SUKCES PO POZNAŃSKU 3/2026

| MARZEC 2026 70 | Z KULTURĄ W „Ćmie” ucieka Pani od wizerunku idealnej „Matki Polki”. Dlaczego tak bardzo zależało Pani na tym, by Pani bohaterka była... po prostu prawdziwa, nawet jeśli czasem bywa irytująca? Bo prawdziwi ludzie z prawdziwymi problemami są ciekawsi. Bo ich przemiana bywa spektakularna. Bo mogą zainspirować do zmian. Owszem, Ewa irytuje, wzbudza kontrowersje i zmusza do zastanowienia się, czy rzeczywiście sami jesteśmy kowalami swojego losu, czy może raczej ofiarami wdrukowanych nam schematów, a nasze decyzje wynikają właśnie z tego, w co wyposażyli nas lub nie nasi rodzice. Wiem, że Ewa nie jest typową „Matką Polką”, ale przez to jeszcze mocniej przeżywa się moment, w którym zaczynamy rozumieć, dlaczego tak, a nie inaczej postępuje. Czytelniczki pisały mi, że mimo tej początkowej niechęci, zaczynały jej w końcu współczuć, a nawet kibicować. I o to właśnie chodziło! Wiele kobiet marzy o napisaniu książki, ale boi się oceny. Pani postawiła na prawdę. Czy pisanie o trudnych wyborach kobiet jest dla Pani formą manifestu? Nie wiem, skąd wynika ten mój wewnętrzny dystans do moich tekstów. Chyba od początku tak miałam, że nie bałam się ocen. Szukałam wręcz osób krytycznie nastawionych do twórczości początkujących pisarzy. Zawsze powtarzam, że nie jestem moim tekstem, nie jestem moimi bohaterami. Ja jestem tylko opowiadaczem. Moja rola sprowadza się do zdania relacji z tego, co już gdzieś się wydarzyło. Nawet jeśli to miało miejsce w mojej głowie. Zatem czy może dotknąć mnie krytyka, jeśli stawiam się w roli kogoś z zewnątrz? Moich bohaterów nie zawsze da się lubić, a moje teksty mogą przypaść do gustu lub nie. Wszystko zależy od tego, czego szuka w książce czytelnik i przez jaki filtr osobistych sympatii, preferencji i przeżyć przepuszcza tekst. Ja po napisaniu nie mam już na to wpływu. Po co więc się tym frustrować? Miło jest słuchać zachwytów. Dobrze wiedzieć, co się sknociło, by tego unikać. Ale czy to znaczy, że mam napisać książkę od nowa? Dla mnie to zamknięty rozdział. Która z Pani bohaterek ma w sobie najwięcej z Joanny Wtulich – tej prywatnej, a nie tej z okładki książki? W różnych moich bohaterkach są jakieś kawałki mnie. Natomiast zawsze to powtarzam, że jestem nudna i niezbyt nadawałabym się na bohaterkę książki. Moja rola sprowadza się do zdania relacji z tego, co już gdzieś się wydarzyło. Nawet jeśli to miało miejsce w mojej głowie.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz