SUKCES PO POZNAŃSKU 3/2026

| MARZEC 2026 SMACZNEGO | 57 Nie jest Pani typową propagatorką kuchni roślinnej, bo szanuje Pani inne kuchnie i sposoby odżywiania. Ina Rybarczyk: Lubimy przesadzać w każdej sprawie, jesteśmy tacy od bandy do bandy. Znajomi znają już mój balans, chociaż są i tacy, którzy, jak wychodzimy coś zjeść, obawiają się, że nie wejdę do restauracji, gdzie podają steki albo serwują burgery. Ja zawsze sobie coś tam znajdę. Nie chcę, żeby ktoś patrzył na mój talerz, bo ja nie patrzę na talerze innych osób. Jedzenie według mnie jest rzeczą niezwykle osobistą, ponieważ wypełnia nam cały dzień. Bez jedzenia byśmy nie przeżyli, to jest też nasz sposób na życie. Nie nazywam się nigdy weganką, bo pochodzę z rodziny pszczelarzy i doskonale wiem, jaki szacunek do pszczół mają osoby, które z nimi pracują. I jeszcze jedna dla mnie ważna rzecz: jeżeli coś jest nawet najzdrowsze na świecie, a po prostu nie smakuje, to to nie jest dla mnie do jedzenia. Bo jedzenie powinno cieszyć. I jeżeli coś nie smakuje, uważam, że życie jest zbyt krótkie, by męczyć się słabym jedzeniem – to dla mnie czysty masochizm. Jak poradzić sobie z tradycjonalistami przy wspólnym wielkanocnym stole? Czy wegetariańskie potrawy mogą ich do siebie przekonać? Oczywiście, pod jednym warunkiem, że nie będziemy nimi terroryzować rodziny. Nie manifestujmy tego, że nie siądziemy do stołu, bo na nim leży szynka i jajka. Pamiętajmy, że jest to czas rodzinny, a to oznacza, że powinniśmy go spędzić z najbliższymi, ciesząc się każdą wspólną chwilą. Uszanujmy, że naszym bliskim święta wielkanocne kojarzą się z jajkiem, ale przede wszystkim z białą kiełbaską i innymi mięsnymi wyrobami. Robiłam i robię tak, że przygotowuję swoje rzeczy i po prostu stawiam je na stole. Kończy się to zwykle tak, że ja sama nie mam co jeść. Po prostu mi to zjadają! Spróbowali wegetariańskiego pasztetu bezmięsnego, skosztowali słodyczy i uznali, że jest to dobre. Co ciekawe, warzywny pasztet często jedli z kawałkiem soczystej szynki. Pamiętajmy jednak, że nasze roślinne dania muszą być atrakcyjnie podane. Na początku przecież wszyscy jemy wzrokiem. Ale czy nie zależy to też od tego, czy współbiesiadnicy są w ogóle otwarci na nowości? Zdecydowanie tak. Pamiętajmy o tym, że rodziny są bardzo różne. Może zdarzyć się i tak, że cokolwiek zrobimy i cokolwiek postawimy na stole, będzie to z góry negowane. Ale jak nie spróbujemy, to nie będziemy wiedzieć, czy była szansa na zmianę. Jak sobie z daniami wielkanocnymi radzą weganie i wegetarianie? Przecież spożywają zupełnie inne produkty. Wegetarianie mają w tym przypadku nieco lepiej, bo zjedzą jajeczko, zjedzą naszą słynną sałatkę warzywną z majonezem, robioną tradycyjnie w wielkich ilościach na każde święta. Nieco trudniej mają weganie, bo polska Wielkanoc to przecież przede wszystkim czas jajek. Można jednak zrobić po prostu swoje wersje dań, sałatek czy past. Na przykład podać smalec wegański z fasoli. Do tego dobrej jakości chlebek, który robi ogromną różnicę. Taki roślinny smalec z chrupiącym chlebem na zakwasie smakuje po prostu jak niebo. Warto uprzedzić towarzystwo przy świątecznym stole o swoich preferencjach żywieniowych? Tak, zdecydowanie. Warto to zrobić trochę wcześniej, jakieś dwa tygodnie przed świętami zaplanować, co przyniesiemy z dań bezmięsnych, szczególnie jeśli jest to nasz pierwszy raz w takim wydaniu. Nie musimy od razu ujawniać całego składu potraw – lepiej po prostu zrobić swoje i zaskoczyć smakiem zgromadzonych przy stole gości. Ja sama nie używam nawet słowa „weganizm”, które czasem trochę straszy. Nazywam swoją kuchnię po prostu roślinną. Nasza babcia z tradycjami znacznie łatwiej przyjmie stwierdzenie: „Zrobiłam dla Ciebie pyszny warzywny pasztet”, niż gdybyśmy powiedzieli, że jest on wegański. Mam wrażenie, że dzisiaj jest o wiele łatwiej niż w 2013 roku, kiedy przestałam jeść mięso. Świadomość idzie do przodu. Osoby odżywiające się klasycznie, wszystkożercy, też próbują nowości i znają takie rzeczy, jak hummus czy ogólnie kuchnię bliskowschodnią, która jest bardzo nastawiona na różne wariacje z roślin. Reasumując: przygotujmy trzy lub cztery nasze „debeściaki” i postawmy je odważnie na stół. Z doświadczenia radzę jednak, żeby robić je w większej ilości, jeżeli są naprawdę dobre, bo potem może się okazać, że... sami będziemy głodni, ponieważ rodzinka zasmakuje w naszych roślinnych przysmakach. No i najważniejsze: miejmy luz. To jeden z elementów, który jest kluczowy w zderzeniu z tradycją. Święconka to jeden z najważniejszych elementów Wielkanocy. Co znajduje się w takim razie w koszyczku Iny Rybarczyk? Nie wiem, czy to pytanie jest dobre akurat dla mnie, bo mój koszyczek przygotowuje mi moja babcia i jest w nim też tradycyjna kiełbaska dla rodziny. Nie przeraża mnie to, że w jednym koszyku znajdują się smakołyki wegań-

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz