SUKCES PO POZNAŃSKU 3/2026

| MARZEC 2026 NA OKŁADCE | 9 Jóźwicki & Partners. Biuro rachunkowe – co tak naprawdę kryje się pod tą nazwą? Małgorzata Jóźwicka: Zaczęło się od marzeń, później była ciężka praca, a w tej chwili to przede wszystkim ludzie. Marzeń o czym? Małgorzata Jóźwicka: Pierwsze marzenie to stworzyć firmę, która będzie realnym wsparciem dla przedsiębiorców i przedsiębiorczyń. Nie chodziło nam o „księgowanie papierów”. Od początku czuliśmy, że przedsiębiorca potrzebuje czegoś więcej: spokoju, bezpieczeństwa, partnera, który rozumie,codziejesięwfirmieipotrafiprzełożyćliczbynadecyzje, które trzeba podejmować „teraz” i na przyszłość, w ciągu 5, 10 i 15 lat… A potem pojawiło się kolejne marzenie – to już było bardziej osobiste: chcieliśmy stworzyć takie miejsce pracy, w którym ludzie mogą wzrastać. Takie, gdzie czują się dobrze. Gdzie można się rozwijać, czuć sens, mieć przestrzeń na rozmowę, na pomysły, na bycie sobą. Dziś wiemy, że w biurze rachunkowym to wcale nie jest oczywiste. Wtedy… po prostu intuicyjnie czuliśmy, że inaczej nie chcemy. Marcin Jóźwicki: W 2002 roku podpisaliśmy umowę spółki, co było pierwszym krokiem na drodze do tych marzeń. A potem przyszło to, co w historii każdej firmy jest najważniejsze: start w realnym świecie, z realnymi wyzwaniami, bez osłonek. Czyli ciężka praca u podstaw? Marcin Jóźwicki: Tak, przełomowym był rok 2004, gdy marzenia przestały być planem, a stały się codziennością. Zaczęliśmy bez wielkich zasobów finansowych. Naszym kapitałem były kompetencje, energia, relacje i gotowość do pracy – zrozumie to każdy, kto budował firmę od zera. Małgorzata Jóźwicka: Pierwsza „siedziba” mieściła się w garażu domu rodzinnego. Dziś opowiadamy o tym z uśmiechem, ale wtedy było to dla nas absolutnie serio. Chcieliśmy prezentować się profesjonalnie, choć nie mieliśmy do tego warunków. I właśnie dlatego do dziś pamiętamy historię szklanej witryny, którą podarował nam sąsiad – oddał starą ściankę z drzwiami, bo wymieniał ją u siebie na nowszą. Dla nas to był symbol: od teraz garaż przestaje być garażem, a zaczyna być biurem. To były te małe, poruszające momenty, kiedy czuliśmy, że cały świat nam kibicuje. W 2004 roku dołączyła też do nas pierwsza pracownica, to był ten moment, w którym przestaliśmy być „dwoma osobami z pomysłem”, a zaczęliśmy być pracodawcą. Zaczęliśmy odpowiadać za czyjąś stabilność, bezpieczeństwo, rozwój. A Państwa pierwszy zagraniczny klient? Wiem, że to ciekawa historia. Marcin Jóźwicki: To był dla nas prawdziwy test. Polecono nasze biuro do obsługi dużej niemieckiej firmy, która otwierała polski oddział. Mieliśmy przyjąć ich delegację w naszym „garażu”. Wtedy rozsądek mówił: „przecież to niemożliwe – zobaczą garaż i wyjdą”. Ale my mieliśmy w sobie coś, co do dziś uważamy za jeden z najważniejszych fundamentów przedsiębiorczości: odwagę, żeby spróbować mimo strachu. Małgorzata Jóźwicka: Zrobiliśmy wszystko, żeby wypaść profesjonalnie. Dziś wspominamy to z humorem: improwizacja, „scenografia”, mobilizacja sił, pełne skupienie. A może od początku wierzyliśmy w zasoby, a nie w „maskę” wchodzenia w rolę. I kiedy po tej wizycie przyszła podpisana umowa na outsourcing usług księgowych, poczuliśmy bardzo wyraźnie: to działa. To ma sens. Jeśli dowieziemy jakość, to nie zatrzyma nas metraż. To była pierwsza „furtka”, która się otworzyła. I nauczyła nas, że często w rozwoju firmy najpierw przychodzi szansa, a dopiero potem rosną zasoby. Sądząc po miejscu, w którym dziś rozmawiamy, szansa została dobrze wykorzystana. Marcin Jóźwicki: Chcemy to powiedzieć bardzo uczciwie: początki były trudne. Nie dlatego, że brakowało nam wiary w siebie, tylko dlatego, że firma w praktyce to setki decyzji, setki zadań, tysiące godzin pracy, których nie da się „ładnie opowiedzieć” w jednym zdaniu. Były nadgodziny. Były zarwane weekendy. Były nieprzespane noce. Było uczenie się na błędach, czasem bardzo kosztownych emocjonalnie. Były momenty, kiedy myśleliśmy: „czy my naprawdę damy radę?”. Ale było też coś, co nas niosło: nadzieja i wiara, że warto. Wiara w to, że jeśli będziemy konsekwentnie budować kompetencje, rozwijać zespół, dopracowywać jakość, to przekujemy ten wysiłek w coś dobrego, zarówno dla klientów, jak i dla pracowników w firmie. I tu pojawia się ważny wątek: już wtedy wiedzieliśmy, że chcemy być biurem rachunkowym, które chce iść za klientem, rosnąć wraz z nim, nadążać za jego zmianami, wspierać go w przełomach. Chcemy być biurem rachunkowym, które chce iść za klientem, rosnąć wraz z nim, nadążać za jego zmianami, wspierać go w przełomach

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz