| LUTY 2026 POZIOM WYŻEJ | 49 ty tego napoju: właściwości, metody jej przyrządzania, ceremonię parzenia oraz przegląd plantacji. To dzieło stało się fundamentalnym tekstem dla kultury herbaty w Azji. Napój rozprzestrzenił się do Mongolii, Tybetu, a potem na Syberię dopiero w VII wieku. Do Japonii herbata trafiła około VIII wieku za sprawą buddyjskich mnichów, którzy przywieźli nasiona i zwyczaj ceremonialnego parzenia. W tym kraju napar z liści Camelli stał się czymś więcej niż napojem – przekształcił się w sztukę, filozofię i sposób życia. A Europa? Europa musiała poczekać aż do XVII wieku, kiedy holenderscy kupcy przywieźli egzotyczne suszone liście na swoich statkach. Rosjanie mieli trochę więcej szczęścia – podczas podboju Syberii zetknęli się z herbatą wcześniej. W 1618 roku cesarz Chin podarował herbatę carowi Michałowi I Romanowowi, a w 1658 roku angielski kupiec Thomas Garraway sprowadził ją do Londynu. Reszta to już historia – Brytyjczycy pokochali herbatę tak bardzo, że stała się symbolem ich kultury. Polska również ma swoją herbacianą historię. Pierwszy raz wspomina się o niej w liście króla Jana Kazimierza do żony Ludwiki Marii z 1662 roku, w którym władca pytał, jak przyrządzać ten nowy napój. Początkowo traktowana jako lekarstwo dostępne jedynie w aptekach oraz napój dla elit, herbata zyskała popularność dopiero w XIX wieku. Od Rosjan Polacy przejęli zwyczaj parzenia jej w samowarach i słodzenia konfiturami lub popijania z kostką cukru w ustach. W okresie PRL-u herbata przybrała najbardziej klasyczną w Polsce postać: mocnej czarnej, najczęściej słodzonej i podawanej z cytryną (jeżeli komuś udało się ją zdobyć). Parzono ją w szklankach z metalowymi koszyczkami, które same stały się symbolem epoki. Drugą „słuszną” opcją, która dominowała w moim rodzinnym domu, była tzw. esencja – bardzo mocna herbata zaparzona w imbryczku. Trochę esencji nalewano do szklanki i rozcieńczano wodą według własnych upodobań. JEDEN KRZEW, NIEZLICZONE OBLICZA Najbardziej fascynującym faktem o herbacie jest to, że wszystkie jej rodzaje – czarna, zielona, biała, żółta, czerwona, oolong – pochodzą z tej samej rośliny: kameli chińskiej (Camellia sinensis). Tak, jeden krzew daje nam cały ten kolorowy świat smaków i aromatów. To, co decyduje o ostatecznym charakterze herbaty, to sposób obróbki zebranych liści, pora zbioru oraz klimat i wysokość uprawy. Herbata biała to prawdziwa arystokratka w świecie herbat. Zbierane są tylko najmłodsze pączki pokryte delikatnym białym meszkiem i pierwsze listki. Potem następuje... właściwie nic. Liście po prostu więdną i suszone są naturalnie, bez jakichkolwiek sztuczek. Efekt? Subtelny, lekko słodkawy smak, idealny dla tych, którzy cenią finezję i chcą czegoś niezwykle delikatnego. Taka herbata dawniej była zarezerwowana wyłącznie dla cesarza i jego bliskiego otoczenia. Herbata zielona dominuje w krajach azjatyckich i dzięki pominięciu procesu fermentacji zachowuje maksimum prozdrowotnych właściwości. Liście są tylko suszone, co pozwala zachować ich pierwotny kolor i bogactwo przeciwutleniaczy. Wśród zielonych herbat szczególną popularnością cieszy się japońska Sencha o świeżym, trawiastym smaku, oraz Matcha – sproszkowana herbata ceremonialna. Zieloną herbatę należy zalewać wodą o temperaturze 70-80 stopni, aby nie zniszczyć delikatnych składników. Herbata czarna to królowa europejskich stołów, stanowiąca aż osiemdziesiąt procent importu na Zachód. Liście są utleniane w ponad dziewięćdziesięciu procentach, co daje im ten charakterystyczny ciemny kolor i wyrazisty, mocny smak. Najpopularniejsze odmiany to mocny i słodowy Assam z Indii, delikatny i kwiatowy Darjeeling zwany szampanem wśród herbat, czy klasyczny Cejlon ze Sri Lanki. Napar ma kolor od bursztynowego po głęboki brąz, a smak bywa mocny, korzenny, czasem z nutą karmelu. Brytyjczycy dodają do niej mleko, my – cytrynę. W lutowy wieczór, gdy za oknem wyje wiatr, to właśnie ona najlepiej rozgrzewa od środka. Jest jak ciepły koc dla podniebienia. Oolong – nazwijmy ją herbatą-kameleonem. Jest gdzieś pośrodku między zieloną a czarną, utleniana w zakresie od dwudziestu do osiemdziesięciu procent. Aby przyspieszyć proces oksydacji, liść zostaje celowo naruszony, co wyzwala całą magię smaków. Możesz wyczuć nuty kwiatowe, owocowe, orzechowe, miodowe – czasem wszystkie naraz, czasem jedną po drugiej z każdym kolejnym parzeniem. Bo herbaty oolong, szczególnie z Tajwanu, cenione są za możliwość wielokrotnego parzenia, a każdy napar ujawnia nowe niuanse smaku. Herbata żółta to najmniej znany i najrzadziej spotykany rodzaj. Proces produkcji herbaty żółtej jest podobny jak w przypadku zielonej herbaty, ale zawiera dodatkowy etap zwany „żółceniem” lub wilgotnym „leżakowaniem” liści. Liście poddawane są delikatnemu procesowi żółknięcia, który odróżnia ją od herbaty zielonej i nadaje charakterystyczny, łagodny smak oraz gładkość. Ten proces jest czasochłonny i wymaga dużego doświadczenia, co sprawia, że dostępność tego rodzaju herbaty jest ograniczona. Pu-erh – herbata dla odważnych. Jest fermentowana, czasem przez wiele lat, zyskując ziemisty, głęboki smak, który trudno opisać słowami. Nie każdemu przypadnie do gustu, ale miłośnicy cenią ją za wspieranie metabolizmu i trawienia i twierdzą, że dobra pu-erh jest jak dobre wino – im starsza, tym lepsza.
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz