| KWIECIEŃ 2026 SPORT | 73 pijczykiem? Być może troszeczkę tak, ale na pewno czuję się urodzonym sportowcem wodnym. Woda to mój naturalny żywioł, w którym funkcjonuję najlepiej od dekad. Zaczął Pan bardzo wcześnie, bo już w wieku siedmiu lat. Z moich informacji wynika, że nie był to do końca Pański wybór, a raczej „spisek” rodziców, by okiełznać niespożytą energię. Zgadza się, zawsze byłem dzieckiem, które nie potrafiło usiedzieć w miejscu. Moja mama jest osobą bardzo prosportową, więc rodzice od samego początku starali się mnie pchnąć w stronę aktywności fizycznej. Właściwie nie musieli robić tego na siłę – miałem w sobie tyle energii, że po prostu trzeba było ją gdzieś spożytkować, a sport wydawał się najlepszą metodą na to, by mnie choć trochę zmęczyć. Poza tym od małego uwielbiałem rywalizację. Nie ważne, czy to były biegi na podwórku, czy gra w piłkę – musiałem się ścigać. Trafiłem jednak do szkoły pływackiej, gdzie zajęć w wodzie było najwięcej w grafiku. To zdominowało mój czas i sprawiło, że w tej wodzie zostałem do dziś. Można powiedzieć, że woda mnie wessała i już nie wypuściła. Czyli pływanie wygrało przez przypadek? Bo u nas, w Poznaniu, chłopacy zwykle wybierają piłkę nożną, ewentualnie hokej na trawie. Akurat w hokeja na trawie nigdy nie grałem, choć to u nas faktycznie mocna dyscyplina. Ale za to w piłę, siatkówkę, karate, a nawet w palanta czy tenisa – owszem. Przez moje życie przewinęło się sporo sportów. Ostatecznie jednak przypadek zdecydował za mnie. Myślę, że w życiu każdego sportowca musi być ten moment: szczypta szczęścia i zbieg okoliczności, które pomagają podjąć decyzję. Każdy młody chłopak patrzy na piłkarzy zarabiających miliony czy koszykarzy w NBA i marzy o byciu wielką gwiazdą. Pływanie na tym tle jest dyscypliną znacznie mniej popularną, tutaj wielkie kontrakty czy astronomiczne pieniądze nie decydują o życiowych wyborach. Ale z drugiej strony pływanie daje niesamowitą bazę, hartuje charakter i zostawia wspomnienia, których nie zamieniłbym na żadne inne bogactwa. Ten przypadek miał jednak niesamowitego nosa, bo ulepił z Pana postać historyczną. Pańskie sukcesy na The World Games, w tym złoto z rekordem świata, to dowód na to, że w ratownictwie sportowym stał się Pan gigantem. Proszę przybliżyć nam tę dyscyplinę, bo dla wielu to wciąż egzotyka. The World Games to faktycznie specyficzna impreza, często nazywana przedsionkiem igrzysk olimpijskich. Gromadzi ona dyscypliny, których nie ma w programie olimpijskim, ale które mają ogromny potencjał. Często zdarza się, że te sporty, które sprawdziły się na The World Games, trafiają później na właściwe igrzyska – tak było ze wspinaczką sportową, karate czy breakdance’em. Lifesaving, czyli sportowe ratownictwo wodne, to dyscyplina bardzo pokrewna pływaniu, ale znacznie bardziej techniczna i wymagająca. Moje 20 lat treningów pływackich daje mi świetną bazę, ale tutaj muszę pracować nad elementami, których w klasycznym pływaniu nie ma: holowanie 40-kilogramowego manekina, pływanie w płetwach czy błyskawiczne zapinanie manekina w pas ratowniczy. Międzynarodowa Federacja ILS (International Life Saving Federation) stworzyła sztywne regulaminy, by z ratowania życia uczynić sprawiedliwą i mierzalną rywalizację sportową. Jakie konkurencje są Pańskimi koronnymi? Bo brzmią one momentami jak scenariusz filmu akcji. Moją pierwszą konkurencją było 200 metrów pływania z przeszkodami. Wygląda to tak, że na 50-metrowym basenie ustawione są przeszkody zanurzone na głębokość 70 centymetrów. Płynąc, za każdym razem musimy zanurkować pod taką przeszkodą – imituje to przebijanie się przez fale, by dotrzeć do osoby potrzebującej pomocy. Później przyszedł czas na 50 metrów z holowaniem manekina. To czysty sprint: 25 metrów płyniesz kraulem, potem nurkujesz do dna, musisz podebrać manekina, wydostać go na powierzchnię i przeholować przez kolejne 20 metrów do ściany. Ale moją „ukochaną” konkurencją, w której pobiłem rekord świata, jest 100 metrów ratowania kombinowanego. Zaczynamy od 50 metrów kraulem, robimy nawrót koziołkowy i kolejne 17 metrów
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz