SUKCES PO POZNAŃSKU 4/2026

| KWIECIEŃ 2026 78 | Z KULTURĄ było to nic spektakularnego. W Poznaniu była bardzo trudna sytuacja i myślę, że Wanda nie mogła zrobić więcej. Nawet sytuacja z Friedrichem, który chciał ją jako gosposię, wymusiła na niej zakończenie działań w hotelu Bazar, ale przecież ona jeszcze w hotelu Kaiserhof w Niemczech zrobiła całą serię zdjęć i tam się spotkała z łączniczką Armii Krajowej. Cały czas działała. Bardzo mocno zarysowała Pani dwie postaci niemieckich oficerów. Kurt to zdecydowany oprawca, natomiast z Friedrichem von Hellerem miałam bardzo duży problem. Wiedziałam, że chcę, aby pojawił się ważny człowiek z Berlina, który mógłby tutaj zadziałać w tej historii. Jednak kiedy on już się pojawił, nie wiedziałam, jak to się ułoży i że stanie się on osią tajemnicy dotyczącej Wandy. Z jednej strony Friedrich wydawał mi się oprawcą, a z drugiej – pewnego rodzaju ratunkiem. Był szarmancki, bo był arystokratą. Ale szarmanckość mężczyzny wcale nie oznacza, że nie będzie on oprawcą. Był na pewno bardzo poukładanym mężczyzną i ta cała jego samokontrola zachwiała się przy Wandzie. Dlatego on ją pokochał, bo to była jedyna kobieta, nad którą nie miał kontroli, a bardzo chciał ją mieć. Ona o niego nie zabiegała, ciągle mu się wymykała. Czyli pisząc książkę, nie miała Pani żadnego sztywnego konspektu? Nie mam konspektu. Po prostu piszę i sama się zaskakuję. Nic nie spisuję wcześniej, choć czasami notuję pojedyncze hasła, żeby nie umknęły mi jakieś detale, na przykład: dom, nauczanie. Jednak nie robię żadnych scenariuszy, bo to by zabijało moją wenę. Wyjątkiem był rozdział Leona, który spisałam w całości w nocy. To było dla mnie szokujące, że pisałam takie słowa. To była druga lub trzecia rano. Wzięłam notes, długopis i po prostu to spisałam. Miałam wrażenie, jakby Leon do mnie przyszedł. Nie umiem tego racjonalnie wytłumaczyć. Przed napisaniem tej książki odwiedzałam groby w lasach Palędzko-Zakrzewskich. Czułam tam ich obecność i to bardzo mocno ze mną rezonowało. W którym momencie zrodziła się historia o tym, że Wanda jest dzieckiem adoptowanym? Nie było to przemyślane na początku. Musiałam jednak dojść do jakiegoś wniosku, analizując postać Janiny, matki. Nie mogła być taka bez powodu – nie odrzuca się dziecka bez przyczyny. Myślałam o zdradzie, ale ostatecznie sama siebie zaskoczyłam i poszłam w stronę, która otworzyła nowe wątki. Najważniejsze jest to, że kiedy Wanda dowiaduje się o swojej niemieckiej krwi, wcale nie zmienia swojego systemu wartości. Miała wiele wyjść, które podsuwał jej Friedrich, mogła mieć wszystko, a jednak pozostaje nieugięta. Tutaj dotykamy sedna: czym jest dla nas ojczyzna i czym kierujemy się w życiu. – Nie powinniśmy oceniać Wandy ani ludzi z tamtych czasów. Nie mamy do tego prawa. Żyjemy w innym świecie, bardzo wygodnym, przesyconym wszystkim – dobrami, pieniędzmi. Mamy nadmiar. Nie doceniamy wolności, którą mamy, i nie możemy oceniać tych, którzy kiedyś nie mieli wyboru, albo decydowali tak, a nie inaczej. Kiedy zdecydowała Pani: „będę pisarką”? Taka myśl kiełkowała we mnie od paru lat. Poważnie zaczęłam o tym myśleć po urodzeniu syna, kiedy ma-

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz