SUKCES PO POZNAŃSKU 12/2025

| GRUDZIEŃ 2025 26 | warte poznania że mogą iść do innego serwisu, jeśli zależy im na czasie. Na szczęście mimo to wracają. Kto przychodzi najczęściej? Zawodowi instrumentaliści, uczniowie szkół muzycznych czy może jeszcze ktoś zupełnie inny? Często odwiedzają mnie nauczyciele gry – przychodzą z instrumentami swoimi lub swoich uczniów. Zdarzają się też instrumentaliści, którzy żyją z koncertowania. Każdy z nich ma swój jeden instrument, do którego jest przyzwyczajony. Nie może go zmienić na inny, bo na każdym nieco inaczej się gra. Jest wprawdzie pewna norma i wprawny instrumentalista poradzi sobie, ale mimo to instrument albo się czuje, albo nie. Niektórzy mówią, że któryś konkretny model „nie leży im pod palcami”. To bardzo częste. Ja porównuję instrumenty do kobiet. Mogą być do siebie podobne, ale każda jest wyjątkowa i nie można ich podmienić. Skoro muzycy przywiązują się do instrumentów, to w takim razie zdarzają się pewnie egzemplarze wiekowe, które przechodzą z rąk do rąk w jednej rodzinie przez całe pokolenia? Tak, i nieraz są one trudne w naprawie, jeśli chcę, żeby grały idealnie. Lata eksploatacji robią swoje. Więc te instrumenty „z duszą” wcale nie są w mojej ocenie tak doskonałe, jak często traktują je ich właściciele. Jeśli to egzemplarze dobrej firmy, jestem w stanie sprawić, by nawet najbardziej wiekowe instrumenty grały bardzo dobrze. Ale zdarzają się takie, które niosą za sobą długą historię, a brzmienie pozostawia niestety wiele do życzenia. To trochę jak z autem – są takie, które zostają w rodzinach na lata, przywołują wspomnienia, ale nie pojadą jak nowe auto z salonu i ich naprawa też wymaga szczególnych zdolności. Oprócz naprawy zajmuje się Pan również sprzedażą instrumentów. Może na pierwszy rzut oka tego nie widać, ale ten serwis to też magazyn, w którym znajdują się liczne instrumenty. Czasami przyjeżdżają do mnie rodzice z dziećmi, które uczą się gry i chcą kupić własny egzemplarz. Pojawiają się też nauczyciele szukający instrumentów dla uczniów. Czasami wyjeżdżamy z żoną na festiwale, np. muzyki jazzowej, i tam wystawiamy się jako sprzedawcy. Wtedy ten zbiór, który mam na sprzedaż, prezentuje się naprawdę solidnie. Wspomniał Pan kilkukrotnie o rodzinie. Żona i dzieci podzielają miłość do muzyki? Och, tak. Gramy w zespole SHALOM, w którym jestem akordeonistą. Córki i wnuki wystąpiły ze mną i żoną na płycie z muzyką klezmerską. Jedna z córek jest zresztą znakomitą flecistką, czasem proszę ją nawet o sprawdzenie brzmienia fletu po naprawie. Teraz jest studentką wokalistyki jazzowej na Akademii Muzycznej w Poznaniu, mimo że skończyła studia na kierunku zupełnie niezwiązanym z muzyką. Młodszy wnuk uczy się w szkole muzycznej, a trochę starszy jest już młodym doktorem habilitowanym na Akademii Muzycznej. A czy naucza Pan też naprawy instrumentów? Tak, zdarza się. Jak długo trzeba zatem uczyć się fachu, żeby móc otworzyć własny serwis? Rok wystarczy? Rok to na pewno za krótko, nie ma szans, żeby w tak krótkim czasie nauczyć się tego rzemiosła. Potrzeba lat, a to, ilu dokładnie, zależy od wielu czynników. Nie jest to jednak z pewnością zawód, do którego wystarczą narzędzia i sama umiejętność gry na instrumentach. Duże firmy produkujące instrumenty organizują wprawdzie kursy, na których szkolą przyszłych serwisantów, ale sam kurs nie wystarczy. Potrzeba lat praktyki. Naprawia Pan instrumenty, sprzedaje je, gra Pan w zespołach muzycznych. To sporo jak na emeryturę. Sporo, ale to jeszcze nie wszystko. Oprócz tego, że gram na instrumentach, to jeszcze uczę tego innych. Obok domu mam teraz wybudowane pomieszczenie, do którego miałem przenieść warsztat na emeryturze. Jednak zostałem tu, na Chartowie, a koło domu mam salon muzyczny, w którym gram ja i członkowie mojej rodziny. Czy w tym natłoku obowiązków ma Pan czas na urlop? Tak, ale nie mogę pozwolić sobie na długie wakacje, bo muszę wracać do codzienności. Zawsze są tu instrumenty do naprawy, jest co robić. Każda moja nieobecność wydłuża kolejkę. Nie mogę też pozwolić sobie na dłuższe chorowanie, bo klienci i koncerty czekają. Zapytam więc na koniec, czy wyobraża Pan sobie życie bez grania? Odpowiem krótko: nie. Nie ma takiej możliwości. Dziękuję za rozmowę. z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz