| MARZEC 2026 Z KULTURĄ | 71 Na pewno Anna Dukajska ma mój upór. Emilie Trelliard kocha ponad życie swoją córkę i zrobiłaby dla niej wszystko, zupełnie jak ja. Wśród bohaterek komedii kryminalnych są Anulka – przewodnicząca koła Gospodyń Wiejskich, którą ja też prywatnie jestem, oraz Jagna – lokalna pisarka, kochająca zwierzęta i kontakt z naturą. Wiele postaci z moich książek wypowiada na głos moje przemyślenia. Natomiast żadna z postaci to nie jestem ja. Wyznaje Pani zasadę, że „chodzenie ma terapeutyczną moc”. Gdzie najczęściej Panią można spotkać z głową w chmurach i nowym pomysłem w ręku? To są miejskie chodniki czy raczej leśne gęstwiny? Jeśli chodniki, to raczej turystycznie, bo lubię zwiedzać, najchętniej w towarzystwie kogoś, kto umie i lubi opowiadać. Najczęściej jednak włóczę się po polach w towarzystwie moich psów. Nic tak nie wietrzy umysłu i nie studzi emocji, jak solidny, kilkukilometrowy spacer. 19 książek w 5 lat! To tempo jest oszałamiające. Kiedy Pani śpi? A może pisanie to dla Pani tak silna kawa, że nie potrzebuje Pani odpoczynku? Wbrew pozorom muszę odpoczywać, żeby pisać, wysypiać się i dbać o siebie. Nie wyobrażam sobie pisania, kiedy jestem zmęczona. Ja po prostu lubię pisać. Robię to, kiedy mogę. A podpisane umowy też bywają wspaniałą motywacją, bo trzeba się z nich wywiązywać. Można powiedzieć, że jestem pracowita i systematyczna. Nie znoszę zostawiać sobie pisania na ostatnią chwilę. Planuję z wyprzedzeniem, co i do kiedy mam napisać, ale też staram się sobie zostawić trochę czasu na czytanie, pracę w ogrodzie oraz całą resztę tego, czym zajmują się inni ludzie, czyli na pracę i dom. Mam swoje rytuały, swój czas w ciągu dnia na pisanie i tego staram się trzymać. Część tekstów, na przykład wydanych w ostatnim roku, powstała dużo wcześniej, w latach uboższych w premiery. Czekały na swoją kolej. Poza tym piszę od 2018 roku, a wydaję od 2020, więc łatwo policzyć, że to daje ledwie niecałe trzy książki rocznie. I w takim tempie mniej więcej piszę cały czas. Kluczem jest to, że nie robię zbyt długich przerw. Nie wierzy Pani w wenę, tylko w ciężką pracę. Czy to ta słynna wielkopolska solidność (choćby tylko literacko zaszczepiona w Poznaniu) pomaga Pani domykać każdy projekt? Przyznam ze wstydem, że w Poznaniu byłam tylko raz, choć zjeździłam naprawdę niemal całą Polskę i spory kawałek Europy. Natomiast wszystko, co napisałam, zawdzięczam swojej naprawdę ciężkiej pracy oraz godzinom ślęczenia przed komputerem nawet wtedy, gdy się nie chce. Taki już mam charakter, że lubię kończyć to, co zaczęłam. Przypominam, że jestem też uparta, o czym wspominałam wyżej, i lubię stawiać sobie cele. Jestem typem zadaniowca. Jakie to uczucie być „dziewczyną z sąsiedztwa”, która nagle zaczyna współpracować z największymi wydawnictwami w Polsce? Czy sukces zmienił coś w Pani codziennym życiu? Nie lubię się afiszować zbytnio sukcesami. Owszem, moi sąsiedzi, współpracownicy i znajomi wiedzą, że piszę książki, które można dostać w księgarniach, ale nie sądzę, by zdawali sobie sprawę z tego, że mam czytelniczki w całej Polsce i że wiele z nich do mnie pisze. Że moje książki są w wielu bibliotekach, a także fizycznie na półkach księgarń w dużych miastach. Czasem sobie żartuję, że to skutek uboczny mojego zamiłowania do opowiadania. Na popularności zależy mi tylko w kontekście tego, żeby moje książki były czytane i znane. Nie zabiegam o popularność i też niczego ona w moim życiu nie zmienia i nie zmieni. Nadal jestem nauczycielką, ciągle siedzę przy swoim starym laptopie i sączę kawę. Nie ciągnie mnie do zmian i do wielkiego świata. Może dlatego, że mam całkiem sporo tych ciekawych światów w głowie? Ernest Bryll i Maciej Wojtyszko oceniali Pani teksty. Czy po takich recenzentach jakakolwiek inna opinia może jeszcze Panią zestresować? To było dawno, na początku mojej drogi. Z rozrzewnieniem wspominam konkurs literacki na opowiadanie ogłoszony przez Ośrodek Kultury Arsus w Ursusie. Przede wszystkim to był ogromny zaszczyt i wyróżnienie, móc dostać aż dwie nagrody w tym konkursie. Tak jak wspomniałam, nie obawiam się krytyki. Jeśli jest konstruktywna i odnosi się do budowy tekstu, języka czy konstrukcji postaci, dialogów, to ją przyjmuję. Jeśli to są wypowiedzi w stylu: nie podoba mi się, to wzruszam ramionami. Naprawdę nie mam problemu z tym, że komuś może nie przypaść do serca moje pisanie. Ma Pani 19 książek na koncie i „rozpędza się Pani”. Co musi się stać, żeby Joanna Wtulich powiedziała: „Zrobiłam to, napisałam swoją najważniejszą książkę”? Poniekąd napisałam tę swoją najważniejszą książkę. Z całą pewnością jest nią „Chmurnik”. Natomiast marzę o tym, by napisać jeszcze przynajmniej kilka takich historii. z
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz