| KWIECIEŃ 2026 Z KULTURĄ | 77 Po lekturze książki okazuje się, że Wanda jest postacią fikcyjną, złożoną ze wspomnień. Ale czytając, ma się wrażenie, że ta osoba musi być Pani bardzo bliska. Albo te osoby, które są „umieszczone” w Wandzie. Nie znam Pani, ale to jest tak osobiste, że czuję, jakby część tych rzeczy była Pani przeżyciami. Weronika Ilska: Dobrze Pan czuje. Nie utożsamiam się z Wandą w stu procentach, ale proces jej tworzenia był szczególny. Wanda powstała w mojej głowie jako pierwsza, a dopiero potem Poznań jako tło tej akcji. Relacje rodzinne Wandy zostały przeze mnie wymyślone – to raczej wynik tego, że ja w taki sposób czułam jej rodziców w tamtym kontekście, bo prywatnie mam zupełnie inne relacje z rodzicami. Jednak to, co na pewno z Wandą mam wspólnego, to siłę, charyzmę i wyznawane przez nią wartości. Łączy nas bardzo duża potrzeba wolności i patriotyzmu. Dużo przeżyłam i Wanda również. Wszystko, co pojawia się w jej uczuciach, musiało gdzieś we mnie być. Będę drążył w sprawie uczuć... O jakie uczucia Pan pyta? Nie mówię o przełożeniu jeden do jednego, ale o przeżywaniu rozterek, o dochodzeniu do trudnych wniosków i o wyborach. Wanda zaczęła stawiać na siebie, nawet jeżeli kosztowało ją to życie. Też doszłam do takiego momentu w życiu, kiedy zaczęłam stawiać na siebie, nawet jeżeli to się innym nie podobało. To nie jest ten sam wymiar, bo tutaj mówimy o wojnie i o życiu, a ja mówię o swoich prywatnych wyborach. Uważam jednak, że każdy wybór jest ważny, nawet ten najdrobniejszy. Myślałam wcześniej, że Wanda wcale nie ma tak dużo ze mnie, ale im więcej czytam recenzji i słucham głosów odbiorców, kiedy zupełnie obce osoby mówią, że tę wrażliwość czuć od pierwszej strony, to rozumiem, że dałam tej bohaterce więcej, niż zamierzałam. Dla mnie ta postać przestała być fikcyjna w momencie, gdy zobaczyłem okładkę, a potem zestawiłem ją z Pani zdjęciami. Te dwa obrazy strasznie mi się spersonifikowały. Dla mnie ta książka jest po prostu bardzo osobista. Nie będę zaprzeczała. Widać w niej na przykład moje relacje z synem. To, jak opisywałam Jurka, którego Wanda spotkała na Jeżycach, czy sceny, w których uczyła dzieci – wtedy moje matczyne serce odzywało się bardzo mocno. Bardzo przeżywałam losy tych dzieci, bardzo przeżywałam Jurka. Co ciekawe, nie wzruszyłam się podczas samego pisania, ale łzy poleciały mi, gdy redagowałam książkę. Podczas pisania człowiek jest w takim ferworze, że inaczej podchodzi do historii i bohaterów. Jednak w momencie redakcji, kiedy czytałam ten tekst jeszcze raz, rzeczywiście zapłakałam – i przy dzieciach, i przy samej końcówce. Powiedziała Pani, że Wanda pojawiła się w momencie, gdy jeszcze nie wiedziała Pani, że ona będzie żyła w Poznaniu, i to w czasie drugiej wojny światowej. To zaczęło się od bardzo dziwnego dnia, kiedy w mojej głowie pojawiły się dwa słowa: „świst kul”. One po prostu za mną chodziły. Takie bardzo polskie, trudne do powiedzenia wyrazy. Chodziły za mną przez dwa lub trzy dni i nie mogłam ich z siebie wyrzucić. W końcu usiadłam do laptopa, zapisałam je i dopiero wtedy „odfrunęły”. Stwierdziłam, że właśnie tak zacznie się ta powieść – od jej snu. Powstała Wanda, a potem od razu narodził się Poznań jako tło. Wybór Poznania jest ciekawy, bo dla mieszkańców innych rejonów kraju my, poznaniacy, jesteśmy często postrzegani jako ludzie, którzy stali z boku lub współpracowali z Niemcami. Myślę, że to trochę nasza wina, bo nie chcemy o tym mówić. A przecież tutaj był pierwszy obóz koncentracyjny, pierwsza komora gazowa, tutaj odbywała się eksterminacja polskiej inteligencji. Sięgnęłam po Poznań, dlatego że tutaj mieszkam i dlatego że brakowało mi książek o Poznaniu z tamtego okresu. Chciałam osadzić bohaterów w moim mieście, ale gdy zaczęłam się w to zagłębiać, zorientowałam się, że to nie jest wcale takie łatwe. Moja dotychczasowa wiedza była niewystarczająca do stworzenia książki. Gdy zobaczyłam, jak funkcjonował tu ruch oporu – bardzo ciężko i bardzo cicho – to przez chwilę nie wiedziałam nawet, czy będę miała wystarczający materiał. Niektórzy twierdzą teraz, że w „Dziewczynie z konspiracji” jest tej konspiracji za mało. Też mam takie odczucie... Nie zgadzam się, ponieważ konspiracja w tej książce jest pokazana wielowymiarowo. Wanda trafia do grupy operacyjnej „Orzeł” i tam mamy typowe działania, takie jak podsłuchiwanie, grypsy czy inwigilowanie Niemców w hotelu Bazar. Ale konspiracja to także tajne komplety, gdzie dzieci uczyły się być Polakami, co było niezwykle ryzykowne. Wanda ryzykowała życiem swoim, Klementyny i tych dzieci. Ukrywanie Jurka to też jest konspiracja – i to bardzo odważna, bo wiedziała, że jeśli Friedrich ich znajdzie, zginą oboje. My w Poznaniu nie mieliśmy wielkiego pola manewru. Oczywiście były akcje dywersyjne, ale nie
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz