SUKCES PO POZNAŃSKU 12/2025

| GRUDZIEŃ 2025 86 | z kulturą W rajdach pojazdów zabytkowych są także specjalne parady piękności, w których liczą się stroje z danej epoki kierowcy i pasażerów. Jak udaje się Wam utrzymać taką autentyczność? LM: Ubiór jest częścią rajdu i elementem Konkursu Elegancji, musi być adekwatny do rocznika auta. To wymagało ode mnie ogromnego zaangażowania w poszukiwanie wiedzy na temat mody lat 20. i 30. XX wieku. Trafiłam do pani, która jest krawcową w Teatrze Polskim w Poznaniu i ma oryginalne katalogi „Vogue’a” z tamtych lat. Wystylizowała nas tak, żebyśmy byli spójni z naszymi fordami. To jest pełne zaangażowanie rodziny. Nawet dzieci biorą w tym udział. To także jest pasja Państwa syna i córki? LM: Oczywiście! To jest rodzinny styl życia. Nasz syn jeździł z Piotrem od najmłodszych lat i choć teraz, jako 19-latek, towarzyszy nam rzadziej, nadal jest fanem motoryzacji, ale już jako kierowca. Córka, mająca 12 lat, jest często pilotem. To nasze rodzinne zaangażowanie i chęć podzielenia się tą pasją były kluczem do sukcesu projektu „Auto po Babci” na pierwszych targach Retro Motor Show w 2016 roku, gdzie w stylizacjach z epoki organizowaliśmy słynne retropotańcówki. Wciągnęliśmy do tego też znajomych i przyjaciół, ale również odwiedzających nasze stoisko. Ta pasja jest zaraźliwa. Od retropotańcówek do Mistrzostw Polski Pojazdów Zabytkowych Polskiego Związku Motorowego. Jesteście czterokrotnymi mistrzami Polski. Co jest najtrudniejsze w rajdach pojazdów zabytkowych? PM: Czterokrotnie z rzędu jesteśmy Mistrzami Polski Pojazdów Zabytkowych w kategorii samochody pre-1945. To najwyższa ranga w kraju. Cały cykl mistrzostw składa się z kilku rund i to głównie na południu Polski, co jest ogromnym wyzwaniem logistycznym. Mierzymy się z próbami oceny techniki jazdy, sportowymi, wiedzą z historii motoryzacji czy bezpieczeństwa ruchu drogowego, jazdą na regularność i precyzją odczytu itinerera. LM: Ja jako pilot, ten „typ papierowy”, muszę pilnować zegarka, stoperów i czytać książkę rajdową. To wymaga analitycznego umysłu i precyzji. Jestem w rajdach bardziej zorganizowana, poukładana, mąż jest typem bardziej sportowym. Nasz podział ról jest idealny. Córka już jest na tyle dokładna i spostrzegawcza, że zaczyna mnie zastępować w rajdach lokalnych. Od kiedy była malutka, jeździła z nami na rajdy i obserwowała wszystko. Bardzo szybko też połknęła bakcyla i nauczyła się czytać mapy i notatki. Jest w tym naprawdę dobra. Gdzie w tym wszystkim miejsce na sportową jazdę? Wszak zaczynał Pan od 400-konnych aut. PM: To jest męska natura! Choć z 400 KM przesiadłem się na 40 KM, na próbach sportowych ta walka o każdą sekundę, o każdy metr jest nadal obecna. Oczywiście staram się jeździć bezpiecznie, ale jak tylko gaśnie światło startowe, odzywa się we mnie duch Toru Poznań! Wiemy, że zyskanie sekundy czy dwóch niewiele daje w klasyfikacji generalnej, ale ta chęć bycia najlepszym w klasie... jest po prostu silniejsza (śmiech). Raz za kierownicą, a raz z rajdową flagą startową – nie tylko jesteście zawodnikami podczas rajdów, ale również sami je organizujecie. PM: Zgadza się. Rola komandorów jest również ekscytująca i wciągająca. Wymaga sporo poświęconego czasu i zaangażowania, bo organizację rajdów często zaczyna kilka miesięcy wcześniej, ale radość uczestników i owacje na stojąco na Balu Komandorskim wynagradzają cały trud. LM: W tym roku podjęliśmy się organizacji Jesiennego Rajdu Pojazdów Zabytkowych z „Autem po Babci” na Pojezierzu Międzychodzko-Sierakowskim. Każdą wolną chwilę objeżdżaliśmy trasę, wymyślając zadania, dogrywając miejsca, które warto pokazać

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz