Sukces po poznańsku 3/2022

ZDROWIE I URODA | 65 | MARZEC 2022 Czy do Twoich gabinetów podczas pandemii za- częło trafiać więcej dzieci? Violetta Nowacka: I to o wiele. Głównie mamy do czy- nienia z zaburzeniami depresyjnymi i lękowymi. Psy- chika dzieci i ich układ nerwowy są obciążone wieloma nieprawidłowościami. Brakiem bezpośredniej łączności z innymi, stresem. Przez zdalną szkołę dzieci pozbawione są ogromnej i przede wszystkim fajnej części swojego dzieciństwa, beztroski. Najgorszy jest jednak brak kon- taktów rówieśniczych, które niosą ze sobą życie. Nagle pozbawiono dzieci interakcji, dotyku, a to wszystko jest im potrzebne do rozwoju. Dzieci potrzebują stymulacji, bodźców, a żyją w świecie pełnym ograniczeń. To dla wielu z nich oznacza rozwojową katastrofę. Czyli lekcje zdalne to nie jest najlepszy sposób nauki dla młodego człowieka? Pod każdym względem jest to najgorszy sposób. Z mojej perspektywy to wręcz nieludzkie, żeby dziecku, które się rozwija, ograniczać wolność percepcyjną. Dzieci nie mają ukształtowanego mózgu w taki sposób, żeby skoncentrować swoją uwagę przez dłuższy czas na jednej rzeczy. I to jeszcze rzeczy, która nie do końca jest dla nich interesująca – w tym przypadku jest to monitor, na którym odbywają się lekcje. Ale często lekcje w tradycyjnej szkole też nie są dla dzieci interesujące. Podczas zwykłej lekcji nauczyciel może chodzić po klasie, pokazywać pomoce naukowe, włączać nagrania, rozma- wiać z uczniami, zadawać im pytania. To wszystko jest dość dynamiczne. Patrzenie wmonitor takiej dynamiki na pewno nie ma, więc dzieci szybko się dekoncentrują albo zaczynają się nudzić. Nie wynoszą wiedzy z takich lekcji i dodatkowo się za to obwiniają. Często mówią, że to ich wina, że czegoś nie zrozumiały. To wszystko jest dla nich bardzo obciążające. Dzieci na początku cieszyły się ze zdalnych lekcji. Sama widziałam, jak wychodząc ze szkoły, mówiły radośnie, że nie będą musiały do niej chodzić. Oczywiście. To był jednak efekt hurra. Pierwsze zamknię- cie kojarzyło się dzieciom z wakacjami, a siedzenie przed komputerem wiązali z grami. Tym bardziej, jeśli wcześniej rodzicie ograniczali im ten czas. Wizja siedzenia w domu w pewnym momencie mogła być dla dzieci bardzo atrak- cyjna, bo unikały czegoś, co wydawało im się złe, czyli szkoły. Minęło już jednak trochę czasu i dzieci wyraźnie przestały lubić zdalne lekcje. Zdalna szkoła to też brak przerw. Dzieci dziś nie mają gdzie odparować swoich emocji. Nie mogą z rówieśnikami wybiec na dużej prze- rwie na boisko szkolne, nie krzyczą, nie śmieją się głośno z rówieśnikami. Nie nawiązują z nimi normalnych przyjaźni? Niestety, rośnie teraz całe pokolenie młodych ludzi, którzy uważają, że wirtualnie, przez telefon czy ko- munikator, można stworzyć pełnowartościową relację. A tak nie jest. W ten sposób tworzymy tylko swoje wy- obrażenia o relacjach. W wielu sytuacjach są to iluzje, tym bardziej, że dzieci mają bogatą wyobraźnię. Kiedy po długim czasie spotykają się ze swoimi rówieśni- kami, przeżywają ogromne rozczarowanie. Rośnie nam pokolenie ludzi, którzy niechętnie dążą do bliskości. Wzrastają w obsesji strachu, obawy o swoje zdrowie, dezynfekowania dłoni. Ci ludzie będą mieli większy dy- stans emocjonalny i fizyczny do innych, nie będą mieli do nich zaufania, albo nie będzie im łatwo go zbudo- wać. Nic dziwnego, że po niemal dwóch latach życia z ograniczeniami i w strachu, dzieci zaczęły się też go- rzej czuć – psychicznie i fizycznie. I nie do końca pewnie wiedzą, dlaczego tak się czują. Oczywiście, że nie wiedzą, ponieważ nie mają rozwiniętej samoświadomości. Nie mają wglądu w siebie. One po pro- stu wyraźnie podupadają i nie mają zielonego pojęcia, co się dzieje. Są albo smutne, albo osowiałe, tracą ochotę na kon- takty z innymi. Chcą siedzieć w domu. Czy rośnie nowe pokolenie, które będzie zmagać się z problemami psychicznymi? Tak. Wśród tych młodych ludzi będzie sporo zaburzeń osobowości. Oczywiście jest ogromna grupa rodziców, która wzięła odpowiedzialność za zdrowie swoich dzieci i zaprowadziła je do psychologa, czy nawet w niektórych przypadkach do psychiatry. Niestety, musimy zdawać so- bie z tego sprawę, że nie mówimy o większości. Dla sporej grupy ograniczeniem w wizytach u specjalisty są pienią- dze, ale jest też część rodziców, którzy nawet nie zauwa- żają problemów swojego dziecka. Ale na początku wielu rodziców cieszyło się z tego, że spędzi z dziećmi więcej czasu. Niestety w pewnym momencie przestał to być warto- ściowy czas. Jeśli rodzice spędzają ze swoimi dziećmi 24 godziny na dobę, to przestają to doceniać. Kryzysy dotykają dziś całych rodzin. Mnóstwo par przeżywa trudne chwile przez wszystkie ograniczenia związane z pandemią i przez ciągłe przebywanie ze sobą. A jeśli między rodzicami panuje napięta atmosfera, to jej skutki odczuwa również dziecko. Napięcie czy kłótnie między rodzicami to dla dzieci dodatkowy stresor. Oprócz tego rodzice powinni sami uporać się z gigantyczną dozą swojego strachu, żeby później nie serwować go swoim dzieciom. z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz