SUKCES PO POZNAŃSKU 12/2025

| GRUDZIEŃ 2025 Poznańskie Chartowo, blok z wielkiej płyty przy os. Rusa 13. To tam, w niewielkim serwisie na parterze budynku każdego dnia rzemiosło przeplata się ze sztuką. Swój warsztat ma tam Henryk Łukaszewski, multiinstrumentalista, który pomaga instrumentom dętym odzyskać ich właściwe brzmienie. rozmawia: Marta Maj | zDJĘCIa: Artur Kosonowski Instrumenty są jak kobiety Ruch u Pana jak na dworcu. To prawda, lata lecą, a klientów nie ubywa. To świadczy o Pańskim fachu. Tak mówią. Nie lubię się chwalić, ale faktycznie, klienci zjeżdżają do mnie z całej Polski, a nawet i zza granicy. To jak zaczęła się Pana historia z naprawą instrumentów? Tak naprawdę napraw by nie było, gdybym sam latami nie grał. Naukę gry zacząłem od akordeonu, gdy miałem osiem lat. Zacząłem uczyć się w szkole muzycznej, więc nauczyłem się też grać na innych instrumentach. A że zawsze miałem zdolności i muzyczne, i techniczne, to dostałem się jednocześnie do szkoły muzycznej w Poznaniu i do technikum mechanicznego we Włocławku. Wybrałem szkołę muzyczną. Już w czasie nauki zdarzało się, że wystarczyło, że wziąłem do ręki czyjś instrument, który wymagał drobnej naprawy, a już wiedziałem, co trzeba z nim zrobić. Czyli najpierw była muzyka, a potem rzemiosło? Dokładnie tak. Już na studiach pracowałem – grałem w operetce. Później od 1975 r. przez 35 lat byłem pierwszym klarnecistą w Filharmonii Poznańskiej, ale oprócz etatu, działałem w domu, naprawiałem instrumenty kolegom po fachu. Przez długi czas działałem równolegle. Kiedy nie byłem w filharmonii, w kuchni, na czwartym

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz