| LUTY 2026 36 | DOM I OGRÓD | MATERIAŁ PROMOCYJNY Neurochirurgia to dla niego nie tylko zawód, ale prawdziwa pasja. Precyzja, koncentracja i odpowiedzialność za ludzkie życie to codzienność na sali operacyjnej, a poza nią – przyroda, fotografia i aktywność fizyczna, które pomagają zachować równowagę. Rozmawiamy z Michałem Wielochem, neurochirurgiem, który opowiada o swojej codzienności na sali operacyjnej i o tym, jak minimalizuje ryzyko i dba o pacjentów, a po godzinach ładuje baterie dzięki fotografii, jeździe konnej i aktywnemu wypoczynkowi. ROZMAWIA: MONIKA KANIGOWSKA | ZDJĘCIE: ARTUR KOSONOWSKI NEUROCHIRURGICZNE W MEDPOLONII Czy pamięta Pan moment, w którym pomyślał, że neurochirurgia to jest coś dla Pana? Michał Wieloch: Pamiętam doskonale. Wcześniej zawsze chciałem być chirurgiem ogólnym – marzyłem o tym, żeby własnymi rękami zrobić coś, co przyniesie szybki efekt. W chirurgii jest to możliwe. W innych specjalizacjach efekty leczenia bywają mniej spektakularne i często trzeba na nie długo czekać. W chirurgii natomiast wykonuję operację, widzę od razu efekt i to daje ogromną satysfakcję – taki pozytywny zastrzyk emocji.Tak się złożyło, że gdy zaczynałem pracę, nie było miejsc na chirurgii i trafiłem na oddział neurochirurgii. Na początku podchodziłem do tego trochę sceptycznie, bo wydawało mi się, że to wąska specjalność, ograniczająca mnie jako młodego lekarza, który chciałby znać się na różnych problemach zdrowotnych. Okazało się jednak, że neurochirurgia jest dziedziną rozległą i złożoną, zajmującą się wieloma problemami. To, co mnie najbardziej urzekło, to niewielkie pole operacyjne, w którym dzieje się tak wiele, oraz możliwość zanurzenia się w mikroskopowy świat skomplikowanych struktur anatomicznych, kluczowych dla życia i jego jakości. Pamiętam swoją pierwszą operację z użyciem mikroskopu – i pomyślałem: „Ta chirurgia ZABIEGI
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz