SUKCES PO POZNAŃSKU 05/2026

| MAJ 2026 WARTE POZNANIA | 21 To całe szaleństwo tak naprawdę wyszło tylko i wyłącznie z książek – te słowa na otwarciu brzmiały jak policzek wymierzony cyfrowej rozrywce. W cieniu Biblioteki Raczyńskich, tam gdzie zwykle króluje powaga historycznych woluminów, dziś słychać pisk zachwytu i tupot małych stóp. Kiciokociolandia to nie jest kolejna sala zabaw z plastikowymi kulkami i zmęczoną obsługą. To pierwsza w Polsce próba zmaterializowania literackiego fenomenu na taką skalę, gdzie każde „Miau!” ma swoją wagę, a każda ściana opowiada historię, którą miliony dzieci znają z wieczornych rytuałów. Zjawisko jest bezprecedensowe: oto w kraju, w którym statystyki czytelnictwa od lat wywołują smutek, rodzi się imperium zbudowane na papierze, kleju i prostej, czarnej kresce. Poznań stał się epicentrum tego trzęsienia ziemi, przyciągając rodziny z najdalszych zakątków kraju, gotowe przejechać setki kilometrów, by przez godzinę pożyć w świecie małej, białej kotki. MATKA BOSKA OD SPRAW CODZIENNYCH: KIM JEST ANITA GŁOWIŃSKA? Zanim Anita Głowińska zaczęła „trząść” polskim rynkiem wydawniczym, jej światem była cisza konserwatorskich pracowni. Absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych na toruńskim UMK, specjalistka od ratowania dawnego malarstwa i rzeźby polichromowanej, wniosła do świata dziecięcej ilustracji warsztatową pokorę i niemal chirurgiczną precyzję. Ta artystyczna dyscyplina, wymagająca szacunku do każdego milimetra materii, stała się jej fundamentem, gdy zaczęła kreślić grubą linią postać Kici Koci. Jednak ta bohaterka nie powstała z akademickiego chłodu czy chłodnej kalkulacji rynkowej. Powstała z najczystszego rodzaju „szaleństwa” – macierzyństwa, które przewartościowuje wszystko. Anita Głowińska na co dzień dzieli swój czas między twórczą izolację w Gdańsku a współpracę z mężem przy projektowaniu plakatów i opakowań. To artystka totalna, która potrafi przejść od konserwacji zabytków do projektowania logotypów banków, ale to Kicia Kocia stała się jej opus magnum. – Przepraszam, że nie odpowiem wprost na to pytanie, kiedy uświadomiłam sobie, że moja bohaterka jest wielka. Ja po prostu do dziś w to nie wierzę. Przecież ona miała nie wychodzić poza próg mojego domu. Ona była stworzona dla moich własnych dzieciaczków, bo ja po prostu oszalałam na ich punkcie i chciałam wypełnić ich świat czymś dobrym – mówi Anita Głowińska, a w jej oczach widać blask, który sugeruje, że wciąż czuje się bardziej mamą rysującą dla swoich „człowieków” niż autorką narodowego bestsellera. Dziś Anita Głowińska to żyjąca legenda, choć przed tym mianem ucieka z niemal dziecięcą skromnością. Pytana o to, jak czuje się jako autorka, która doczekała się własnego muzeum, zawiesza głos, jakby szukała słów, których nie ma w żadnym słowniku: – Jestem szczęśliwa, ale to jest ewenement. Brakuje mi słów, bo nie marzyłam o tym na samym początku. Kiedy Kicia Kocia zaczęła być coraz bardziej znana i rzeczywiście ten sukces czułam już na swoich ramionach,

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz