| GRUDZIEŃ 2025 poziom wyżej | 55 Zewsząd bombardują nas hasła o podsumowaniach. Magazyny, media społecznościowe, a nawet rozmowy przy kawie – wszystko zdaje się krzyczeć: „Sprawdź! Oceń! Co osiągnąłeś? Czy to był dobry rok?”. I tak siadamy z tym naszym wewnętrznym, surowym recenzentem, który z zapałem godnym lepszej sprawy wyciąga czerwony ołówek. Podkreśla każdą chwilę zwątpienia, każdą sytuację, w której zabrakło nam sił, każdą obietnicę daną sobie w styczniu, która gdzieś po drodze rozpłynęła się w natłoku spraw. A gdyby tak w tym roku zrobić inaczej? Gdyby zamiast surowej lustracji, zafundować sobie rytuał? Rytuał zamykania roku pełen czułości, zrozumienia i łagodności. Nie po to, by wystawić sobie ocenę, ale by pożegnać stary rozdział z wdzięcznością i spokojem, robiąc miejsce na to, co ma nadejść. Bez poczucia winy. Bez wyrzutów sumienia. Z głębokim przekonaniem, że byliśmy wystarczający w każdej sekundzie minionych dwunastu miesięcy. Dlaczego grudzień uruchamia mechanizm samooskarżania? Koniec roku to społecznie ustanowiony moment „podsumowania”. W mediach pojawiają się rankingi, zestawienia, listy osiągnięć. Influencerzy chwalą się sukcesami, znajomi publikują roczne fotomontaże pełne uśmiechów i egzotycznych podróży. Wszędzie wokół słychać pytanie: „A Ty co osiągnąłeś w tym roku?”. To pytanie niesie ze sobą ukryte założenie: rok ma wartość tylko wtedy, gdy coś w nim osiągnąłeś. Coś mierzalnego, widocznego, godnego pokazania. Dla osoby wysoko wrażliwej, która i tak ma tendencję do nadmiernej samooceny, ten społeczny przekaz może być druzgocący. Bo wrażliwy umysł nie tylko odbiera te komunikaty – on je internalizuje, mnoży, pogłębia. Co właściwie znaczy „udany rok”? Zanim w ogóle zaczniesz podsumowywać, warto zadać sobie fundamentalne pytanie: według jakich kryteriów oceniasz rok? Czyje standardy stosujesz? Bo często okazuje się, że rozliczamy się nie z własnych celów, lecz z wyobrażeń narzuconych przez otoczenie, kulturę, media społecznościowe. „Udany rok” w dominującym społecznym dyskursie to rok pełen osiągnięć, zmian, postępu. Awans w pracy, nowa relacja, podróże, zakup mieszkania, spektakularne zmiany. Ale co, jeśli Twój rok był po prostu zwykłym rokiem? Bez większych osiągnięć? Albo rokiem przetrwania? Rokiem, w którym zmagałeś się z kryzysem zdrowotnym, trudnościami w rodzinie, wypaleniem zawodowym? Dla osób wysoko wrażliwych przetrwanie w świecie, który często jest za głośny, za szybki, za intensywny, to rzeczywisty sukces. Ale ten sukces nie jest mierzalny, nie da się go opublikować na Instagramie, nie zmieści się w sylwestrowej rozmowie przy lampce wina. Dlatego go pomijamy. A powinniśmy go celebrować. Może Twój rok był rokiem, w którym nauczyłeś się stawiać granice. Nie wziąłeś tego dodatkowego projektu, który by Cię wykończył. Powiedziałeś „nie” rodzicowi, który zawsze oczekiwał bezwarunkowego posłuszeństwa. To gigantyczna zmiana – ale niewidoczna dla kogoś z zewnątrz. A może to był rok, w którym zacząłeś zauważać swoje wzorce. Zrozumiałeś, dlaczego zawsze bierzesz na siebie za dużo. Dostrzegłeś, skąd bierze się Twój perfekcjonizm. Żadnego spektakularnego przełomu, żadnej transformacji – ale fundamentalna praca wewnętrzna, która kiedyś zaowocuje. Udany rok to nie jest rok pełen osiągnięć. Udany rok to rok, w którym byłeś ze sobą – nawet jeśli czasami było Ci ze sobą trudno. Przeżycia zamiast osiągnięć Gdy zaczynasz myśleć o zamknięciu roku, zamiast pytać „Co osiągnąłem?”, spróbuj zapytać: „Co przeżyłem?”. To łagodna, ale fundamentalna zmiana perspektywy. Osiągnięcia są zewnętrzne, mierzalne, porównywalne. Przeżycia są wewnętrzne, subiektywne, Twoje. Co Cię poruszyło w tym roku? Które rozmowy zostały z Tobą na długo? Jakie książki, filmy, spotkania wpłynęły na Twój sposób myślenia? Które momenty sprawiły, że poczułeś się żywy – nawet jeśli nie były przyjemne, nawet jeśli były bolesne? Dla osoby wysoko wrażliwej te pytania otwierają zupełnie inną przestrzeń. Bo wrażliwość to nie tylko wyzwanie – to także dar głębokiego przeżywania. Być może w tym roku przeżyłeś rzeczy, których inni nawet nie zauważyli. Zobaczyłeś piękno w drobnych chwilach – w porannym świetle na ścianie, w uśmiechu obcego człowieka w autobusie, w smaku kawy, którą piłeś sam. To nie są osiągnięcia w tradycyjnym sensie, ale to jest życie. Prawdziwe, autentyczne, Twoje. Możesz też zapytać: „Czego się o sobie dowiedziałem?” Może odkryłeś, że jesteś silniejszy niż myślałeś. Albo bardziej wrażliwy – i to wcale nie jest słabość. Może zrozumiałeś, że potrzebujesz więcej samotności niż większość ludzi. Albo że Twoja empatia, choć czasem bolesna, jest darem dla ludzi wokół Ciebie. Stwórz sobie przestrzeń na rytuał Zacznij od stworzenia sobie swojego miejsca. Miejsca tylko dla Ciebie, w którym poczujesz się bezpiecznie i swobodnie. Może to będzie Twój ulubiony fotel, miękki koc i kubek parującej herbaty w dłoniach. Może kącik w pokoju, gdzie światło lampy tworzy ciepłą, bursztynową
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz