SUKCES PO POZNAŃSKU 3/2025

| MARZEC 2025 SMACZNEGO | 61 – Trudno z religijnego kontekstu wyrywać post, ponieważ jest on wynikiem tradycji religii chrześcijańskiej i przyszedł do nas wraz z nią i wraz z jej nakazami co do przestrzegania dni postnych, a było ich bardzo, bardzo dużo. Natomiast przerzucając do tyłu karty historii, trzeba stwierdzić, że dobre 80 procent społeczeństwa miało post naturalny i to na okrągło. Włościanie byli warstwą ubogą, można powiedzieć – wręcz głodującą. Wracając do tradycji, osoby silnie utwierdzone w wierze piątek traktują akurat jako dzień postny, jako taką odmianę od mięsa i konsumują jakąś rybkę, chociaż z tradycją dobrego przyrządzania ryby są u nas duże problemy. Okazuje się zatem, że nasze poszczenie ma bardziej charakter tradycji, bo tak bywało w domu, a nie jest związane z tym, co przed wiekami, czyli nie jest elementem umartwiania się na pamiątkę męczeńskiej śmierci Chrystusa. – Jeżeli jednak mówić o pełnej kuchni postnej z dawnych czasów, kiedy zmieniano nawet garnki do gotowania, obecnie już jest nie do utrzymania. Trochę szkoda, bo jeżeli potraktujemy posty z rozsądkiem, to jest to nie tylko fajna tradycja, ale również zdrowa tradycja i dobry pomysł na utrzymanie naszej wartościowej diety – stwierdza Andrzej Fiedoruk. POSTNE KŁAMSTEWKA Mówimy o tym, że my omijamy postne nakazy, mimo deklarowania przez Polaków, chociaż w coraz mniejszej liczbie, związku z kościołem i religią. Ale trzeba przyznać, że nasi przodkowie również sprytnie omijali kościelne zalecenia. – Powiedzmy sobie, że z tym postem też troszkę było przewrotności. Bo przecież duchowni robili ten słynny myk z bobrem czy z kaczką, że to przecież nie jest mięso. Szlachta, magnateria uważała, że to wszystko, co pływa, ma ogon tak jak ryby, jest jedzeniem postnym. Najważniejszym elementem postnej diety pozostawały ryby, zaczęły dołączać do nich również żabie udka – przypomina Andrzej Fiedoruk. Jeszcze w XVII-XVIII wieku odwiedzający nasz kraj podróżnicy byli zaszokowani surowością polskiego postu. W 1678 roku dworzanin Michała Czartoryskiego, Czech Franciszek Tanner, pisał wprost, że „przeciwnym to było cudzoziemskiemu żołądkowi memu, przeto gdym się mógł ukryć przed żarliwością Polaków, zwyczajem ojczystym żyłem mlekiem”. Staropolski post był w efekcie pełen sprzeczności. Cudzoziemcy zarzucali mu zbytnią surowość, a jednocześnie zachodnich mnichów raziła obfitość „postnych” uczt, na których szlacheckie stoły uginały się pod rozmaitymi potrawami rybnymi z wymyślnymi dodatkami, które maskowały bezmięsny charakter dania, czego przykładem może być np. karp ze słoniną. Szlacheccy kucharze nawet z raków przygotowywali pasztety, którymi napełniano słone torty. Skorupiaki smażono na maśle jako słodkie „pączki”. Dość powiedzieć, że nawet mnisi mówili, że skoro Bóg tego samego dnia stworzył zarówno ryby, jak i ptactwo, to można je spożywać, nie łamiąc postnych zakazów. Łagodzenie przepisów postnych doprowadziło do tego, że spożywanie „zimnokrwistych” bobrów czy żółwi, a także ptaków grzechem nie jest. Słynne są opowieści o popularnych w średniowiecznej Anglii daniach z delfinów i morświnów, które często nazywano świniami mórz lub świńskimi rybami (porcus piscis). Zresztą ryby od początku wprowadzenia chrześcijaństwa i postu były ciekawą odmianą w naszej diecie, kiedy przyrządzano je w sposób niezwykle różnorodny. Na stołach był wybór olbrzymi i nawet odwiedzający naszych możnowładców goście z zagranicy twierdzili, że ryby i sosy do nich mamy wyborne.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz