| LUTY 2026 DOM I OGRÓD | 37 to coś dla mnie”. W porównaniu do operacji „dużych” narządów, jak jelita czy żołądek, które są dość rozległe, tutaj wszystko było skumulowane na bardzo niewielkiej przestrzeni, za to doskonale doświetlone i powiększone dzięki optyce. Bogactwo struktur, które miałem przed sobą, po prostu wydawało mi się… piękne. I to był moment, w którym poczułem prawdziwy zachwyt nad neurochirurgią. Z jakimi chorobami trafiają do Pana pacjenci? Do poradni najczęściej przychodzą pacjenci z dolegliwościami bólowymi i różnymi schorzeniami na podłożu zmian zwyrodnieniowych kręgosłupa – na przykład z rwą kulszową czy rwą barkową. Mniejszą grupę stanowią pacjenci z guzami mózgu, wadami naczyniowymi mózgu lub podejrzeniem wodogłowia. To również miejsce wizyt kontrolnych po przeprowadzonych operacjach. Natomiast w warunkach szpitalnych najczęściej zajmuję się pacjentami z nowotworami ośrodkowego układu nerwowego, guzami oczodołu, chorobami naczyniowymi mózgu oraz pacjentami z urazami czaszkowo-mózgowymi czy kręgosłupa. Przyjmuje Pan również w szpitalu MedPolonia Grupa LUX MED. Jakie tam zabiegi Pan wykonuje? W MedPolonii zajmuję się diagnostyką oraz leczeniem operacyjnym schorzeń kręgosłupa. Specjalizuję się w zabiegach dotyczących odcinka szyjnego i lędźwiowego kręgosłupa, w tym w operacjach dyskopatii, stabilizacjach kręgosłupa oraz nowoczesnych, małoinwazyjnych procedurach, takich jak kriolezja kręgosłupa. Stawiam na precyzyjną diagnostykę, indywidualne podejście do pacjenta oraz wykorzystanie nowoczesnych metod leczenia, dostosowanych do jego potrzeb i stanu zdrowia. Zabiegi wykonuję w warunkach nowoczesnego, wielospecjalistycznego szpitala o profilu operacyjnym, dysponującego wysokiej klasy sprzętem medycznym oraz zapleczem diagnostycznym. Połączenie doświadczenia zespołu medycznego z zaawansowaną infrastrukturą placówki pozwala mi zapewnić pacjentom kompleksową opiekę oraz leczenie na najwyższym poziomie. Czy przez lata Pańskiej pracy zmieniła się technika operacyjna? Operuję już prawie 30 lat. Te lata mijają niepostrzeżenie, ale faktycznie w tym roku może przypaść okrągła rocznica mojej pracy jako neurochirurga. Oczywiście zabiegi zmieniły się, stają się coraz mniej inwazyjne i mniej traumatyzujące dla pacjenta. To efekt rozwoju wiedzy, technologii oraz poprawy jakości sprzętu, zwłaszcza mikroskopów operacyjnych. Pojawiły się też zupełnie nowe narzędzia, których jeszcze kilkanaście lat temu nie było, np. neuronawigacja, czy tomografia śródoperacyjna. Neurochirurgia rozwija się więc bardzo dynamicznie, również pod względem technologicznym. A operacje są takie długie, jak na filmach, czy rzeczywistość wygląda inaczej? Są też długie operacje, ale nie jest to regułą. Wszystko zależy od umiejscowienia patologii, złożoności problemu oraz indywidualnych warunków anatomicznych i patologicznych pacjenta. Standardowa długość w neurochirurgii to około dwóch do pięciu godzin. Operacje dłuższe niż sześć godzin zdarzają się rzadziej, ale wciąż nie są wyjątkowe i też trzeba sobie z nimi radzić. Wciąż denerwuje się Pan przed operacjami, czy po tylu latach już mniej? Czasem się denerwuję, ale stres można znacznie zmniejszyć dzięki dobremu przygotowaniu i zaplanowaniu zabiegu. Dobrze opracowany plan redukuje napięcie, choć zawsze pojawia się pewien element niepewności – zwłaszcza gdy coś nie idzie zgodnie z planem i trzeba na bieżąco rozwiązywać niespodziewane problemy. Po tylu latach stres nie jest już tak duży przed każdą operacją, ale zawsze z tyłu głowy pojawia się myśl: „czy tym razem też się uda?”. Nawet w przypadku odpowiedniego przygotowania diagnostycznego i szczegółowo opracowanej strategii leczenia zawsze pozostaje pierwiastek tremy. To normalne – każdy lekarz zabiegowy odczuwa takie napięcie, bo wykonuje zabieg inwazyjny, od którego zależy zdrowie pacjenta. To odpowiedzialność, która bardzo mobilizuje. A jak wypoczywa mózg neurochirurga? Najlepiej w otoczeniu najbliższych, przyjaciół i osób życzliwych, które zapewniają spokój – tego spokoju zawsze najbardziej potrzeba. Ważne jest też hobby, pasja, coś, co pozwala oderwać się od pracy zawodowej. Ja mam swoją odskocznię – fotografię. To działa zarówno na ducha, jak i na ciało, bo wiąże się z ruchem i obserwacją świata. A co Pan fotografuje? Przyrodę. To wymaga trochę wędrówek, żeby znaleźć się w odpowiednim miejscu w odpowiednim czasie. Czasem trzeba zarywać noce, być wcześnie na stanowisku, ukryć się i po prostu kontemplować przyrodę, czekając na moment, który da szansę na jakieś unikalne ujęcie. To też emocje – nawet jeśli nic się nie dzieje, siedzimy w ciszy, obserwujemy wschód słońca, ale przecież w każdej chwili coś może się zdarzyć i szkoda byłoby to przegapić. To wcale nie jest nudne. A gdy uda się zrobić dobre zdjęcie, to jest już super. Dla ciała ważna jest też aktywność fizyczna, która pomaga utrzymać dobrą formę. Ja regularnie pływam i jeżdżę konno. To rzeczy, które uwielbiam i w które się mocno angażuję. z
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz