SUKCES PO POZNAŃSKU 4/2026

| KWIECIEŃ 2026 30 | WARTE POZNANIA To, co od razu dało się odczuć po zmianie lokalizacji festiwalu i przeniesieniu do wrzesińskiego kina Trójka, to właśnie lepsza baza lokalowa. Zarówno jeżeli chodzi o samo kino, gdzie dosłownie za ścianą mieścił się klub muzyczny i mogliśmy robić tam koncerty i warsztaty, jak i całą infrastrukturę hotelową i gastronomiczną. W samej Wrześni znalazło się też kilka osób wrażliwych na sztukę: pasjonatów kina, teatru, malarstwa, fotografii, parków i kapliczek przydrożnych. To właśnie z nimi najszybciej udało się nawiązać porozumienie dusz, które trwa do dziś. Ja do dziś mam przed oczami Stanisława Tyma, który przyjechał do Słupcy, skrytykował stolik przygotowany do występu, a potem dał show, o którym mówiło się latami. Miałeś więcej takich „trudnych” wejść, które kończyły się wielką miłością do festiwalu? To był rzeczywiście fantastyczny wieczór, ponieważ oprócz Stanisława Tyma ze swoim kabaretem „Po Żarcie” wystąpił Maciej Stuhr, dla którego ten dzień stał się przełomowym w życiu osobistym, ponieważ nawiązał kontakt ze swoją przyszłą żoną – aktorką Samantą Janas, która spotkała się z publicznością po pokazie filmu „Kroniki domowe” Leszka Wosiewicza, z niezapomnianym Krzysztofem Kolbergerem w roli głównej. Wracając do Stanisława Tyma, późniejszego naszego laureata honorowego festiwalu – pan Stanisław zażyczył sobie, aby przed występem na stoliku postawić szklankę wody. Przekazałem koleżance, aby to zrobiła i ona to uczyniła, tylko że zamiast zimnej wody nalała do szklanki wrzątek. Kiedy pan Stanisław w jednym ze skeczy złapał ową szklankę, to na jego twarzy pojawił się grymas trudny do opisania, ale jak na profesjonalistę przystało, skeczu nie przerwał. Potem, gdy się o tym dowiedziałem, moją pierwszą reakcją był wybuch niepohamowanego śmiechu. Zaraz potem przyszła refleksja, że gdyby aktor wziął głębszy łyk, to mogłoby się to fatalnie zakończyć. Co kierowało koleżanką, że panu Stanisławowi na stoliku postawiła wrzątek zamiast zimnej wody – tego nie byłem w stanie dociec. Było jeszcze wiele przedziwnych, zaskakujących i dramatycznych również sytuacji związanych z festiwalem, ale o tym napiszę kiedyś w monografii Prowincjonaliów, którą mam zamiar wydać. Jańcio Wodnik to postać magiczna, filozoficzna. Dlaczego to właśnie on stał się patronem nagrody? I jak to jest, że dziś najwięksi aktorzy w Polsce marzą o tej statuetce bardziej niż o komercyjnych nagrodach? Z tymi marzeniami o Jańciu Wodniku bym nie przesadzał, ale osobiście znam reżyserkę, dla której włos z siwiejącej głowy Jańcia byłby relikwią. Jańcio był prostym, wrażliwym i bogobojnym chłopem. I Pan Bóg w nagrodę obdarzył go darem święconej wody, za pomocą której mógł uzdrawiać ludzi. Z upływem czasu Jańcio zaczął jednak grzeszyć i Pan Bóg postanowił odebrać mu tę moc. Weronka, żona Jańcia, urodziła chłopca z diabelskim ogonkiem, któremu nie można było pomóc. Jańcio postanowił odpokutować grzechy i siedzieć nieprzerwanie przez 40 dni i nocy na ławce przed swoim domem. Jańcio to taki wiejski filozof. Na Prowincjonaliach często zdarza się, że to widzowie mają inne zdanie niż krytycy. Zawsze podkreślasz, że to głos publiczności jest „głosem Boga”. Czy zdarzyło się, że werdykt widzów kompletnie Cię zaskoczył? Może to nie jest głos samego Stwórcy, ale podszepty Jańcia Wodnika mogą mieć znaczenie (śmiech). A tak na serio, to oczywiście o nagrodach decyduje publiczność – dodam, że wyrobiona publiczność, która wie, na co zwrócić uwagę i co jest najważniejsze w filmie. W przypadku nagród głównych Grand Prix dla najlepszego długometrażowego filmu fabularnego zaskoczenia nigdy nie było, ponieważ faworyt wyłaniał się dość szybko i zwykle dowoził. Kilka lat temu mieliśmy dwa zaskoczenia: jedno w kategorii krótkometrażowy film dokumentalny, a drugie w kategorii animacja. Dość szybko zorientowałem się, co było tego przyczyną. Czy jest jakiś film, który według Ciebie najlepiej definiuje dzisiejsze Prowincjonalia? To jest bardzo trudne pytanie i nie odważę się podać konkretnego tytułu z ostatnich lat. Myślę, że warto przyglądać się twórczości Piotra Domalewskiego („Cicha noc”, „Ministranci”), Tomasza Gąssowskiego („Baraż”, „Wróbel”) czy Damiana Kocura („Chleb i sól”). Wypadkowa wielu perspektyw, osobistych doświadczeń, talentów i wrażliwości twórców może dać dopiero pełniejszy obraz dynamicznie zmieniającej się rzeczywistości na polskiej prowincji.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz