SUKCES PO POZNAŃSKU 05/2026

| MAJ 2026 22 | WARTE POZNANIA pojawiały się myśli: „A może powstanie takie miejsce? Kiciokociolandia?”. Ale fakt, że to się stało właśnie tutaj, w Poznaniu, w tak cudownym sąsiedztwie biblioteki i muzeów... to jest niebywałe. Słuchajcie Państwo, naprawdę jestem szalenie wzruszona i brakuje mi po prostu słów. No, dokładnie tak. Także naprawdę jestem absolutnie szczęśliwa. Zdecydowanie... nie marzyłam o tym na samym początku. POZNAŃ GRA VA BANQUE. STRATEGIA „DŁUGIEGO OGONA” SUKCESU Jeśli Anita Głowińska jest sercem tego projektu, to Jan Mazurczak, dyrektor Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej (PLOT), pełni tu rolę strategicznego sternika. Jan Mazurczak to człowiek, który o turystyce myśli w kategoriach emocji i liczb, a te w przypadku Kici Koci są bezlitosne dla konkurencji. Nie owija w bawełnę – wie, że Poznań właśnie zyskał „atomową” atrakcję, która przemodeluje ruch turystyczny w regionie. Podczas otwarcia dyrektor Mazurczak sypał spostrzeżeniami jak z rękawa, analizując rynek z precyzją chirurga. Dla niego Kicia Kocia to nie tylko bajka – to potężny magnes społeczny: – To jest ponad 20 milionów sprzedanych książeczek. To jest już całe grono wyznawców. Kilkanaście lat istnienia serii oznacza, że mamy już dwa pokolenia dzieciaków wychowanych na tych historiach. Nie mam żadnych wątpliwości: jak tylko usłyszałem i zobaczyłem koncepcję, wiedziałem, że to będzie jedno z najpopularniejszych miejsc. Pojawi się tutaj sporo tych najmłodszych dzieci, ale to także będzie jeden z głównych pretekstów do przyjazdu do Poznania i zorganizowania sobie tutaj całego pobytu. My od lat stawiamy na promocję turystyki rodzinnej. Ona świetnie uzupełnia ofertę biznesową, którą mamy w Poznaniu, konferencyjną i kongresową. I jestem przekonany, że tutaj w weekend będzie naprawdę ciężko o wolne miejsce. Co istotne, miasto nie wydało na ten projekt ani złotówki z budżetu, co dyrektor przyznaje z rozbrajającą szczerością, podkreślając jednocześnie siłę prywatnej inicjatywy wydawnictwa Media Rodzina i wizję Anity Głowińskiej: – Stosunkowo późno się dowiedzieliśmy o tej inicjatywie. Natomiast wspieramy to całym sercem. To, co tu powstało, to nasza „oferta długiego ogona” – Rogalowe Muzeum Poznania, Muzeum Czekolady, Muzeum Pyry, Muzeum Dawnego Poznania. Mnóstwo atrakcji, ale żadna nie jest jeszcze przesadnie zatłoczona. To nasz znak rozpoznawczy: u nas nie stoisz w kolejkach, u nas przeżywasz. I ja jestem przekonany, że to nie jest wszystko, bo tak od dwóch lat bijemy rekordy, jeśli chodzi o przyjazdy turystów w weekendy. Ten rok pewnie będzie jeszcze lepszy od poprzedniego. ANATOMIA ZACHWYTU: CO DZIECI ROBIĄ W KICIOKOCIOLANDII? Wchodząc do Kiciokociolandii, wchodzisz do świata, gdzie grawitacja literacka działa inaczej. Tu nie ma „zakazu dotykania”. Przeciwnie – cała przestrzeń została zaprojektowana tak, by dzieci mogły „doczytać” te historie wszystkimi zmysłami. To nie jest zwykła sala zabaw – to scenografia życia codziennego, która dla trzylatka jest polem bitwy i placem największych odkryć. Atrakcje zostały rozplanowane z dbałością o każdy szczegół graficzny. W kuchni Kici Koci, która wygląda dokładnie tak, jak na kartach książek Anity Głowińskiej, dzieci mogą poczuć się sprawcze. Otwierają szafki, „gotują” z ulubioną bohaterką, oswajają domowe czynności, które w książkach są podniesione do rangi rytuału. Dalej jest pokój Nunusia – królestwo mniejszego brata, gdzie każdy przedmiot został przeskalowany tak, by maluch poczuł się u siebie. Ale to dopiero początek. Jest gabinet lekarski, gdzie strach przed białym fartuchem znika w sekundę, gdy pacjentem staje się pluszowa kotka. Jest straż pożarna, policja – wszystkie te zawody, które w świecie Kici Koci

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz