SUKCES PO POZNAŃSKU 3/2026

3(89) / MARZEC 2026 MIEJSKI MAGAZYN LIFESTYLOWY ISSN 2545-0174 WARTE POZNANIA MY NAME IS POZNAŃ POZIOM WYŻEJ HISTORIA PEŁNA ZMYSŁÓW DODATEK RYNEK NIERUCHOMOŚCI W POZNANIU REWOLUCJA ZACZYNA SIĘ OD WARTOŚCI MAŁGORZATA I MARCIN JÓŹWICCY JÓŹWICKI & PARTNERS

WYDAWCA: Grupa MTP ul. Głogowska 10, 60-734 Poznań, NIP: 777-00-00-488 REDAKTOR NACZELNA: Monika Kanigowska, monika.kanigowska@grupamtp.pl, tel. 788 782 247 ADRES REDAKCJI: ul. Głogowska 10, 60-734 Poznań MAIL: redakcja@sukcespopoznansku.pl www.sukcespopoznansku.pl WSTĘP | 3 REDAKCJA: Elżbieta Podolska, Juliusz Podolski, Anna Gidaszewska, Ewa Gosiewska, Dawid Tatarkiewicz, Paweł Cieliczko, Anna Kowalska, Elżbieta Ignacionek, Weronika Maria Rogowska, Marta Maj, Edyta Jagodzińska-Pawluk SPRZEDAŻ I PROMOCJA: reklama@sukcespopoznansku.pl Agnieszka Jakubik tel. 539 777 544 Anna Balejko tel. 538 948 718 Małgorzata Siedlar-Pałac tel. 735 274 699 SKŁAD: Wydawnictwo Inwestor www.wydawnictwoinwestor.pl KOREKTA: Elżbieta Ignacionek ZDJĘCIE NA OKŁADCE: Olga Jędrzejewska DRUK: GRUPA INTROMAX Kraków RPR: 3781 Wszystkie materiały są objęte prawem autorskim. Przedruki i wykorzystanie materiałów wyłącznie za zgodą redakcji. Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania tekstów i zmiany tytułów nadesłanych materiałów. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i materiałów promocyjnych. Marzec ma w sobie coś z pierwszego głębszego oddechu. Dni stają się dłuższe, światło mięknie, a my – choć jeszcze w kurtkach – czujemy, że pod spodem budzi się wiosna. Dzieci wracają z ferii zimowych z rumieńcami na twarzach i głowami pełnymi wspomnień, a codzienność znów nabiera rytmu. To dobry moment, by złapać równowagę między obowiązkami a przyjemnością – i właśnie o tym jest ten numer. Wchodzimy w sezon smaków i spotkań – RestaurantWeek® zaprasza na wiosenną edycję „Foodie Season”, a my podpowiadamy, gdzie celebrować czas przy stole i jak odkrywać kulinarne nowości. Dla tych, którzy energię najchętniej rozładowują w ruchu, czeka Festiwal Biegowy Szpot Swarzędz 2026 – bo wiosna najlepiej zaczyna się od pierwszego kroku. Na okładce rozmawiamy z zespołem Jóźwicki & Partners o tym, że prawdziwa rewolucja zaczyna się od wartości – w biznesie, w relacjach, w codziennych wyborach. Przyglądamy się także lokalnym inicjatywom i ludziom, którzy z pasją tworzą Poznań na nowo: od kulis konkursu „My Name Is Poznań”, przez inspirujące historie sukcesu, po miejsca, które warto odkryć – jak Muzeum Dzieciństwa w Kórniku. To także miesiąc, w którym szczególnie wybrzmiewa kobieca energia. Z okazji Dnia Kobiet oddajemy głos bohaterkom naszych rozmów – odważnym, wrażliwym, konsekwentnym. Pokazujemy, że zmiana naprawdę jest kobietą, a siła może iść w parze z empatią. 8 marca to dla nas nie tylko data w kalendarzu, ale pretekst do rozmowy o sprawczości, marzeniach i odwadze sięgania po więcej – w życiu prywatnym i zawodowym. W dziale „Twój styl” zaglądamy do Posnanii, gdzie moda flirtuje z emocją i kolorem, a w „Poziomie wyżej” szukamy sensu – w pracy, w relacjach, w codziennych wyborach. Są historie odwagi i odpowiedzialności, opowieści o sztuce, sporcie i podróżach śladem wielkopolskich organiczniczek. Zaczyna się też czas pierwszych przygotowań do Wielkanocy. Nieśmiało jeszcze, ale już planujemy świąteczne menu, może w tym roku warzywny pasztet? W dziale „Dom i ogród” podpowiadamy, jak wprowadzić do wnętrz świeżość – naturalnie, lekko i bez nadmiaru. Bo wiosenne porządki to nie tylko mycie okien, ale też symboliczne otwieranie przestrzeni na nowe. Szczególne miejsce w tym numerze zajmuje także nasz dodatek deweloperski przygotowany z myślą o zbliżających się Targach Mieszkań i Domów. Przyglądamy się aktualnej ofercie rynku nieruchomości w Poznaniu i okolicach, rozmawiamy o nastrojach kupujących na początku 2026 roku i prezentujemy inwestycje, które wyznaczają nowe standardy komfortu. To kompendium dla tych, którzy planują zakup mieszkania, myślą o przeprowadzce lub po prostu chcą być na bieżąco z tym, jak zmienia się nasze miasto. Oddajemy w Państwa ręce numer pełen światła, planów i dobrej energii. Niech będzie inspiracją do działania – w domu, w biznesie, w ogrodzie i w sercu. Bo wiosna to nie tylko pora roku. To decyzja, że chcemy zacząć coś od nowa.

| MARZEC 2026 4 | Z SUKCESEM SPIS TREŚCI 3(89) / MARZEC 2026 MIEJSKI MAGAZYN LIFESTYLOWY ISSN 2545-0174 WARTE POZNANIA MY NAME IS POZNAŃ POZIOM WYŻEJ HISTORIA PEŁNA ZMYSŁÓW DODATEK RYNEK NIERUCHOMOŚCI W POZNANIU REWOLUCJA ZACZYNA SIĘ OD WARTOŚCI MAŁGORZATA I MARCIN JÓŹWICCY JÓŹWICKI & PARTNERS www.sukcespopoznansku.pl ZDJĘCIE NA OKŁADCE: OLGA JĘDRZEJEWSKA ZAPOWIEDZI 5 | Fauna i flora – wystawa malarstwa Aleksandry Płockiej 5 | Gatunki drzew. Spacer przyrodniczy 5 | Poznań utracony... spacer miejski z Kołem Przewodników PTTK 5 | Wykład z cyklu Świat Obrazów – Trzeci wymiar: Plakiety i medale renesansowe 6 | Czas na Foodie Season! Wiosenna edycja RestaurantWeek® już w marcu 7 | Festiwal Biegowy Szpot Swarzędz 2026 NA OKŁADCE 8 | Jóźwicki & Partners: Rewolucja zaczyna się od wartości WARTE POZNANIA 14 | Premier z Poznania 16 | Wystarczy kochać to miasto. Kulisy konkursu My Name Is Poznań 18 | Muzeum Dzieciństwa w Kórniku Z SUKCESEM 20 | Elegancja zaczyna się w głowie 22 | Poznański Bank Spółdzielczy: Zielony Lider po sąsiedzku GŁOS BIZNESU 24 | SWGK: Wkraczamy w erę cyfrowej kontroli 26 | KIDP: Fundacja rodzinna jako prywatny holding do inwestowania i sukcesji 28 | Wielkopolskie Filary Biznesu – startuje konkurs promujący wielkopolskich przedsiębiorców TWÓJ STYL 38 | Posnania: Między lekkością a emocją, czyli wiosna inspirowana kolorami „Wuthering Heights” DOM I OGRÓD 32 | Wiosna w ogrodzie 36 | Świat płytek – włoski styl w poznańskim salonie Bawa Wnętrza POZIOM WYŻEJ 38 | Domowe królestwo bez chemii. Lekcje logistyki i magii od naszych babć 41 | #Zmiana jest kobietą 42 | Anna Wyrwa: Historia pełna zmysłów 47 | Szalone marzenie z receptą na odpowiedzialność 49 | Poznański sukces w świecie sztuki dla dzieci 52 | Praca z sensem. IKIGAI w praktyce osób wysoko wrażliwych SMACZNEGO 56 | Warzywny pasztet… z szynką W PODRÓŻY 60 | Wielkopolska śladem organiczniczek SPORT 64 | Sport, który łączy na całe życie Z KULTURĄ 68 | Joanna Wtulich: Bohaterowie potrafią być kapryśni W OBIEKTYWIE 72 | Elektrovnia Garbary 73 | Romantyczny Chopin 74 | Coaching profesjonalny w Afrykańskim Domu Mody RYNEK NIERUCHOMOŚCI W POZNANIU 76 | Poznań z rekordową ofertą mieszkań. Stabilny rynek i komfortowy wybór dla kupujących w 2026 roku 78 | Jakie nastroje dominują na rynku mieszkaniowym w początkach 2026 82 | Robyg: Premiera Elektrovni Garbary nowej ikony Poznania 86 | Ciepłownik Ekoinwestycje: Osiedle Lipowe w Kleszczewie dom w cenie mieszkania! 88 | Kolejova 1 90 | Ataner: Nowa inwestycja na Marcelinie 92 | Ataner: Piekary 18. Elegancja w sercu Poznania 94 | Kamienica Genslera 96 | Modena by Cordia: Miejska klasyka w nowoczesnym wydaniu

| MARZEC 2026 ZAPOWIEDZI | 5 Fauna i flora – wystawa malarstwa Aleksandry Płockiej ODK Pod Lipami, os. Pod Lipami 108A 06.03–02.04.2026 | Wstęp wolny Aleksandra Płocka – absolwentka Uniwersytet Artystyczny w Poznaniu (dawniej ASP). Pasję do sztuki wyniosła z domu, gdzie artystyczne talenty pielęgnowano od pokoleń. Przez lata tworzyła obrazy na zamówienie, jednak prawdziwy twórczy przełom przyniosła przeprowadzka na wieś. Bliskość natury stała się impulsem do powstania wyjątkowego cyklu prac inspirowanych codziennością – wystarczy chwila uważności, by odkryć w niej piękno. W jej dorobku znajdziemy subtelne akwarele z motywami florystycznymi, przeplatane miniaturami trzmieli i motyli, a także obrazy olejne przedstawiające zwierzęta hodowlane znane z polskiego krajobrazu. Miłość do sztuki i zwierząt wybrzmiewa w każdej pracy – lekkiej, pełnej czułości i światła. Osobny cykl stanowią poruszające portrety psów. Artystka od lat angażuje się w działania charytatywne, m.in. malując psy ze schroniska w Skałowie. Wybrane prace można zobaczyć na aktualnej wystawie. Gatunki drzew. Spacer przyrodniczy Biblioteka Raczyńskich, pl. Wolności 19 21.03.2026, godz. 11:00 | Wstęp wolny Organizatorzy zapraszają na dwugodzinny spacer przyrodniczy z Biblioteki Raczyńskich na Plac Bernardyński. Trasa poprowadzi Poznańską Drogą św. Franciszka – szlakiem utworzonym z okazji 800-lecia „Pieśni słonecznej”, najstarszego zabytku poezji włoskiej autorstwa Franciszek z Asyżu. Nowa trasa pielgrzymkowo-turystyczna łączy dwa klasztory franciszkańskie, a częściowo pokrywa się z przebiegiem pierwszego poznańskiego wodociągu, ufundowanego około 1840 roku przez Edward Raczyński. Spacer poprowadzi edukatorka przyrodnicza Sylwia Ufnalska w ramach projektu „Drzewo Życia”, dofinansowanego przez Fundacja Zakłady Kórnickie. Poznań utracony... spacer miejski z Kołem Przewodników PTTK Zbiórka: Pl. Kolegiacki 28.03.2026, godz. 11:00 | Wstęp wolny Koło Przewodników PTTK im. Marcelego Mottego przy Oddziale Poznańskim zaprasza na bezpłatne spacery po różnych dzielnicach miasta. Udział nie wymaga wcześniejszych zapisów – wystarczą wygodne buty, dobry humor i chęć wspólnego odkrywania Poznania. Pełny harmonogram spacerów do końca czerwca dostępny jest na stronie Polskie Towarzystwo Turystyczno-Krajoznawcze. Wydarzenie dofinansowano z budżetu Miasta Poznania. Wykład z cyklu Świat Obrazów – Trzeci wymiar: Plakiety i medale renesansowe Muzeum Narodowe w Poznaniu, Galeria Sztuki Polskiej, Al. Marcinkowskiego 9 21.03.2026, godz. 11:00 (Czas trwania: ok 60 min). Bilet wstępu do muzeum: 20 zł normalny/13 zł ulgowy/1 zł młodzież ucząca się (do 26. roku życia) Podczas spotkania przeniesiemy się do XV-wiecznej Italii, by przyjrzeć się renesansowym plakietom i medalom – pierwszym tego typu dziełom w kolekcji Muzeum Narodowego w Poznaniu. Te niewielkie, płaskorzeźbione obiekty zachwycają formą i kunsztem wykonania, a jednocześnie wciąż skrywają wiele tajemnic. Pełne alegorycznych, mitologicznych i biblijnych scen, zapraszają do odkrywania ukrytych znaczeń. Spotkanie poprowadzi Marta Piekarska z Muzeum Narodowego w Poznaniu. Wydarzenie odbywa się w ramach cyklu „Świat obrazów” – wykładów o wieloletniej tradycji, prezentujących najciekawsze dzieła z muzealnej kolekcji. W 2026 roku cykl po raz pierwszy w całości poświęcony będzie rzeźbie. Chronologiczny przegląd galerii pozwoli uczestnikom prześledzić zmiany estetyczne zachodzące na przestrzeni wieków i lepiej poznać bogactwo zbiorów Muzeum.

| MARZEC 2026 6 | ZAPOWIEDZI CZAS NA FOODIE SEASON! WIOSENNA EDYCJA RESTAURANTWEEK® JUŻ W MARCU RestaurantWeek® wraca w wiosennej odsłonie „Foodie Season – #GoFoodies!” – sezonie dla wszystkich, którzy żyją restauracyjnymi odkryciami. To największe i najpopularniejsze wydarzenie, które ukształtowało polską scenę Foodie: ponad 2,5 miliona zarezerwowanych menu, tysiące restauracji i stale rosnąca społeczność festiwalowych entuzjastów, dla których jedzenie to nie tylko smak, ale też język relacji i forma rozrywki. Wiosenna edycja potrwa od 4 marca do 22 kwietnia, a na gości czekają autorskie, 3-daniowe menu z prezentem. Rezerwacje już trwają na RestaurantWeek.pl. TEKST I ZDJĘCIA: RESTAURANTWEEK® FOODIE SEASON #GOFOODIES! Wiosenna edycja RestaurantWeek® odbywa się pod hasłem Foodie Season i definiuje festiwal jako oficjalny sezon dla Foodies – czas maksymalnej intensywności kulinarnych doświadczeń. To moment, w którym wszystko, co dla nich najważniejsze, dzieje się równocześnie: odkrywanie nowych restauracji, dzielenie się rekomendacjami, spotkania przy wspólnym stole i traktowanie każdego wyjścia jako formy rozrywki. GDZIE SIĘ WYBRAĆ? Wiosenna edycja to przede wszystkim sezon wyborów – przyjemny dylemat, którą restaurację odkryć jako pierwszą. Możliwości będzie mnóstwo, w festiwalu weźmie udział ponad 400 najlepszych restauracji z 13 największych aglomeracji w Polsce. Foodies będą mogli eksplorować kulinarną różnorodność w Poznaniu, Łodzi, Lublinie, Białymstoku, Krakowie, Bydgoszczy, Warszawie, Rzeszowie, Trójmieście, Szczecinie, na Śląsku, Warmii i Mazurach oraz we Wrocławiu. Na mapie festiwalu znajdą się zarówno znane i lubiane restauracje, jak i głośne debiuty sezonu. Wśród festiwalowych propozycji w Poznaniu pojawią się m.in. Czarnomorka, Roberto Park, Podkoziołek, Insieme czy American Dream Club. POPISOWE MENU W SPECJALNEJ CENIE Na gości czeka 3-daniowe menu z prezentem od 69,99 zł (+ opłata rezerwacyjna 9,99 zł, min. 2 gości + 10 zł prime time). Z kartą Visa można dodatkowo otrzymać rabat nawet do 40 zł. RestaurantWeek® to doskonała okazja, by spróbować popisowych menu przygotowanych przez topowych chefów, odkrywać nowe restauracje i dzielić się kulinarnymi doświadczeniami z bliskimi. PORANEK PEŁEN SMAKÓW Z BREAKFASTWEEK! Niech Twój poranek zacznie się od dobrego wyboru! Rezerwacja śniadania z bliskimi to mały rytuał o wielkiej mocy. Kawa z aksamitną pianką, chrupiące pieczywo, idealnie ścięte jajko i rozmowy przy stole – to luksus osiągalny za pomocą kilku kliknięć. Festiwalowe śniadania dostępne będą w najlepszych śniadaniowniach w Krakowie, Warszawie, Poznaniu, Trójmieście, Szczecinie, we Wrocławiu oraz na Śląsku. BreakfastWeek, tak jak RestaurantWeek®, potrwa od 4 marca do 22 kwietnia. Dziel się odkryciami i zrób komuś dzień dobry! Rezerwacje na: www.BreakfastWeek.pl

| MARZEC 2026 ZAPOWIEDZI | 7 R E K L A M A Festiwal Biegowy Szpot Swarzędz 2026 31 maja 2026 roku Swarzędz ponownie stanie się biegowym sercem regionu. Przed nami kolejna edycja Festiwalu Biegowego Szpot Swarzędz – wydarzenia, które łączy sportowe emocje z rodzinną atmosferą i realnym pomaganiem. W programie znalazły się: 5. Półmaraton Szpot Swarzędz – długo wyczekiwany powrót dystansu 21,097 km, 13. Bieg 10 km Szpot Swarzędz oraz wyjątkowy 6. Bieg Rodzinny Szpot Swarzędz, promujący aktywne spędzanie czasu wolnego razem. Organizatorzy spodziewają się ponad 6000 uczestników. Dynamiczna, w dużej części przebiegająca przez zalesione tereny trasa, sprawdzona organizacja, rozbudowana strefa Expo, liczne nagrody oraz wyjątkowe, kolorowe medale sprawiają, że Festiwal od lat wyróżnia się na tle innych imprez biegowych w Wielkopolsce. Wydarzenie odbędzie się 31 maja, w przeddzień Dnia Dziecka, dzięki czemu zyskuje wyjątkowo rodzinny charakter. Nie zabraknie bezpłatnych animacji i atrakcji dla najmłodszych. Festiwal Biegowy Szpot Swarzędz opiera się na trzech filarach: sportowym,edukacyjnym i charytatywnym. Oprócz rywalizacji na atestowanych trasach zaplanowano między innymi działania profilaktyczne w ramach programu „Postaw na życie bez uzależnień” oraz zbiórkę na leczenie Joasi z Kobylnicy. Festiwal, to jedna z największych i najbardziej dynamicznie rozwijających się imprez biegowych w Wielkopolsce Zapisy trwają na stronie: www.biegi.szpot.pl

| MARZEC 2026 8 | NA OKŁADCE JÓŹWICKI & PARTNERS REWOLUCJA ZACZYNA SIĘ OD WARTOŚCI Wierność wartościom zamiast korporacyjnej polityki i relacje oparte na zaufaniu, a nie kontroli. W ich historii jedno zdanie wraca jak refren: firmy nie buduje się w rok ani dwa – buduje się ją latami, cierpliwie, z pokorą i szacunkiem do ludzi. Dziś to nie slogan, lecz podsumowanie dwudziestu lat doświadczeń: od entuzjazmu, przez zmęczenie i przełomy, aż po dojrzałość. O tym, dlaczego w biznesie najpierw trzeba być w porządku wobec współpracowników, a dopiero potem liczyć zyski, rozmawiamy z właścicielami biura rachunkowego Jóźwicki & Partners – Małgorzatą i Marcinem Jóźwickimi. ROZMAWIA: MONIKA KANIGOWSKA | ZDJĘCIA: OLGA JĘDRZEJEWSKA | MATERIAŁ PROMOCYJNY

| MARZEC 2026 NA OKŁADCE | 9 Jóźwicki & Partners. Biuro rachunkowe – co tak naprawdę kryje się pod tą nazwą? Małgorzata Jóźwicka: Zaczęło się od marzeń, później była ciężka praca, a w tej chwili to przede wszystkim ludzie. Marzeń o czym? Małgorzata Jóźwicka: Pierwsze marzenie to stworzyć firmę, która będzie realnym wsparciem dla przedsiębiorców i przedsiębiorczyń. Nie chodziło nam o „księgowanie papierów”. Od początku czuliśmy, że przedsiębiorca potrzebuje czegoś więcej: spokoju, bezpieczeństwa, partnera, który rozumie,codziejesięwfirmieipotrafiprzełożyćliczbynadecyzje, które trzeba podejmować „teraz” i na przyszłość, w ciągu 5, 10 i 15 lat… A potem pojawiło się kolejne marzenie – to już było bardziej osobiste: chcieliśmy stworzyć takie miejsce pracy, w którym ludzie mogą wzrastać. Takie, gdzie czują się dobrze. Gdzie można się rozwijać, czuć sens, mieć przestrzeń na rozmowę, na pomysły, na bycie sobą. Dziś wiemy, że w biurze rachunkowym to wcale nie jest oczywiste. Wtedy… po prostu intuicyjnie czuliśmy, że inaczej nie chcemy. Marcin Jóźwicki: W 2002 roku podpisaliśmy umowę spółki, co było pierwszym krokiem na drodze do tych marzeń. A potem przyszło to, co w historii każdej firmy jest najważniejsze: start w realnym świecie, z realnymi wyzwaniami, bez osłonek. Czyli ciężka praca u podstaw? Marcin Jóźwicki: Tak, przełomowym był rok 2004, gdy marzenia przestały być planem, a stały się codziennością. Zaczęliśmy bez wielkich zasobów finansowych. Naszym kapitałem były kompetencje, energia, relacje i gotowość do pracy – zrozumie to każdy, kto budował firmę od zera. Małgorzata Jóźwicka: Pierwsza „siedziba” mieściła się w garażu domu rodzinnego. Dziś opowiadamy o tym z uśmiechem, ale wtedy było to dla nas absolutnie serio. Chcieliśmy prezentować się profesjonalnie, choć nie mieliśmy do tego warunków. I właśnie dlatego do dziś pamiętamy historię szklanej witryny, którą podarował nam sąsiad – oddał starą ściankę z drzwiami, bo wymieniał ją u siebie na nowszą. Dla nas to był symbol: od teraz garaż przestaje być garażem, a zaczyna być biurem. To były te małe, poruszające momenty, kiedy czuliśmy, że cały świat nam kibicuje. W 2004 roku dołączyła też do nas pierwsza pracownica, to był ten moment, w którym przestaliśmy być „dwoma osobami z pomysłem”, a zaczęliśmy być pracodawcą. Zaczęliśmy odpowiadać za czyjąś stabilność, bezpieczeństwo, rozwój. A Państwa pierwszy zagraniczny klient? Wiem, że to ciekawa historia. Marcin Jóźwicki: To był dla nas prawdziwy test. Polecono nasze biuro do obsługi dużej niemieckiej firmy, która otwierała polski oddział. Mieliśmy przyjąć ich delegację w naszym „garażu”. Wtedy rozsądek mówił: „przecież to niemożliwe – zobaczą garaż i wyjdą”. Ale my mieliśmy w sobie coś, co do dziś uważamy za jeden z najważniejszych fundamentów przedsiębiorczości: odwagę, żeby spróbować mimo strachu. Małgorzata Jóźwicka: Zrobiliśmy wszystko, żeby wypaść profesjonalnie. Dziś wspominamy to z humorem: improwizacja, „scenografia”, mobilizacja sił, pełne skupienie. A może od początku wierzyliśmy w zasoby, a nie w „maskę” wchodzenia w rolę. I kiedy po tej wizycie przyszła podpisana umowa na outsourcing usług księgowych, poczuliśmy bardzo wyraźnie: to działa. To ma sens. Jeśli dowieziemy jakość, to nie zatrzyma nas metraż. To była pierwsza „furtka”, która się otworzyła. I nauczyła nas, że często w rozwoju firmy najpierw przychodzi szansa, a dopiero potem rosną zasoby. Sądząc po miejscu, w którym dziś rozmawiamy, szansa została dobrze wykorzystana. Marcin Jóźwicki: Chcemy to powiedzieć bardzo uczciwie: początki były trudne. Nie dlatego, że brakowało nam wiary w siebie, tylko dlatego, że firma w praktyce to setki decyzji, setki zadań, tysiące godzin pracy, których nie da się „ładnie opowiedzieć” w jednym zdaniu. Były nadgodziny. Były zarwane weekendy. Były nieprzespane noce. Było uczenie się na błędach, czasem bardzo kosztownych emocjonalnie. Były momenty, kiedy myśleliśmy: „czy my naprawdę damy radę?”. Ale było też coś, co nas niosło: nadzieja i wiara, że warto. Wiara w to, że jeśli będziemy konsekwentnie budować kompetencje, rozwijać zespół, dopracowywać jakość, to przekujemy ten wysiłek w coś dobrego, zarówno dla klientów, jak i dla pracowników w firmie. I tu pojawia się ważny wątek: już wtedy wiedzieliśmy, że chcemy być biurem rachunkowym, które chce iść za klientem, rosnąć wraz z nim, nadążać za jego zmianami, wspierać go w przełomach. Chcemy być biurem rachunkowym, które chce iść za klientem, rosnąć wraz z nim, nadążać za jego zmianami, wspierać go w przełomach

| MARZEC 2026 10 | NA OKŁADCE A w którym momencie pojawiła się marka Jóźwicki & Partners? Małgorzata Jóźwicka: To był rok 2015. Przy wsparciu Instytutu Design Thinking stworzyliśmy strategię rozwoju opartą na potrzebach klientów i pracowników. To wtedy narodziła się marka Jóźwicki & Partners jako nowy etap tożsamości, jasny kierunek i decyzja, że budujemy firmę nie tylko „merytorycznie poprawną”, ale przemyślaną, świadomą i wartościową. To także moment, w którym mocniej niż kiedykolwiek wybrzmiała nasza filozofia: największym kosztem w firmie nie są pensje. Największym kosztem jest brak inwestycji w ludzi. I od tego czasu szkolenia miękkie stały się stałym elementem naszego kalendarza. Od ponad 10 lat uczymy się Porozumienia bez Przemocy (NVC) Marshalla Rosenberga, rozwijamy umiejętności komunikacyjne, pracujemy z empatią, precyzją i uważnością. Wierzymy, że to przekłada się nie tylko na atmosferę, ale też na jakość pracy. Szacunek i empatia nie są u nas deklaracją, plakatem na ścianie, lecz codzienną praktyką – konkretnym zachowaniem, a czasami nawet tym, jak formułujemy wypowiedzi. Zależy nam, by czerpać z potencjału osób zatrudnionych, a wysoka jakość obsługi jest miksem ich przemyśleń, doświadczeń oraz tym, czego uczą się na warsztatach. Trenerka wielokrotnie podkreśla, że to bardziej porzucenie niesłużących nam nawyków, schematów językowych niż nauka nowych. Każda osoba, która dołącza do zespołu, otrzymuje książkę napisaną specjalnie dla nas, z przykładami z codziennego księgowego życia, jak reagować, co zrobić i jak moderować rozwiązanie sytuacji.Firmę prowadzimy w duchu komunikacji opartej na odpowiedzialności i uważności na potrzeby – stąd wewnętrzne warsztaty, cykl wykładów oraz książka szkoleniowa z ćwiczeniami, opisem SNO (S – słyszę, N – nazywam potrzeby, O – otwieram przestrzeń na rozwiązanie) i cyklu reakcji stresowej. Uczymy się rozwiązywać realne sytuacje, napięcia, a nie tylko o nich mówić. Ile osób dziś tworzy Państwa zespół? Marcin Jóźwicki: W tej chwili to już ponad 60 osób. Główna siedziba mieści się w Poznaniu, ale mamy też biuro w Zielonej Górze, tam pracują trzy osoby. To jedno z biur, które przejęliśmy w 2020 roku. Tam właśnie największym zaskoczeniem była różnica w kulturze pracy. Kiedy przyjechaliśmy z naszym – nazwijmy to – know-how, dla zespołu brzmiało to jak opowieść z innej epoki. Mówiliśmy o procedurach, standardach, dbaniu o przestrzeń, o partnerstwie, o zaufaniu. Dziś te same osoby mówią, że nie wyobrażają sobie pracy inaczej. Kierowniczka biura Ewelina przyznaje, że dostała od nas „przepustkę do innej jakości” – nie tylko zawodowo, ale i prywatnie. Nie stoimy nad ludźmi. Interesuje nas efekt pracy, a nie to, czy ktoś wygląda na zajętego.

| MARZEC 2026 NA OKŁADCE | 11 Czyli nie chcecie tworzyć korporacji? Marcin Jóźwicki: Procedury – tak. Bezduszność – nie. W korporacjach decyzje zapadają na górze i „spadają” bez wyjaśnienia. My staramy się tłumaczyć: dlaczego coś zmieniamy, po co wprowadzamy nowe obowiązki, jakie będą z tego korzyści dla klientów i dla zespołu. Na przykład ewidencja czasu pracy. To nie jest narzędzie kontroli. To sposób na sprawdzenie, czy nie marnujemy energii, czy klient nie wymaga większego zakresu usług niż wynika z umowy. Jeśli tak – rozmawiamy. Najpierw wewnętrznie, potem z klientem. Małgorzata Jóźwicka: Nie oznacza to, że wszyscy się ze wszystkim zgadzają. I bardzo dobrze. Co roku organizujemy kilkugodzinne spotkanie podsumowujące – przedstawiamy cele, plany, nasze firmowe „exposé”. Mówimy też otwarcie o trudnościach, o stresie związanym z wdrażaniem nowych rozwiązań. Jesteście małżeństwem, od lat razem prowadzicie firmę. We wszystkim się zgadzacie, czy jednak bywają różne zdania? Małgorzata Jóźwicka: Z biegiem lat bardzo naturalnie poukładały się nasze obszary działania. Lubimy niezależność, lubimy działać w swoich mikroświatach, a jednocześnie mamy wspólny kręgosłup wartości. Dzięki temu nie przeszkadzamy sobie, tylko się wzmacniamy. Marcin od zawsze miał potrzebę bycia blisko klienta. Czasem żartowaliśmy, że jeśli będzie spędzał tyle czasu na spotkaniach i rozmowach, to zaczniemy się martwić o przepływy finansowe. Tyle że w praktyce okazało się, że to właśnie te rozmowy stały się źródłem zaufania, rekomendacji i długofalowych relacji. Marcin ma ogromną wiedzę gospodarczą, podatkową i naturalną proaktywność. Zawsze lubił „wychodzić przed szereg” w dobrym znaczeniu: zobaczyć coś wcześniej, zaproponować usprawnienie, pomóc klientowi, zanim pojawi się problem. To jest jego wartość, choć oczywiście dziś wiele osób w naszym zespole ma tę cechę równie mocno zakorzenioną. To, co klienci szczególnie cenią, to jego spokój, opanowanie i pozytywne nastawienie. Marcin nie ocenia. Tworzy przestrzeń do rozmowy. Potrafi płynnie przejść od liczb do życia i jest w tym coś niezwykle ludzkiego. A jednocześnie jest w nim odpowiedzialność: jeśli daliśmy słowo klientowi, dowozimy. Czasem oznacza to weekend, czasem późny wieczór. Nie dlatego, że „tak trzeba”, tylko dlatego, że dotrzymywanie słowa jest częścią naszej tożsamości. Marcin Jóźwicki: Tak, podział zadań trochę sam się wyklarował. Małgorzata zaczynała od pełnej księgowości i kadr, od pracy z klientami i bycia pierwszą specjalistką, która przez pierwszą dekadę była ogromnym wsparciem „we wszystkim”. Wraz z rozwojem firmy naturalnie wchodziła w obszary HR, kultury organizacyjnej i procesów, które sprawiają, że wszystkim pracuje się komfortowo. Żona dba o przestrzeń, o wystrój, o atmosferę, o każdy szczegół. To ona zapoczątkowała dbałość o detale: rytuały i szkolenia… kierunki rozwoju, kolejne piętra dbania o pracowników i klientów…To nie są drobiazgi, a elementy rzeczywistości i codzienności, które mają ogromne znaczenie, bo w praktyce budują lojalność, dumę i poczucie sensu. I po latach widzimy, że to zadziałało: ja odpowiadam za kontakty z klientami, a Małgorzata jest „twarzą” kultury wewnętrznej. Jesteśmy z siebie dumni. I tak – mówimy to głośno: to jest fantastyczne. Wspominała Pani, że spotykaliście na swojej drodze mądrych ludzi. Kim oni są? Małgorzata Jóźwicka: W naszej historii jest stały motyw: spotykaliśmy ludzi, którzy otwierali nam oczy, drzwi i perspektywy. My to nazywamy furtkami, bo za każdą z nich kryło się nowe doświadczenie, nowa wiedza i nowe standardy. Jedną z takich osób jest Iwona Gasińska. Spotkanie z nią było dla nas czymś więcej niż kontaktem zawodowym. To był moment, w którym zaczęliśmy na serio nazywać to, co wcześniej czuliśmy intuicyjnie: że firma to relacje, komunikacja, wartości, sposób podejmowania decyzji i styl bycia liderem. Iwona pomogła nam zobaczyć, jak ogromne znaczenie ma świadomość w prowadzeniu organizacji. Jak budować firmę, w której „miękkie” nie jest dodatkiem, tylko fundamentem. Jak rozmawiać, żeby budować zaufanie, a nie dystans. Jak uczyć się słuchania. To było otwarcie drzwi do dojrzałości w przywództwie.

| MARZEC 2026 12 | NA OKŁADCE Podobnie Katarzyna Milewska (Dworaczyk)i Marcin Świerczyński, którzy towarzyszą nam już prawie 10 lat. Są naszym wsparciem, lustrem i drogowskazem. Dzięki nim wiele rzeczy w firmie przestało być „przeczuciem”, a stało się kompetencją. Katarzyna ma niezwykły dar: potrafi mówić o komunikacji i odpowiedzialności z taką łatwością, że ludzie od razu czują, że to jest do wdrożenia tu i teraz. Nie ma roku, żebyśmy nie mieli z Katarzyną kilkunastu spotkań – warsztatów, rozmów, sesji dla liderek i pracowników. Każde takie spotkanie zostawia ślad: konkretną zmianę, lepszy język, lepsze rozumienie, większą spójność. To sprawia, że kultura organizacyjna u nas nie jest dokumentem. Jest praktyką. Jest sposobem bycia. I ludzie to czują. Zbudowaliście przez lata duży zespół. O kimś chcecie opowiedzieć? Marcin Jóźwicki: W firmie można mieć najlepszą strategię i najlepsze narzędzia, ale bez ludzi nie ma nic. My mamy szczęście do pracowników, niektórzy są z nami od lat i razem współtworzymy naszą organizację. W 2025 roku Kamila Bartkowiak obchodziła 20-lecie pracy. Jest dyrektorem Działu Księgowości. Wniosła do naszej firmy zdolność usprawniania, perfekcyjny Excel i sposób myślenia procesowego, który stał się jedną z naszych najważniejszych przewag. Dobrze rozumiemy się z Kamilą, gdyż oboje jesteśmy zafiksowani na usprawnieniach informatycznych, a to dzięki nim wiele naszych rozwiązań jest tak nowoczesnych i tak dopracowanych. To od Kamili bardzo mocno zaczęła wybrzmiewać wartość „nowatorskie podejście”. Małgorzata Jóźwicka: Kolejną osobą, która jest z nami już 18 lat, jest Małgorzata Lewandowska. Zaczynała u nas pracę jako młodsza księgowa, a dziś zarządza. To piękny przykład rozwoju osobistego i zawodowego: konsekwencja, pasja, sprawczość, zapał. To również dowód na to, że ciężka praca przynosi efekty, jeśli firma daje przestrzeń, a człowiek chce rosnąć. Małgorzata wraz z Kamilą są odpowiedzialne za dział pełnej księgowości. Nadają ton i kierunek. Lubimy o nich mówić „współtwórczynie” naszej firmy, bo dokładnie tak je widzimy. Chcę wspomnieć również o Natalii Raźnej, która jest z nami 10 lat. Weszła w te zakamarki firmy, w które nikt nie chciał zajrzeć. Z wielkim sukcesem uporządkowała sprawy administracyjne: archiwum, umowy z klientami, RODO, platformę szkoleniową. Automatyzuje wszystko, co można, żeby odzyskiwać czas i robić miejsce na kolejne wyzwania. Nie zraża się, uczy się, ma energię i zapał. Marcin Jóźwicki: Dorota Królak również od ponad 10 lat zarządza prawie 20-osobowym zespołem kadr i płac. Wniosła świeżość i inny sposób zarządzania, taki „luz”, którego potrzebowaliśmy. Nauczyła nas dostrzegać wartość różnorodności: dzięki niej wiemy, że różne perspektywy są źródłem siły i inspiracji. Zbudowała zespół, który działa z energią i sercem. Jej samodzielność daje nam pewność, że wszystko jest w najlepszych rękach. Nie możemy nie wspomnieć o całym zespole – o ludziach, którzy codziennie, aktywnie wykonują pracę trudniejszą niż większość osób sobie wyobraża. Księgowość i kadry przeszły rewolucję informatyczną, a zmienność przepisów jest dla nas codziennością. To wymaga elastyczności, odporności, otwartości na nieustanne zmiany w podatkach, cierpliwości do zmian systemów, robotyzacji, nowych procesów. Branża księgowo-podatkowa bardzo się zmieniła w ostatnich latach? Marcin Jóźwicki: Ogromnie. 15–20 lat temu można było odnieść wrażenie, że to spokojna, przewidywalna praca. Dziś tempo zmian jest zawrotne – nowe przepisy, reformy podatkowe, cyfryzacja, systemy ERP, KSeF. To już nie jest tylko wiedza merytoryczna. To także kompetencje informatyczne, umiejętność pracy na złożonych systemach, ciągłe uczenie się. A jednocześnie codzienna obsługa klientów musi toczyć się bez zakłóceń. Automatyzacja pomaga czy utrudnia? Marcin Jóźwicki: Jedno i drugie. Z jednej strony systemy OCR (inteligentne oprogramowania, które automatycznie przepisują dane z faktur i paragonów) czy rozwiązania związane z KSeF-em przyspieszają procesy. Z drugiej – dokumentów jest coraz więcej, a poziom skomplikowania rośnie. Dziś mniej „przepisujemy”, a więcej analizujemy i decydujemy. Paradoksalnie znika przestrzeń dla zupełnie początkujących osób, bo najprostsze czynności przejmują systemy. Potrzebni są specjaliści z wiedzą i doświadczeniem. Cofnijmy się jeszcze na chwilę, w 2019 roku weszliście w skład Grupy ETL. Małgorzata Jóźwicka: 2019 rok to był kolejny przełom: dołączyliśmy do międzynarodowej grupy ETL. To wejście otworzyło nowe perspektywy współpracy i rozwoju, a jednocześnie wymagało od nas dojrzałości. Bo dołączenie do międzynarodowej struktury oznacza nowy standard myślenia: większą skalę, inne tempo, większą odpowiedzialność, nowe możliwości.

| MARZEC 2026 NA OKŁADCE | 13 Marcin Jóźwicki: I tu pojawia się ważny wątek osobisty, którego nie chcemy pomijać: spotkanie po latach z Przemysławem Filem, z moim kolegą, z którym studiowaliśmy na Viadrinie we Frankfurcie. To było spotkanie, które otworzyło nową perspektywę rozwoju. Decyzja o sprzedaży 50% udziałów i byciu częścią międzynarodowej grupy ETL nie była „łatwa”. Była odpowiedzialna i rozwojowa. Otworzyła przed nami też kolejną furtkę, gdyż po wejściu do ETL otworzył się przed nami następny etap: rozwój poprzez łączenie kompetencji i akwizycję. W 2020 roku zakupiliśmy spółkę Complex (ETL Zielona Góra), a w 2021 roku nastąpiła dalsza integracja kolejnych biur: Biuro Rachunkowe Marek Hoffmann oraz spółka Dalc i Ochocki – Doradcy. Małgorzata Jóźwicka: To jest etap wymagający innego rodzaju kompetencji niż etap „garażu”. Tu nie chodzi już tylko o pracowitość i jakość usług. Tu chodzi o umiejętność integracji: kultur, procesów, standardów, sposobu pracy. To okres, który uczy nas nowych kompetencji i daje nowe wyzwania: adaptacja firm, wdrażanie naszych standardów, dopasowanie procesów, ujednolicanie jakości. Dla nas to była szkoła dojrzałości: jak zachować serce firmy, jednocześnie budując większą strukturę. Ukoronowaniem jest nasza nowa siedziba, w której właśnie jesteśmy. W 2024 roku wynajęliśmy część zabytkowej willi przy ul. Feliksa Nowowiejskiego 55, należącej do ringu Stubbena. To ważny symbol, miejsce o wyjątkowym charakterze, które daje inspirujące warunki do pracy i rozwoju zespołu. Dla nas przestrzeń ma znaczenie, gdyż wpływa na jakość pracy, na energię ludzi, na kulturę spotkań. To kolejny krok „w marzeniach”, ale realizowany spokojnie, odpowiedzialnie, krok po kroku. Na koniec powiedzcie Państwo coś więcej o Waszej ofercie. Małgorzata Jóźwicka: Obsługujemy firmy o różnej skali: od spółek rozwijających się po duże spółki prawa handlowego, których sprawozdania finansowe podlegają obowiązkowym badaniom przez biegłych rewidentów. Dla takich klientów tworzymy dedykowane zespoły ekspertów, koordynujemy proces audytu i współpracę z audytorem na każdym etapie – tak, by realnie odciążyć działy finansowe klientów i zapewnić pełną zgodność formalną. Nasze zespoły są wyspecjalizowane (pełne księgi, kadry i płace, doradztwo gospodarcze), a klienci dostają opiekuna i realne wsparcie w organizacji procesów. Pracujemy proaktywnie, wdrażamy elektroniczny obieg dokumentów, narzędzia usprawniające współpracę (np. Saldeo Smart), dostarczamy wzorce dokumentów i pomagamy klientom układać procedury tak, by księgowość była jak najmniej angażująca, a jak najbardziej bezpieczna. Marcin Jóźwicki: W pracy systemowej mamy kilkudziesięcioletnie doświadczenie: Comarch Optima ERP, Comarch XL, Symfonia, SAP, SAP Business One, Dynamics 365 Business Central, R2Płatnik. W wielu przypadkach jesteśmy pomostem między informatykami a księgowością klienta – rozumiemy język wdrożeniowców i realia księgowe jednocześnie. To jest rzadkie i bardzo potrzebne. Dane pokazują skalę naszego działania: miesięcznie rozczytujemy około 15 000 dokumentów w OCR, rozliczamy 4500 pracowników, obsługujemy około 150 spółek prawa handlowego i około 250 JDG — przy czym strategicznie koncentrujemy się na spółkach, klientach wymagających jakości, bezpieczeństwa i wysokich standardów. Małgorzata Jóźwicka: Chcemy bardzo mocno podkreślić podejście do klienta, bo to jest serce tego, co robimy. Dla nas współpraca zaczyna się od uważności: od rozmowy, od poznania potrzeby, od zrozumienia specyfiki działalności. Wybieramy drogę jakości, która daje wymierne korzyści, wpływa na rozwój firmy i podniesienie standardów. Szczególnie cenimy współpracę opartą na poszanowaniu wartości. Bliskie są nam organizacje, które inwestują w ludzi, doceniają ich pracę i budują kulturę – bo wiemy, że to się zwraca. Z naszej strony dajemy profesjonalizm i wysoką jakość usług. To nie jest łatwe, bo zmieniające się prawo, technologia i tempo biznesu potrafią być bezlitosne. A jednak każdego dnia widzimy, że warto, bo dobre relacje i uczciwa praca naprawdę przynoszą efekty. I wtedy przypominają się słowa Lema: „Bądź dobrej myśli, bo po co być złej”. Ta prosta myśl dodaje nam spokoju i odwagi, żeby konsekwentnie iść dalej drogą jakości.z J&P Group Sp. z o.o. ul. Przelot 76, 60-408 Poznań tel. +48 61 845 37 80 kontakt@mjn-jozwicki.pl www.jp-group.pl

| MARZEC 2026 14 | WARTE POZNANIA PREMIER To jeden z tych pomników, obok których przechodzimy bez zatrzymania. Odlana z brązu postać zwalistego mężczyzny w ciężkim płaszczu od trzydziestu lat stoi przed Wielkopolskim Urzędem Wojewódzkim przy Alei Niepodległości. Wygląda, jakby właśnie wyszedł z tego gmachu, zakończył dzień pracy i przystanął, zastanawiając się, czy jeszcze tu powróci, czy też przyjdzie mu wyruszyć w daleką drogę – na emigrację. TEKST I ZDJĘCIA: DR PAWEŁ CIELICZKO Z POZNANIA Artysta, który zaprojektował pomnik Stanisława Mikołajczyka, mówiąc o jego symbolicznym przekazie, skoncentrował się na ciężkim płaszczu, w jakim przedstawił swojego bohatera. Płaszczu-losie, zbyt wielkim i zbyt ciężkim dla człowieka pragnącego po prostu uprawiać swój zagon, a zmuszonego do porzucenia rodzinnej ziemi i wyruszenia w podróż, której celu ani kresu nie znał – bo pisany był mu los emigranta. EMIGRANCKI LOS Stanisław Mikołajczyk (1901–1966) połowę życia spędził na wygnaniu. Na świat przyszedł jako dziecko emigrantów zarobkowych, zmuszonych do pracy w Niemczech, skąd powrócili, gdy ich syn miał osiem lat. Zamieszkali w Dobrzycy pod Pleszewem. Tam dorastał, a następnie uczył się w szkole rolniczej w Swarzędzu. Gdy wybuchło powstanie wielkopolskie, od pierwszych dni walczył w powstańczych szeregach. Kiedy Polska odzyskała niepodległość, zaangażował się w działalność społeczną i polityczną, stając się ważnym głosem dzieci chłopskich, które z trudem odnajdywały dla siebie miejsce w młodym państwie. Studiował na Uniwersytecie Ludowym w Dalkach koło Gniezna, a przede wszystkim budował i kierował wielkopolskimi strukturami Związku Młodzieży Wiejskiej. Aktywnie działał w PSL „Piast”, a następnie w Stronnictwie Ludowym. Był posłem na Sejm (1930–1935), a także prezesem Wielkopolskiego Towarzystwa Kółek Rolniczych (1936–1939). Mieszkał w Poznaniu, w domu przy ul. Promienistej 6. W 1937 roku organizował strajk chłopski. Walki, w których zginęło 41 strajkujących, sprawiły, że znienawidził sanację i spędził cztery miesiące w więzieniu. Walczył w wojnie obronnej, został internowany na Węgrzech, następnie przedostał się do Francji, a potem do Wielkiej Brytanii. Czas emigracji był okresem intensywnej działalności politycznej Mikołajczyka. Jako przywódca Stronnictwa Ludowego został wicepremierem w rządzie gen. Władysława Sikorskiego, a po jego tragicznej śmierci

R E K L A M A sam objął funkcję premiera polskiego rządu na uchodźstwie. Łudził się, że może mieć wpływ na rozstrzygnięcia dotyczące powojennych granic Polski. Gdy okazało się to mrzonką, wierzył, że uda mu się znaleźć płaszczyznę porozumienia z komunistami i współpracować z nimi dla dobra zwykłych Polaków. Dlatego zdecydował się powrócić do kraju i wejść do Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. W Poznaniu po raz pierwszy pojawił się 5 lipca 1945 roku. Na trasie jego przejazdu z lotniska na Ławicy do Urzędu Wojewódzkiego przy Placu Kolegiackim wiwatowały tłumy. Mógł czuć się jak Ignacy Jan Paderewski, owacyjnie witany 26 grudnia 1918 roku. Rozentuzjazmowane tłumy zablokowały wiele ulic miasta. Widziano w nim polityka gwarantującego, że Polacy będą odtąd decydować o polskich sprawach. Była to jednak płonna nadzieja. Kilkanaście miesięcy później, po sfałszowanych wyborach i aresztowaniach tysięcy działaczy PSL, obawiając się o własne bezpieczeństwo i życie, Stanisław Mikołajczyk został wywieziony z Polski i ponownie znalazł się na emigracji. Nigdy już nie zobaczył rodzinnej Wielkopolski. Zmarł w 1966 roku. UPAMIĘTNIENIE Idea trwałego upamiętnienia Stanisława Mikołajczyka w Poznaniu zrodziła się w 1994 roku w gronie działaczy Towarzystwa jego imienia, którzy natychmiast rozpoczęli zbieranie funduszy na wzniesienie monumentu. Kilka lat zajęło ustalenie jego lokalizacji. Pomnik planowano wznieść w Parku im. Jana Henryka Dąbrowskiego, w Parku im. Karola Marcinkowskiego, przy Placu Władysława Andersa lub na skwerze przy ul. Karmelickiej. Ostatecznie w 1995 roku zapadła decyzja o ustawieniu monumentu przed gmachem Urzędu Wojewódzkiego w Poznaniu przy Alei Niepodległości. Inicjatorom przedsięwzięcia bardzo zależało na odsłonięciu pomnika w 1996 roku, kiedy przypadała 95. rocznica urodzin i 30. rocznica śmierci Stanisława Mikołajczyka. Konkursu więc nie ogłoszono, a przygotowanie monumentu zlecono poznańskiemu rzeźbiarzowi Jerzemu Sobocińskiemu. Odlana z brązu, czterometrowa, ważąca 1500 kilogramów figura przedstawia mężczyznę stojącego w lekkim rozkroku, z opuszczonymi rękami, ubranego w gruby płaszcz. Posąg ustawiono na cokole z czarnego granitu, na którego froncie wyryto słowa: „Wytrwajcie w służbie Polski” – dewizę Mikołajczyka z ostatniego publicznego wystąpienia. Obok znajduje się czterolistna koniczynka, symbol szczęścia i znak Polskiego Stronnictwa Ludowego. Pomnik odsłonięto 4 maja 1997 roku. W uroczystości uczestniczył syn premiera Marian Mikołajczyk, mieszkający w USA. Trzy lata później do Polski sprowadzono prochy Stanisława i Cecylii Mikołajczyków. Po ceremoniach w Warszawie i Poznaniu zostały one złożone na Cmentarzu Zasłużonych Wielkopolan. z

| MARZEC 2026 16 | WARTE POZNANIA My Name Is Poznań. Tak zatytułowany jest konkurs, który od kilku lat przyciąga uwagę młodych artystów sceny muzycznej. Ci, którzy chcą, by ich (i o nich) usłyszano, widzą w nim swoją szansę. Choć poznaliśmy już tegorocznych laureatów, to wciąż nie koniec edycji. TEKST: MARTA MAJ WYSTARCZY KOCHAĆ TO MIASTO. KULISY KONKURSU MY NAME IS POZNAŃ NIE TRZEBA POCHODZIĆ Z POZNANIA, ALE MIEĆ GO W SERCU Formuła jest prosta. Udział w My Name Is Poznań mogą wziąć artyści z branży muzycznej, którzy są na początku swojej drogi – bycie debiutantem jest tu pojęciem pojemnym. Istnieje jednak pewien wymóg, którego obejść się nie da – powiązanie z Poznaniem. – Nie zakładamy, że uczestnicy muszą być rodowitymi Poznaniakami, jednak związek z miastem jest głównym kryterium uczestnictwa. W konkursie mogą np. wziąć udział osoby, które studiowały w Poznaniu lub przyjechały tu na stałe z innych miast. Chcemy jednak, by ten związek uczestników z miastem istniał – wyjaśnia Michał Wiraszko, muzyk i animator kultury, organizator konkursu z ramienia Fundacji Trzy Sztuki. Do konkursu rokrocznie zgłasza się około setka uczestników. Ich konkursowych piosenek wysłuchuje jury złożone z przedstawicieli mediów i branży muzycznej. Spośród nich wybierana jest dziesiątka (choć przeważnie i więcej, bo jury rozdaje też dzikie karty). Laureaci zaproszeni są do nagrania piosenki na płytę składankową pod patronatem wytwórni KAYAX. Dodatkowo trzy single zyskują oprawę wizualną w postaci teledysków. PROJEKT ODKRYWA, ALE TEŻ POMAGA Sednem konkursu jest budowanie poznańskiej sceny muzycznej. Pomysł na My Name Is Poznań narodził się w pandemii, kiedy to sceny przez długie miesiące nie mogły gościć na swych deskach artystów, a ci czekali, by zaprezentować swoją twórczość szerszej publiczności. To właśnie wtedy ogłoszono pierwszą edycję konkursu, który nie zakończył się wraz z pandemią. Co więcej, ewoluuje i cieszy się niezmienną popularnością. Jest jak samonapędzająca się machina. W konkursie biorą udział przede wszystkim debiutanci, ale niekoniecznie są to osoby, które dosłownie stawiają na scenie swoje pierwsze kroki. Nasi laureaci miewają za sobą pierwsze muzyczne działania, grają w zespołach, występują na scenach. Wciąż nie jest jednak o nich głośno, a oni sami mają ochotę na więcej. To kolejne warunki konieczne. – W trzeciej edycji konkursu udział wzięła Zuta. To doskonały przykład tego, jak konkurs pozwala perełfot. Anna Krauze

| MARZEC 2026 WARTE POZNANIA | 17 kom poznańskiej sceny muzycznej zostać dostrzeżonymi. Dziś artystka jest na dobrej drodze, by być gwiazdą z prawdziwego zdarzenia, a jej korzenie są związane właśnie z naszym konkursem – mówi Michał Wiraszko. – Mówię o tym, ponieważ jej przykład pokazuje, że My Name Is Poznań zarówno artystów odkrywa, jak i pomaga tym już odkrytym. Tak z kolei było z Kathią, która znalazła się w drugiej edycji naszego projektu, ale miała już na koncie wygrane festiwale i własne piosenki. KONKURS TRWA CAŁY ROK Na początku 2026 roku poznaliśmy nazwiska laureatów piątej edycji konkursu. W gronie szczęśliwej dwunastki znaleźli się: • Fūsy • Jerzy Koczur • Softie • Père-LachaIse • pies • Richard Biaski & miu • Jan Migdal • Kamil Gituwa • Barekprzestań • Mewa • Madame Affair • Olka Klój Choć laureaci zostali ogłoszeni, nie oznacza to, że konkurs dobiegł końca. Jego format jest zaplanowany tak, że edycja trwa przez cały rok. Cykl zaczyna się zazwyczaj w październiku lub listopadzie. Wtedy rozpoczyna się nabór do kolejnej edycji. Trwa on od 4 do 6 tygodni. W grudniu zwoływane jest jury. W tym roku byli to przedstawiciele Radia 357, Trójki, Muno, Newonce, Radia Afera oraz przedstawiciele Wydziału Kultury Miasta Poznań. Wówczas z setki zgłoszeń wybrana zostaje dziesiątka uczestników, a w przypadku remisów wręczane są dzikie karty. Wiosną zaczynamy sesje nagraniowe w studiu. Każdy z laureatów spędza w nim dwa-trzy dni sesyjne, nagrywa piosenkę. Ten etap trwa do maja. Wówczas zaczyna się wybór producentów. – Mamy pulę producentów, z którymi pracujemy. Wśród nich znajduje się m.in. Piotr Emade Waglewski czy Paweł Krawczyk, czyli główny kompozytor zespołu Hey. Artystom, którzy mają już nagraną piosenkę, dajemy możliwość wyboru producenta. Tu warto zaznaczyć, że każda piosenka powstaje trzy razy – podczas jej pisania, następnie w studiu, a w ostatniej fazie na miksie. Gotowy „produkt”, czyli skompletowane nagrania i zmiksowaną płytę mamy pod koniec sierpnia – wskazuje Michał Wiraszko. Wtedy można rozpocząć przygotowania do nagrania teledysków. Najpierw ustalany jest plan promocyjny, a następnie w październiku i listopadzie można przystąpić do realizacji. – O tym, które single będą promować płytę i kto nagra teledysk, decyduje często intuicja wydawcy albumu i organizatorów konkursu. W muzyce intuicja jest narzędziem, które dobrze działa, więc polegamy na niej. Trudno obrać tu twarde kryteria. Wybór to iloraz walorów artystycznych i świadomości rynku muzycznego – zaznacza Wiraszko. W połowie grudnia ma miejsce premiera albumu. Najpierw pojawia się tylko wersja cyfrowa, na platformach streamingowych. Ona jest jednocześnie sygnałem do startu kolejnej edycji konkursu. Od stycznia aż do wiosny, do momentu startu tras koncertowych, prowadzony jest proces wydawniczy płyt kompaktowych i winylowych. Organizatorzy starają się rozciągnąć czas promocji krążka w czasie, by fama o artystach rozniosła się jak najszerzej. SĄ PLANY NA WIĘCEJ Organizatorzy nie spoczywają na laurach. Już w 2025 roku udało się wyjść z koncertem laureatów na sceny. Premiera płyty winylowej zbiegła się w czasie z festiwalem NextFest, podczas którego laureaci mieli swój własny showcase pod szyldem My Name Is Poznań. Artyści związani z projektem grali jednego dnia na dedykowanej im scenie, a do słuchaczy trafiła w tym czasie winylowa płyta z ich piosenkami. Organizatorzy myślą o wyjściu z koncertami poza sam Poznań, na inne festiwale. To dałoby artystom obycie sceniczne, ale i promowałoby stolicę Wielkopolski i jej scenę muzyczną. z fot. Maria Boińska fot. Paulina Byczek

| MARZEC 2026 18 | WARTE POZNANIA Bajki z projektora, piłkarzyki na sprężynce i zabawki z PRL-u, które dorośli pamiętają z własnych domów. Muzeum Dzieciństwa w Kórniku to miejsce, gdzie historia nie stoi za szybą, ale zaprasza do zabawy. O tym, skąd wziął się pomysł na muzeum, jak rodziła się kolekcja i dlaczego cierpliwość jest kluczowa w kolekcjonowaniu, opowiada jego założycielka – Maria Wieczorek. ROZMAWIA: ANNA GIDASZEWSKA | ZDJĘCIA: PAULINA RATAJCZYK, DANA PUCIŁOWSKA MUZEUM DZIECIŃSTWA W KÓRNIKU Skąd się wziął pomysł na otwarcie Muzeum Dzieciństwa? Maria Wieczorek: Pomysł na Muzeum Dzieciństwa narodził się w 2012 roku podczas mojej wizyty w londyńskim Museum of Childhood (dzisiaj Young V&A), w którym prowadziłam badania do pracy doktorskiej, która łączyła kulturoznawstwo z pedagogiką. Zachwyciła mnie koncepcja miejsca, w którym dzieci mogą bawić się w piaskownicy (!), jeździć na koniku na biegunach i ugotować coś w zabawkowej kuchni – nie na placu zabaw, nie w przedszkolnej sali, ale w muzeum, w otoczeniu eksponatów. W Polsce wówczas nie istniało takie miejsce, w którym młodsze i starsze pokolenia mogłyby wspólnie poznawać historię dzieciństwa poprzez zabawę i doświadczenie. W tym samym czasie zaczęłam kolekcjonować zabawki. Jak powstała kolekcja? Moja ciocia likwidowała dom, który od lat 80. stał niezamieszkały. Powiedziała, że możemy stamtąd wziąć, co chcemy. Niestety, w środku niemal już niczego nie było. Mąż pod stertą gruzu znalazł rzutnik do bajek, czarny projektor „Bajka” (jest na ekspozycji w muzeum). Więc miałam projektor, nie miałam klisz – zaczęłam ich szukać i kolekcjonować. Pytałam o nie wszędzie. Spośród stu osób na targu staroci w Jeleniej Górze na moje pytanie,

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz