SUKCES PO POZNAŃSKU 4/2026

| KWIECIEŃ 2026 WARTE POZNANIA | 23 ła moja córka, a siedemdziesiąt lat wcześniej moja mama. Próby mamy najczęściej w Domu Tramwajarza, który ma duszę i historię. Wzrusza mnie świadomość, że tworzymy sztukę w miejscu, do którego w latach pięćdziesiątych ubiegłego wieku moja babcia przyprowadzała do przedszkola moją mamę. Wybieram Jeżyce często chyba z lenistwa, bo najłatwiej mi opisać świat, który dobrze znam, ale z drugiej strony myślę, że Jeżyce są niezwykłym miejscem, nieoczywistym, różnorodnym, gdzie prostota miesza się z przepychem, a historia przeplata ze współczesnością. Możesz zobaczyć perełki architektury, a jednocześnie zupełnie nowoczesne formy. Są tu ekskluzywne butiki, ale to również zagłębie lumpeksów, a buty można naprawić w zakładach szewskich, które nie zmieniły się od lat siedemdziesiątych. Jeżyce mają pewną aurę tajemniczości. A co Ciebie, oprócz oczywiście Jeżyc, inspiruje? Powiem najprościej: życie. Brzmi banalnie, ale taka jest prawda. Słyszysz ludzi, podsłuchujesz w kawiarni, kiedy rozmawiają, opowiadają Ci historię, obserwujesz osoby, które cię irytują, a później to przelewasz na papier i w tych wymyślonych postaciach zostawiasz trochę prawdy. A z drugiej strony im bardziej jest coś, czego byśmy nie chcieli przeżywać w realnym świecie, tym bardziej to się sprawdza w teatrze, kinie czy literaturze. Mam trochę duszę błazna. Z patosem mi nie po drodze. Nie odważyłabym się realizować trudnej sztuki, bo to milczenie widowni by mnie chyba zabiło. Śmiech publiczności to dla mnie dowód, że zrobiliśmy dobrą robotę. Miało być zabawnie, no i jest, skoro ludzie reagują śmiechem. A jakby to miało być głębokie, to skąd ja bym miała wiedzieć, czy ten widz śpi, nudzi się, czy coś jednak wewnętrznie przeżywa? Gracie tylko w Poznaniu, czy odwiedzacie też inne miasta ze swoim repertuarem? Byliśmy na przeglądzie w Pobiedziskach, dwa razy graliśmy w Śremie, a w Wołominie zajęliśmy trzecie miejsce w przeglądzie teatrów amatorskich. To jest nasza pierwsza statuetka, więc daje nam to dodatkowego kopa do dalszej pracy. Nie przywiązuję specjalnie wagi do odznaczeń i dyplomów, ale to przecież nagroda dla tych wszystkich ludzi, którzy to robią z pasji. Te wyjazdy to też wyzwanie logistyczne dla naszej ekipy, bo każdy ma swoje życie, swój dom i pracę. I to jest chyba dla mnie moment próby – ta koordynacja, żeby to wszystko zgrać w czasie, więc jestem taką „ogarniaczką chaosu”. Zdarza się, że ktoś nagle nie może jechać. Tak było ostatnio w Wołominie i nagle okazało się, że jeden z naszych aktorów miał tam kolegę, który nigdy nigdzie nie występował. To była krótka rola, dosłownie trzy zdania na scenie. Miał obawy, ale wystąpił i później miał z tego dużą satysfakcję. Łatwiej jest aktorom wchodzić w rolę, kiedy mogą, grając jakąś postać, wyobrazić sobie kogoś, kogo znają, mającego podobne cechy. Prościej wtedy w taką rolę „wejść”. Co byś doradziła osobie, która chciałaby spróbować grać, ale jednocześnie ma mocną wewnętrzną blokadę, bo zwyczajnie się boi… Każdy z nas złożony jest z różnych kompleksów, a wyjście przed ludzi na scenę, gdzie musisz się obnażyć z emocji, odsłonić wewnętrznie, może być trudne dla niektórych. Jednak jeśli ta determinacja byłaby większa od strachu, to może warto zacząć od małej roli na początek? Jedyny sposób na naukę to działanie. Nie da się inaczej. Co Twoich aktorów motywuje najbardziej do tego, żeby to robić? Musiałabym ich zapytać, ale... myślę, że przede wszystkim frajda, wspólne działanie i chęć spotykania się z ludźmi, którzy czują podobnie. Bo oczywiście możemy iść na kawę czy piwo i też pewnie będzie fajnie, ale ta formuła szybko się może wyczerpać. W teatrze mamy robotę do zrobienia. No, ale najważniejsze, że przy tej robocie dobrze się bawimy. A boisz się czasem, że nie zapełnicie sali i będziecie występować przy pustej widowni? Niezależnie od tego, ile osób przyjdzie, i tak zagramy. Zdarzały się takie spektakle, na których było kilkunastu widzów. Gra się wtedy trudniej, bo publiczność jest bardziej skrępowana i inaczej reaguje. Jakie macie plany na najbliższy czas? Szykujemy premierę na kwiecień, Kamil Krynica przygotowuje kolejną sztukę, którą zagramy, organizujemy też kolejne warsztaty. Czekamy na wyniki konkursów grantowych i planujemy kolejne odsłony naszych sztuk. Chociaż uwielbiamy grać w Domu Tramwajarza, to marzy nam się własna przestrzeń na próby, występy i magazynowanie rekwizytów. Przechowujemy je w różnych miejscach, no i ostatnio nasz jeden rekwizyt zginął. I to jaki! Koledze z wózkarni ukradli klęcznik! W dodatku pożyczony! Co więcej, inne, bardziej wartościowe rzeczy, zostały. Wszystkie oprócz klęcznika. Ciekawe, co z nim się dzieje teraz… I kto mi powie, że życie nie jest najlepszą inspiracją dla twórcy? Więcej: nagleteatr.pl/

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz