| MAJ 2026 WARTE POZNANIA | 23 są lekcją empatii i pomocy. Dzieciaki szaleją w strażackim wozie i oswajają role społeczne. Wszystko jest wykonane z certyfikowanych, naturalnych materiałów przez polskich projektantów, co dodaje miejscu sznytu premium. Joanna Nowakowska z wydawnictwa Media Rodzina, która od początku czuwała nad procesem materializacji tego świata, podkreśla edukacyjny wymiar projektu: – Zainteresowanie i zaangażowanie dziecka w naukę poprzez zabawę jest kluczowe. W znajomej przestrzeni dziecko czuje się pewnie. To sprzyja samodzielności i koncentracji. Chcemy, by Kicia Kocia pomagała dzieciom się rozwijać, rozumieć świat i relacje. To nie jest rozrywka dla samej rozrywki, to kontynuacja nauki czytania świata. Przekłada się na lepszą koncentrację, większą samodzielność i chęć do nauki poprzez zabawę. Wydawnictwo, będące organizatorem projektu, zadbało o to, by każda sala była przedłużeniem opowieści, którą dzieci znają z wieczornego czytania z rodzicami. Atrakcje dopełnia Małe Kino, w którym puszczane są animacje oparte na serii, ale to nie ekran jest tu magnesem. To możliwość wejścia w interakcję z materialnym światem kotki. System biletowy online pozwala na komfortowe zwiedzanie, eliminując największą zmorę rodziców – niepewność i tłok. CZUŁOŚĆ JAKO STRATEGIA RYNKOWA: „DZIECKO NAS WSZYSTKICH” W świecie agresywnego marketingu, gdzie sukces mierzy się klikalnością i tempem montażu, Anita Głowińska i Media Rodzina proponują coś rewolucyjnego: czułość i spokój. To słowo autorka odmieniała przez wszystkie przypadki podczas otwarcia, dziękując zespołowi za to, że pozwolili jej bohaterce dojrzewać bez presji rynkowych trendów: – Słuchajcie Państwo, naprawdę jestem szalenie wzruszona i brakuje mi po prostu tych słów. Nie wiem, mam nadzieję, że dzieci, które będą odwiedzać to miejsce, i mam nadzieję, że rodzice, docenią serducho, które było włożone w stworzenie Kiciokociolandii. Wiem, że wszyscy w wydawnictwie, niezależnie od tego, czym się zajmowali, to po prostu wkładają tam dużo czułości. Pracowali przy Kici Koci, która początkowo była moim dzieckiem, ale w tej chwili jest już dzieckiem nas wszystkich. Was, wydawnictwa... ja po prostu przez tyle lat czułam się absolutnie zaopiekowana. I jako autorka, i bohaterka moich książek była absolutnie zaopiekowana. Dziękuję. Wypowiedzi autorki rzucają światło na to, jak intymny był proces przejścia od domowego szkicownika do muzeum przy Placu Wolności. PRZYSZŁOŚĆ POD ZNAKIEM WIELKICH NADZIEI Sukces muzeum to dla Poznania dopiero początek. Jan Mazurczak, pytany o kolejne kroki miasta w budowaniu oferty rodzinnej, pozostaje tajemniczy, ale pełen optymizmu: – Poznań ma coraz więcej miejsc, które przyciągają turystów. Co chwilę jest coś nowego, coś nietypowego, coś wyróżniającego Poznań spośród innych miast. Ja jestem przekonany, że to nie jest wszystko. Coraz więcej turystów w wakacje, które nagle z niskiego sezonu stały się wysokim, więc wydaje mi się, że tak, to będzie pewnie sukces i jeden z tych pretekstów do przyjazdu. Wiemy o kilku następnych pomysłach, ale poczekajmy. Jestem przekonany, że jeszcze w tym roku o niejednym pomyśle usłyszymy. Dla Anity Głowińskiej przyszłość to przede wszystkim odpowiedzialność przed najmłodszymi. Mimo ogromnego sukcesu, artystka nie traci z oczu tego, co najważniejsze – relacji z czytelnikiem. – Co dalej z Kicią Kocią? Nie wiem. Mam nadzieję, że Kicia Kocia będzie cały czas żywa wśród dzieci, że cały czas będą wydawane i czytane książki i że będę potrafiła cały czas sprostać oczekiwaniom moich małych czytelników. Mam nadzieję, że również rodzice będą doceniać to, co robię. Kicia Kocia z nami zostanie i będzie się tylko i wyłącznie rozwijać. Kiciokociolandia przy Placu Wolności to coś więcej niż punkt na mapie atrakcji. To symbol zwycięstwa lokalnej, polskiej marki nad globalnymi franczyzami. To dowód na to, że mądra książka, tworzona z pasją i szacunkiem do małego odbiorcy, ma moc budowania trwałych więzi i zmieniania krajobrazu całych miast. Jeśli szukacie dowodu na to, że w dzisiejszym świecie wciąż liczy się dobra historia – jedźcie do Poznania. Kicia Kocia właśnie udowodniła, że potrafi nie tylko uczyć mycia zębów, ale też budować imperia radosnych wspomnień. „Miau!” przy Placu Wolności to dziś najgłośniejszy i najmądrzejszy sygnał turystyczny w kraju. Poznań właśnie zyskał serce, które bije w rytmie radosnego odkrywania świata. Jak podsumowuje Jan Mazurczak: „To strzał w dziesiątkę”. A dla milionów rodziców i ich maluchów – to po prostu spełnienie marzeń. z
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz