SUKCES PO POZNAŃSKU 4/2026

| KWIECIEŃ 2026 SPORT | 75 Większość Polaków o ratownictwie wie tyle, ile zobaczyła w „Słonecznym Patrolu”. Na ile Pański sport pozwala być skutecznym w realnej akcji ratunkowej? Trudno mi jednoznacznie odpowiedzieć, bo nigdy nie brałem udziału w prawdziwej akcji ratowniczej na otwartym morzu czy jeziorze. Myślę, że ratownicy, którzy pełnią dyżury, szkolą się proceduralnie i ćwiczą konkretne scenariusze ratunkowe, byliby w realu ode mnie lepsi. Ja jestem tym „sportowym wycinkiem” tej dziedziny. Ratownictwo zawodowe to służba, ratownictwo sportowe to rywalizacja. Ale te dwa światy się przenikają. Nasze sukcesy popularyzują ratownictwo, zachęcają młodych ludzi, by robili kursy i dbali o bezpieczeństwo na kąpieliskach. To synergia. My dajemy widowisko i autorytet, a to przekłada się na większą świadomość społeczną. Chętnie włączamy się w akcje promujące szacunek do wody. Ludzie wciąż wchodzą do wody po alkoholu, są lekkomyślni. Jeśli dzięki nam choć jedna osoba zastanowi się, zanim zrobi coś głupiego, to znaczy, że nasza praca ma głęboki sens. Tu chodzi o ludzkie życie, a ono jest bezcenne. Jest Pan kojarzony jako postać niezwykle lojalna – zielone barwy Warty Poznań i mundur wojskowy towarzyszą Panu od lat. Tak się złożyło, że zieleń stała się moim kolorem. W Warcie Poznań trenuję od 16. roku życia, czyli już kilkanaście dobrych lat. Trafiłem tam na trenera Michała Szymańskiego i do dziś tworzymy zgrany duet. Lojalność i stabilność są mi bliskie, dobrze się dogadujemy, więc nie widzę powodu, by szukać czegoś innego. Podobnie jest z wojskiem – od kilku lat reprezentuję barwy wojskowe jako żołnierz Wojska Polskiego. To dla mnie powód do dumy, że mogę reprezentować Polskę na arenie międzynarodowej w mundurze. Wojsko daje mi stabilizację, której sportowiec potrzebuje. Czuje się Pan spełniony po sukcesach w Chengdu? Złoto, rekord świata, dwa srebra – to brzmi jak szczyt możliwości. Wciąż czuję, że mam w sobie sporo siły. Złoto w Chinach to wielkie wydarzenie, ale ja nie skupiam się na kolorze medalu przed startem. Ja po prostu uwielbiam rywalizować. Kiedy stoję na słupku startowym, mobilizuję się tak, jakby to był najważniejszy moment w życiu. Chcę wygrywać, chcę być pierwszy, ale zawsze w duchu fair play. Sportowa rywalizacja z uśmiechem na twarzy i poszanowaniem przeciwnika to moja filozofia. Trzeba umieć podać rękę, gdy się przegra, ale trzeba też umieć walczyć do upadłego, by usłyszeć Mazurka Dąbrowskiego. Medale z Chengdu robią wrażenie nawet na zdjęciach. Są masywne, niemal biżuteryjne. Są niesamowite! Solidne, ciężkie i pięknie wykonane. Medal otwiera się jak mała pozytywka lub ozdobna książka. W środku ukryta jest moneta na magnes, którą można odczepić i nosić na łańcuszku, który również jest w zestawie. Do tego piękne pudełko i motyw pandy, która jest symbolem tamtego regionu. Mam trzy takie sztuki i każda z nich przypomina mi o ciężkiej pracy, którą włożyłem w te starty. Ale w kategorii sukcesu życiowego numerem jeden jest teraz pewnie syn Kuba. Kuba ma niespełna sześć miesięcy i jest obecnie moim największym wyzwaniem i radością. Jest bardzo energetyczny, więc obawiam się, że może pójść w moje sportowe ślady. Zobaczymy, co z niego wyrośnie. Czy ma już jakieś wodne skłonności? Byliśmy na pierwszych zajęciach na basenie. Kuba radził sobie świetnie. Takie maluchy mają jeszcze odruch z życia płodowego – potrafią zamknąć oczy i usta pod wodą. Nurkował, nie płakał, był tylko nieco zdziwiony tym, co się dzieje. Nie wiem, komu podobało się bardziej – mi, gdy go trzymałem w wodzie, czy jemu. Na pewno będziemy to kontynuować, bo oswajanie z wodą od maleńkości to najlepsze, co można dziecku dać. A co z pasjami poza basenem? Znajduje Pan czas na coś innego? Obecnie czas wolny to towar deficytowy. Gdy syn się urodził, moje priorytety naturalnie się przesunęły. Ale jeśli cofnę się o te pół roku, to zawsze ceniłem sobie dobre kino i seriale. Ostatnio moją wielką pasją stał się tenis. Uwielbiam go oglądać, ale też sam próbuję grać. Kibicuję Idze Świątek, byłem na Roland Garros i to było niesamowite doświadczenie. Śledzę na bieżąco wyniki turniejów damskich i męskich. Tenis to moja odskocznia, tam jestem bardziej kibicem niż zawodnikiem, ale emocje są równie silne jak w wodzie. To sport, który uczy cierpliwości i precyzji, co w pływaniu też jest niezwykle ważne. z fot. Patryk Znamirowski

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz