| GRUDZIEŃ 2025 poziom wyżej | 59 Io niej dziś opowiem. To będzie opowieść o tym, jak człowiek od wieków pragnie nadać sens przejściu między starym a nowym, jak celebruje moment graniczny i jak szuka w nim nadziei na lepsze jutro. Zanim styczeń stał się początkiem Od tysięcy lat ludzkość nadaje szczególne znaczenie przejściu ze starego cyklu w nowy, choć data tego przejścia zmieniała się wielokrotnie, a sposoby celebracji ewoluowały od pogańskich rytuałów po współczesne miejskie zabawy. Dziś noc z 31 grudnia na 1 stycznia jest pełna hałasu, śmiechu, szampana i fajerwerków. Ale zanim ktokolwiek pomyślał o sylwestrowych balach i szampanie, nasi słowiańscy przodkowie świętowali nowy cykl życia zupełnie inaczej – na wiosnę, gdy natura budziła się ze snu. Wierzyli, że Matka Natura wraz z nadejściem wiosny odradza się, by przyjąć nasiona, a słońce przybiera na sile, by dać roślinom moc do wzrostu. Prawdopodobnie było to około 9 marca, choć istnieją przypuszczenia, że świętowano też ok. 20 marca – w czasie równonocy wiosennej. Wszystko zależało od cyklu wegetacyjnego i rozpoczęcia prac polowych, więc daty były ruchome i różne także w poszczególnych wioskach. Gdy Słowianie witali zwycięstwo słońca Z czasem jednak najważniejszym momentem w roku stały się Szczodre Gody – święto przesilenia zimowego przypadające około 21–22 grudnia, trwające nawet kilkanaście dni. Dla Słowian był to czas celebrowania zwycięstwa światła nad ciemnością. Ubywało nocy, przybywało dnia, co niosło ze sobą nadzieję lepszego jutra. To właśnie ten okres – czas przejściowy między starym a nowym – był momentem kulminacji magicznych praktyk i rytuałów odrodzenia. Gody poświęcone były Welesowi – bogu magii, wiedzy, bogactwa i bydła. Pod nakryciem stołu rozścielano słomę lub siano, aby obłaskawić opiekuna rodziny oraz bóstwa zboża i pól – demona Siema (nazywanego też Rgiełem). W pierwszy wieczór, zwany Szczodrym Wieczorem, dzieci obdarowywano drobnymi prezentami oraz tzw. szczodrakami, czyli plackami pieczonymi w kształcie zwierząt. Przez cały czas Godów ludzie łamali i dzielili się chlebem i wróżyli z pogody, a każdy kolejny dzień zwiastował poszczególny miesiąc roku. Przeniesienie początku roku na styczeń nie wymazało tych zwyczajów – wtopiły się one w chrześcijańskie obchody Bożego Narodzenia i Nowego Roku, tworząc unikalną mieszankę sakralną i ludową, którą kultywujemy do dziś. Niestety nie znamy dokładnych dat świąt słowiańskich i ich nazw, bo antyczni Słowianie nie posiadali swojego alfabetu i nie spisywali swoich zwyczajów. Są one przedmiotem nieustających dyskusji naukowych. Wiele informacji pochodzi z rekonstrukcji opartych na źródłach pisanych już po chrystianizacji oraz z późniejszych zwyczajów ludowych. Innymi słowy – to, co „wiemy” o noworocznych zwyczajach, to domysły oparte na ludowej pamięci i chrześcijańskich zapisach. Papieskie rewolucje Chrześcijaństwo przyniosło nowy porządek – choć początkowo dość chaotyczny. W średniowiecznej Europie nowy rok zaczynał się w różnych momentach: 25 grudnia, 25 marca, czasem nawet w Wielkanoc. Ostateczna decyzja o przyjęciu 1 stycznia jako Nowego Roku zapadła we Francji w 1564 roku za sprawą króla Karola IX, ale dopiero kalendarz gregoriański, wprowadzony przez papieża Grzegorza XIII w 1582 roku, ustandaryzował ten fakt. Polska przyjęła reformę stosunkowo szybko, choć tradycyjni rolnicy długo jeszcze trzymali się starych dat – bo czy kalendarz papieża mówi pszenicy, kiedy ma kiełkować? Warto tu zwrócić uwagę, że 1 stycznia jako dzień nowego roku funkcjonował dużo wcześniej – w 45 r. p.n.e. przez Juliusza Cezara, a nazwa miesiąca (łac. Ianuarius) pochodzi od boga Janusa – dwulicego bóstwa patrzącego jednocześnie w przeszłość i przyszłość. Jaki Nowy Rok, taki cały rok Coś głęboko zabobonnego, a zarazem wciąż żywego siedzi w polskiej duszy – przekonanie, że słowa mają moc. W tradycji ludowej wierzono, że „jaki Nowy Rok, taki cały rok”, dlatego przywiązywano ogromną wagę do tego, co się robi, kogo się spotyka i jak się zachowuje pierwszego dnia nowego roku. Obowiązywało wczesne wstawanie i mycie się w zimnej wodzie, na dnie której kładziono srebrną monetę – to miało zapewnić zdrowie i piękno przez cały rok. Ostatniego dnia roku nie wolno było już sprzątać, aby nie „wymieść” nadchodzącego szczęścia. W domach musiała być świeża woda i płonąć ogień – symbole pomyślności i bogactwa. Niezwykle istotny był zwyczaj kolędowania. Pierwotnie wiązało się to głównie z odwiedzaniem się i śpiewaniem radosnych pieśni, ale z czasem przerodziło się w zabawę – kolędnicy przebierali się za turonia, kozy, kobyłki lub w charakterystyczne postacie: Dziada, Babę czy Diabła. Na Żywiecczyźnie praktykowano zwyczaj „dziadów” – hałaśliwych grup przebierańców, które odwiedzały zabawy i domy, zbierając kolędę w zamian za występy i życzenia. Za zbyt skromny datek gospodarzowi należała się kara w postaci psot. Szczególnie charakterystyczny był zwyczaj obsypywania się owsem na znak dobrych plonów, z życzeniami: „na szczęście, na zdrowie, na ten Nowy Rok, aby was nie bo-
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz