| MARZEC 2026 18 | WARTE POZNANIA Bajki z projektora, piłkarzyki na sprężynce i zabawki z PRL-u, które dorośli pamiętają z własnych domów. Muzeum Dzieciństwa w Kórniku to miejsce, gdzie historia nie stoi za szybą, ale zaprasza do zabawy. O tym, skąd wziął się pomysł na muzeum, jak rodziła się kolekcja i dlaczego cierpliwość jest kluczowa w kolekcjonowaniu, opowiada jego założycielka – Maria Wieczorek. ROZMAWIA: ANNA GIDASZEWSKA | ZDJĘCIA: PAULINA RATAJCZYK, DANA PUCIŁOWSKA MUZEUM DZIECIŃSTWA W KÓRNIKU Skąd się wziął pomysł na otwarcie Muzeum Dzieciństwa? Maria Wieczorek: Pomysł na Muzeum Dzieciństwa narodził się w 2012 roku podczas mojej wizyty w londyńskim Museum of Childhood (dzisiaj Young V&A), w którym prowadziłam badania do pracy doktorskiej, która łączyła kulturoznawstwo z pedagogiką. Zachwyciła mnie koncepcja miejsca, w którym dzieci mogą bawić się w piaskownicy (!), jeździć na koniku na biegunach i ugotować coś w zabawkowej kuchni – nie na placu zabaw, nie w przedszkolnej sali, ale w muzeum, w otoczeniu eksponatów. W Polsce wówczas nie istniało takie miejsce, w którym młodsze i starsze pokolenia mogłyby wspólnie poznawać historię dzieciństwa poprzez zabawę i doświadczenie. W tym samym czasie zaczęłam kolekcjonować zabawki. Jak powstała kolekcja? Moja ciocia likwidowała dom, który od lat 80. stał niezamieszkały. Powiedziała, że możemy stamtąd wziąć, co chcemy. Niestety, w środku niemal już niczego nie było. Mąż pod stertą gruzu znalazł rzutnik do bajek, czarny projektor „Bajka” (jest na ekspozycji w muzeum). Więc miałam projektor, nie miałam klisz – zaczęłam ich szukać i kolekcjonować. Pytałam o nie wszędzie. Spośród stu osób na targu staroci w Jeleniej Górze na moje pytanie,
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz