SUKCES PO POZNAŃSKU 3/2026

| MARZEC 2026 48 | POZIOM WYŻEJ nego”, gdy zwierzę zjada niejadalne przedmioty; obserwacja ilości wypijanej wody oraz częstotliwości oddawania moczu; kontrola konsystencji kału i częstości wypróżnień; regularne sprawdzanie brzucha pod kątem twardości czy wzdęć; ważenie przynajmniej raz w miesiącu, bo zmiana masy ciała to obiektywny wskaźnik zdrowia. Warto też zwracać uwagę na sposób oddychania, tolerancję wysiłku, chęć do ruchu i zabawy, symetrię ciała oraz chód. Należy kontrolować reakcję na dotyk, stan skóry i okrywy włosowej, zaglądać do uszu, sprawdzać zapach z jamy ustnej, stan dziąseł i uzębienia. Wszelkie nietypowe wypływy z otworów ciała powinny być sygnałem ostrzegawczym. Regularne odrobaczanie, badania kału, ochrona przeciw pasożytom zewnętrznym oraz szczepienia to absolutna podstawa. Leczę wiele zwierząt, które nie zachorowałyby, gdyby były systematycznie szczepione. Warto też zapisywać nietypowe zdarzenia i omawiać je podczas wizyt kontrolnych. Nie należy ignorować nadreaktywności, agresji, nadmiernego lęku, chowania się czy załatwiania w nietypowych miejscach. To często nie są wyłącznie problemy behawioralne, lecz sygnały poważnych zaburzeń zdrowotnych. Kiedy pojawiają się wyraźne objawy, organizm zwierzęcia często wyczerpał już swoje mechanizmy kompensacyjne. Badania krwi, przegląd zębów, kontrolne USG – brzmi jak pakiet dla człowieka. Czy dla zwierząt to już norma? To dobre czasy dla zwierząt. Gdy byłam dzieckiem, mało kto zastanawiał się, co może dolegać naszemu psu. Żył, jadł, miał budę i po prostu był – nawet jeśli cierpiał z powodu biegunki, kleszczy czy zepsutych zębów. Dziś odrobaczyłabym go, zaszczepiła, wyleczyła uzębienie, a na starość wdrożyła leczenie kardiologiczne, by mógł żyć w komforcie kilka lat dłużej. Zwierzę nie powie „tu mnie boli” – zazwyczaj choruje w ciszy. Dlatego badania obrazowe, ultrasonografia, morfologia i biochemia krwi czy badania mikroskopowe są dla nas niezbędnymi narzędziami. W przychodni postawiłyśmy na najwyższej jakości sprzęt diagnostyczny i laboratoryjny, bo w weterynarii nie można na tym oszczędzać. Internet to przyjaciel czy wróg lekarza weterynarii? Ile razy słyszy Pani: „Bo w Google pisali…”? Internet jest przyjacielem – pod warunkiem że potrafimy odróżniać opinie od faktów i krytycznie weryfikować źródła. Jest coraz więcej wartościowych treści, choć opiekunowie czasem gubią się w popularnonaukowych artykułach przeplatanych reklamami. Łatwo zginąć w informacyjnym szumie pełnym sprzeczności, a na skomplikowane pytania rzadko istnieją proste odpowiedzi. Co chciałaby Pani zmienić w świadomości opiekunów w najbliższych latach? Chciałabym, by jeszcze mocniej wybrzmiało to, że łatwiej, szybciej i taniej jest nie dopuścić do choroby, niż ją leczyć. Nie znaleźliśmy leczenia przyczynowego większości chorób – ani u zwierząt, ani u ludzi. Potrafimy łagodzić objawy, spowalniać rozwój schorzeń i poprawiać komfort życia, ale medycyna, także weterynaria, ma swoje granice. Odwaga w biznesie i codzienna pokora wobec natury spotykają się tu w jednym punkcie – odpowiedzialności za tych, którzy sami o pomoc nie poproszą. z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz