SUKCES PO POZNAŃSKU 4/2026

| KWIECIEŃ 2026 WARTE POZNANIA | 31 Przez Prowincjonalia przeszła już chyba cała plejada gwiazd. Czy jest ktoś, kogo od lat próbujesz zaprosić, a kto wciąż „wymyka się” terminom? Kogo brakuje Ci w festiwalowym albumie? Tak, jest ktoś, kogo widziałbym wśród laureatów honorowych festiwalu, bo na to w pełni zasługuje. Problemem nie jest dopasowanie terminów, tylko szybko pogarszający się stan zdrowia potencjalnego laureata. Wyrządziłbym temu człowiekowi ogromną krzywdę, gdybym go ściągnął do Wrześni i zderzył z publicznością. Całe szczęście, że dwadzieścia lat temu miałem możliwość wręczenia artyście statuetki Jańcia Wodnika za najlepszą kreację aktorską. I niech tak już pozostanie. „Leśne Ognisko” to tradycyjny punkt programu Prowincjonaliów, który przetrwał od czasów Słupcy. To tam, przy ognisku, znikają podziały na „wielkie gwiazdy” i „zwykłych widzów”. Postawię tezę, że u nas na festiwalu te podziały na wielkie gwiazdy i całą resztę po prostu nie istnieją. Ja przynajmniej tego nie dostrzegam, a każdego roku gościmy naprawdę wspaniałe osobowości kina, teatru i telewizji. Sala kinowa, hol, klub festiwalowy – to są te miejsca, gdzie maski szybko opadają i chętnie wchodzimy w interakcje z innymi. Rzeczywiście trudno też wyobrazić sobie Prowincjonalia bez ogniska, to taki nasz coroczny rytuał. Przejdźmy do Twojej poznańskiej przystani. Ulica Ptasia. To kino jest tak małe i ukryte, że wielu Poznaniaków mija je codziennie, nie wiedząc, jaki skarb mają obok. Jak się prowadzi takie małe kino w dzisiejszych czasach? Na pewno niełatwo, ale przyjemnie, bo to jest kino studyjne i robimy to, co naprawdę lubimy. Czasami widzowie pytają nas wprost: jak wy się utrzymujecie z takim repertuarem? Macie jakieś dotacje? Kiedy odpowiadam, że nie, trochę nie dowierzają. Ale jak dopowiem, że to nie jest problem, bo nie mamy zbyt wygórowanych oczekiwań, to wykazują już większe zrozumienie i obdarzają zaufaniem. Do tego stopnia, że bufet czasami staje się konfesjonałem, a sala kinowa gabinetem terapeutycznym. Czy może być coś piękniejszego niż widok wzruszonego ze szczęścia człowieka wychodzącego z sali kinowej po wspólnym katharsis? Nie dajmy sobie wmówić, że takie miejsca jak Bułgarska 19 czy inne klimatyczne kina są nam niepotrzebne w dobie Netfliksa czy innych, mniej lub bardziej komercyjnych kanałów TV. Kiedyś brałeś projektor i jechałeś tam, gdzie kino nie docierało. Tęsknisz czasem za tym życiem w trasie? Czego nauczyło Cię to docieranie do najmniejszych miejscowości w Wielkopolsce? Nie tęsknię i chyba nigdy nie tęskniłem, bo okupione to było zbyt dużym ryzykiem. Szczególnie wtedy, kiedy wracałem do domu o 2:00 w nocy, przysypiając za kierownicą. Żeby zregenerować organizm i zastąpić jedną nieprzespaną noc, potrzebujemy 14 innych. W moim przypadku bilans jest jasny – skróciłem sobie życie o co najmniej 5 lat. Kiedyś próbowałem to podliczyć i niestety tak wyszło. Plusem tych plenerowych pokazów były reakcje widzów i satysfakcja, że po raz kolejny dostarczyłem im sporo radości. Jak Ty to ogarniasz? Rafale, bądźmy szczerzy – ogarnięcie logistyki festiwalu, selekcji filmów, gości, a do tego codzienne prowadzenie kina to zadanie dla sztabu ludzi. Jak Ty dajesz radę trzymać to wszystko w garści i nie zwariować? To trudne, ale jak widzisz, ciągle jeszcze możliwe. Najważniejsze, żeby zgromadzić wokół siebie ludzi, którym możesz zaufać, czyli życzliwych Tobie profesjonalistów i najlepiej pasjonatów. Mam zawsze swój plan, ale uwielbiam też, jak ktoś podpowiada mi różne rozwiązania. Wezmę je albo nie, ale na pewno wysłucham i przeanalizuję. Kiedyś więcej czynności wykonywałem sam, ale teraz, jeżeli mogę coś bezpiecznie delegować, robię to. Wariować nie zamierzam, ale mogą mnie dopaść inne dolegliwości zdrowotne. Nawet już wiem które. Czy przez te 31 lat był taki moment, że chciałeś rzucić to wszystko? Co Cię wtedy zatrzymało? Rzucić wszystko to na pewno nie, ale zrezygnować z jakiejś części zadań – już tak. Jestem zodiakalną Wagą i kiedy upewnię się, że nadszedł ten właściwy moment, to będzie szybkie, chirurgiczne cięcie. Co robi Rafał Górecki dzień po zakończeniu Prowincjonaliów? Śpisz tydzień czy od razu planujesz kolejny rok? A może wybierasz się na zupę, bo z tego, co pamiętam (z naszej wizyty choćby na festiwalu w Międzyzdrojach), to było Twoje ukochane danie? Dzień po odsypiam, ale tak jak zając – czujnie. Następnego poranka zabieram do busa dwóch moich synów i śmigamy z Poznania do Wrześni, aby przewieźć sprzęt, który pięć dni wcześniej przywieźliśmy. A zupa to niczym poezja – o północy czy rano smakuje mi tak samo i zawsze jest the best. z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz