| KWIECIEŃ 2026 22 | WARTE POZNANIA łam występować, pisać sztuki, wydawać książki i prowadzić warsztaty. Niedawno Julita Banaśkiewicz, szefowa „Magla Artystycznego”, zapytała mnie, czy wolę prowadzić warsztaty pisarskie, czy teatralne. Odpowiedziałam, że zdecydowanie teatralne. Bo wiem, że na nich mogę czegoś drugiego człowieka nie tylko nauczyć, ale też obiecać spełnienie marzenia. Zagwarantować, że stanie na scenie, zagra i usłyszy oklaski. Na warsztatach pisarskich nie mam wpływu na to, czy uczestnik dokończy swój tekst, nie mogę też nikomu obiecać, że jego książka kiedykolwiek będzie wydana. Ty wydałaś kilka książek, choćby: „Zbrodnia piętro niżej”, „Czarne piwo grabarza”, „Zjeżona”, „Wyśniona Gwiazdka”… Lubię wymyślać postacie i historie. W teatrze „kręci mnie” zespołowość. My tę sztukę robimy razem. Nigdy nie czułam się dobrze jako solistka opowiadająca o swojej twórczości na poważnie. Moje spotkania autorskie mnie krępowały, dlatego, żeby je uatrakcyjnić, zapraszałam koleżanki i kolegów z „Asz Teatru”, żeby wcielali się w bohaterów moich powieści. W ten sposób te dwa ukochane przeze mnie światy się łączyły. W dzisiejszym zabieganym Poznaniu szukamy balansu – niektórzy idą na siłownię, inni na jogę. Wy wybieracie scenę. Co takiego daje amatorski teatr osobie, która cały dzień spędza w biurze czy gabinecie i zawodowo nie ma do czynienia ze sztuką? Czy to forma arteterapii, czy raczej czysta radość z bycia przez moment kimś innym? Nie miałam dotąd odwagi myśleć o tym, co robimy, jako formie arteterapii, ale ostatnio jeden z nowych aktorów powiedział mi, że moje warsztaty teatralne uratowały go przed depresją. Bardzo mnie to wzruszyło, ale również zawstydziło, bo ja ciągle widzę w tym przede wszystkim zabawę, bez zbędnej „spiny” i musztry. Tutaj ludzie mają się czuć swobodnie, staram się o to dbać, bo oni nie potrzebują kolejnego szefa po pracy. Mogą przez chwilę pobyć kimś innym na scenie. Sztukę tworzymy razem, każdy z uczestników ma wpływ na sposób, w jaki odegra swoją postać, i ostateczny kształt sztuki, a ja czuję się bardziej koordynatorką niż reżyserką. Oczywiście czasem próbuję tupnąć nogą, żeby całość się nam nie „rozjechała”, ale generalnie to po prostu mamy z tego „fun”. Najpierw miesiące prób, potem adrenalina przed premierą, później te niesamowite emocje po i ta satysfakcja, która zostaje wraz z pytaniem: kiedy znów coś zagramy? No i cykl zaczynamy od nowa, następna sztuka, próby, zabawa. Nasza stała ekipa liczy około dwudziestu osób, ale oczywiście są też inni, którzy pojawiają się okazjonalnie. „Przyjęcie dla Pana J.”, „Po trupie do celi” czy „Escape Room” – Wasz repertuar balansuje między humorem a dreszczowcem. Czy Poznaniacy szczególnie lubią śmiać się z „trupa w szafie”? Bo w Polsce krążą takie stereotypy, że my tutaj, w Poznaniu, jesteśmy sztywniakami. To albo Poznaniacy do nas nie przychodzą, albo może się zmienili, bo zupełnie nas – mieszkańców tego miasta – tak nie postrzegam. I na pewno mogę powiedzieć, że lubią ten czarny humor, choć wiem, że on może być czasem trudny. Mieliśmy taką sytuację, kiedy zaczęliśmy próby z „Escape Roomem” i na jedną z nich przyszedł nasz kolega. A jednym z wątków była historia kobiety, która zamierzała kupić dziecko. Wyszedł z próby, bo akurat ta scena wywołała w nim silne emocje związane z prawdziwymi przeżyciami. Pomyślałam sobie wtedy: „A może my faktycznie przesadzamy z tym obśmiewaniem wszystkiego, może takie tematy są za »grube«? Może ja nie mam tego wyczucia?”. No ale później patrzyłam na reakcje widowni i ludzie dobrze się bawili. Ja nawet te trudne tematy w życiu też lubię trochę obśmiać, chyba po to, żeby je oswoić. Tej poznańskości sporo jest w Waszych spektaklach, a zwłaszcza widać silną więź z Jeżycami. Skąd ta fascynacja dzielnicą, która stała się tłem dla aż czterech Twoich powieści i redagowanego pisma? Jako redaktorka naczelna „Naszych Jeżyc” i autorka książek, których akcja dzieje się właśnie tutaj, zdajesz się być nierozerwalnie związana z tą częścią Poznania. Czy Jeżyce ze swoją specyficzną energią, kamienicami, „hipsterskością” są dla Ciebie niewyczerpaną kopalnią fabuł? To jest takie puszczenie oka dla siebie samej, bo ja jestem stąd. Na Jeżycach mieszkam od osiemnastu lat, tu dorasta-
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz