SUKCES PO POZNAŃSKU 4/2026

| KWIECIEŃ 2026 28 | WARTE POZNANIA Znamy się z Rafałem od czasów, gdy Prowincjonalia były tylko odważnym marzeniem kiełkującym w głowie młodego pasjonata. Widziałam ten festiwal u progu narodzin – pamiętam zapach kawy w prowizorycznych biurach i noclegi w szkolnym internacie w Słupcy, gdzie między seansami toczyły się najważniejsze rozmowy o kinie. Dziś, gdy przed nami 31. edycja (15–18 kwietnia), Prowincjonalia to już dojrzała instytucja, a Września co roku staje się stolicą polskiego filmu „z duszą”. Rafał Górecki, choć wciąż ten sam, jest dziś człowiekiem-instytucją: twórcą prestiżowego festiwalu, animatorem najmniejszego kina w Poznaniu na Ptasiej i legendarnym „operatorem” dawnego kina objazdowego. ROZMAWIA: ELŻBIETA PODOLSKA | ZDJĘCIA: PROWINCJONALIA KINO Z GLINY I MARZEŃ Jak w dzisiejszym, rozpędzonym świecie wciąż udaje Ci się ocalić magię prowincji? Rafał Górecki: Wiesz, to są jedynie próby i jeszcze nie do końca udane. Prowincja podlega takim samym zmianom jak wszystko inne i czy tego chcemy, czy nie, to i tak wszyscy nasiąkamy codzienną bieżączką... Mnie może jest odrobinę łatwiej zdystansować się do tego pędu, bo pierwsze piętnaście lat spędziłem na wsi, a tam rytm życia wyznaczała natura – cztery pory roku. Wiosną się siało i sadziło, a latem ROZMOWA O MAGII PROWINCJONALIÓW zbierało i przygotowywało przetwory, aby wystarczyło na zimę dla całego domostwa, ludzi i zwierząt. Sprawiedliwie. Nadwyżkę sprzedawano na targu czy w punktach skupu, a za te pieniądze nabywano ubrania i opał. A zimy wtedy były mocarne. Zawieje śnieżne przy minus 20 stopniach to była norma. Połowę z tych pierwszych piętnastu lat życia mieszkałem w domu zbudowanym z gliny, gdzie nie było drewnianej podłogi, ale jak się napaliło w piecu, to robiło się tak przyjemnie, że zakradały się do nas wszystkie moż-

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz