| LUTY 2026 TWÓJ STYL | 41 bez zadęcia, za to z konsekwencją i uważnością. Tatuaż nie jest tu celem samym w sobie, lecz częścią większej opowieści o wyborach, odpowiedzialności i budowaniu własnego miejsca – także w mieście, z którym DaruniaINK jest silnie związana. OD KOLCZYKA DO MASZYNKI Pierwszy był piercing. To od niego zaczęła się jej zawodowa przygoda, napędzana Internetem i ludźmi, którzy w nim funkcjonowali. – Imponowali mi, inspirowali i dali odwagę – wspomina. Z czasem jednak poczuła, że ta przestrzeń jest dla niej zbyt wąska. Za mało kreatywna, za mało rozwojowa. Tatuaż pojawił się naturalnie. Lata spędzone w studiach, obecność na konwentach, codzienny kontakt z branżą sprawiły, że zanim chwyciła za maszynkę, znała tatuażowy świat od podszewki. – Zanim zaczęłam tatuować, wiedziałam o tatuażach więcej niż niejeden profesjonalista – mówi bez fałszywej skromności. Ta wiedza i oswojenie z realiami okazały się ogromnym kapitałem na start. MIASTO, KTÓRE DAJE PRZESTRZEŃ Poznań nie był przypadkiem ani kompromisem. – Jestem stąd, klasyczna poznańska pyra. To mój dom – śmieje się DaruniaINK. Duże miasto oznacza dużą konkurencję, ale też szerokie możliwości. Poznań, jak zauważa, jest wyjątkowo różnorodny: pełen ludzi z różnych stron, z różnymi historiami i potrzebami. To widać także w studiu – w projektach, rozmowach, motywacjach klientów. Myśli o wyjeździe pojawiały się wielokrotnie, ale zawsze wygrywało „tu i teraz”: bliscy, codzienność, zakorzenienie. – Nie kusi mnie zmiana miasta. Jeśli już, to kiedyś inny kraj. Jaki? Jeszcze nie wiem – dodaje, zostawiając sobie otwartą furtkę na przyszłość. ZWYKŁY DZIEŃ, NIEZWYKŁE EMOCJE Dla klientów dzień tatuażu bywa wydarzeniem. Dla niej – to często po prostu kolejny dzień pracy. – To oni są tutaj ważni, dla mnie to dzień jak co dzień – mówi. Ta normalność jest jednak pozorna. Praca z czyimś ciałem i emocjami wymaga ogromnej uważności. – Najtrudniejsze? – Klient, który cierpi w ciszy! – śmieje się DaruniaINK. Tatuatorka i piercerka lubi rozmowę, atmosferę, bliskość, ale są momenty, w których trzeba być skupionym i milczącym. Zawsze jednak pilnuje, by komfort był priorytetem. Słyszy zresztą często, że tatuuje wyjątkowo delikatnie. ODPOWIEDZIALNOŚĆ, KTÓRA ZOSTAJE NA LATA DaruniaINK wyznaje, że jednym z najtrudniejszych elementów tej pracy jest odmawianie. Zwłaszcza wtedy, gdy projekt – choć efektowny na Instagramie – nie ma szans dobrze wyglądać po latach. – Klienci nie zawsze myślą o starzeniu się skóry i tuszu. Ode mnie zależy, żeby o tym pamiętać – tłumaczy. To odpowiedzialność, która wykracza daleko poza estetykę. Szczerze przyznaje, że jeśli ktoś chce styl, w którym nie pracuje, bez problemu poleci kogoś innego. Trudniej jest wtedy, gdy w grę wchodzi trwałość i jakość. Odmowa nigdy nie jest personalna, choć bywa odbierana emocjonalnie. To cena profesjonalizmu. ZAUFANIE ZAMIAST DYSTANSU Dla DaruniINK kluczowa jest relacja. – Komunikacja i komfort to podstawa – podkreśla. Nie narzuca wizji, raczej pokazuje możliwości. Tłumaczy proces, przymierza projekty, testuje rozmiary i miejsca. Chce, by klient czuł się jak u dobrej koleżanki, nie jak „na zabiegu”. Relacja nie kończy się wraz z ostatnim ruchem maszynki. Jest też czas na pytania, zdjęcia gojenia, euforię i panikę. Historii klientów nazbierało się przez lata mnóstwo, ale – jak mówi – „to nie są jej historie”. Zostają między nią a tymi, którzy jej zaufali.
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz