kłania się nikomu, a jednocześnie zaprasza każdego na spacer będący podróżą w czasie. Od średniowiecznej osady, przez pruski monumentalizm i powstańczą dumę, aż po neonowy modernizm – zapraszam Was na wyprawę przez kręgosłup Poznania. Naszą wędrówkę zaczynamy od zachodniej bramy śródmieścia – od Mostu Uniwersyteckiego. To tu najlepiej czuć skalę miasta. Stojąc na moście, mamy pod stopami jedną z najważniejszych magistral kolejowych łączących Berlin z Warszawą, a przed sobą perspektywę, która przypomina, że Poznań od zawsze aspirował do bycia europejską metropolią. To idealne miejsce, by złapać głęboki oddech i spojrzeć na panoramę wież, zanim zanurzymy się w gęstą tkankę architektury. NOWA SCENA I MUZYCZNY PULS ULICY Zaraz za mostem natkniemy się na ogromny plac budowy. To tutaj rodzi się nowa legenda – Teatr Muzyczny. Ma to być największa tego typu placówka w Polsce, zdolna pomieścić ponad tysiąc widzów na najbardziej spektakularnych musicalach świata. Poznań od dekad czekał na taką przestrzeń. Nowoczesna, przeszklona bryła teatru, która wkrótce tu stanie, dopełni reprezentacyjny charakter ulicy, czyniąc z jej zachodniego krańca prawdziwe centrum sztuki performatywnej. Zresztą muzyka od zawsze jest tu obecna w sposób niemal namacalny. Tuż obok wznosi się gmach Akademii Muzycznej im. Ignacego Jana Paderewskiego. Jeśli przystaniecie na chwilę pod jego neorenesansowymi oknami, prawdopodobnie usłyszycie ćwiczących studentów – dźwięki fortepianu, operowe pasaże czy sekcje dęte mieszają się tu z szumem miasta, tworząc unikalny soundtrack Świętego Marcina. DZIELNICA CESARSKA: ARCHITEKTURA JAKO MANIFESTACJA POTĘGI Tuż za mostem wkraczamy w obszar dawnej Dzielnicy Cesarskiej (Kaiserviertel). To unikat na skalę światową – spójne urbanistycznie założenie, które miało udowodnić całemu światu (a zwłaszcza Polakom), że Poznań jest nowoczesnym, niemieckim miastem rezydencjonalnym. Po wyburzeniu dawnych fortyfikacji Twierdzy Poznań i zburzeniu Bramy Berlińskiej w 1901 roku, otwarto tu przestrzeń, która dziś zapiera dech w piersiach każdemu turyście. Dominantą jest oczywiście Zamek Cesarski. Wygląda, jakby został przeniesiony wprost z mrocznej baśni braci Grimm, ale jego historia jest aż nadto realna. Wzniesiony w latach 1905–1910 dla Wilhelma II, jest ostatnią i najmłodszą rezydencją monarszą w Europie. Styl neoromański wybrano nieprzypadkowo – miał budzić skojarzenia z dawną potęgą i trwaniem. Spacerując po zamkowych korytarzach, warto zwrócić uwagę na paradoks tego miejsca. Z jednej strony mamy tu kunsztowne mozaiki w kaplicy i reprezentacyjną Salę Tronową, z drugiej – ślady drastycznej przebudowy z czasów II wojny światowej. To wtedy zamek miał stać się rezydencją Hitlera. Architekt Albert Speer zaprojektował wnętrza surowe, przytłaczające, pełne marmurów i monumentalizmu. Dziś CK Zamek to tętniące życiem centrum kultury. W dawnych pokojach cesarskich oglądamy wystawy sztuki współczesnej, a w Sali Wielkiej słuchamy koncertów i oglądamy filmy. To fascynujący dowód na to, jak Poznań „odczarował” budynek, który pierwotnie miał być symbolem dominacji, a stał się wspólną przestrzenią twórczą. fot. Adobe Stock
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz