SUKCES PO POZNAŃSKU 05/2026

| MAJ 2026 4 | Z SUKCESEM SPIS TREŚCI www.sukcespopoznansku.pl ZDJĘCIE NA OKŁADCE: PIOTR PASIECZNY FOTOBUENO 6 | Tomasz Tomkowiak: Kobiety bez granic ZAPOWIEDZI 7 | Ruszyły zapisy do III edycji turnieju Z Orlika na Stadion 8 | Osiem dni, które warto zaplanować. Malta Festival wraca po raz 36 10 | Festiwal Fabuły 2026 8 | Targi nauki NA OKŁADCE 12 | Hörmann Polska: Krzysztof Horała – inżynier z duszą artysty. WARTE POZNANIA 18 | Pod czułym spojrzeniem matki 20 | Eksplozja indygo. Jak kicia kocia „zhakowała” Poznań i dlaczego twoje dziecko i tak cię tam zaciągnie? Z SUKCESEM 24 | Podovia: Rany, które można wyleczyć 28 | Gmina Policzna: Miejsce, które łączy potencjał inwestycyjny z jakością życia ZDROWIE I URODA 30 | MedPolonia: Małe nosy, duże problemy 32 | Zakład Fryzjerski Mariusz Nowacki: Fryzjerstwo się zmienia, pasja zostaje TWÓJ STYL 34 | Posnania DOM I OGRÓD 36 | Polskie Meble: Cloud dancer w twoim domu 38 | Zieleń w mieście GŁOS BIZNESU 42 | KIDP: Akcje zamiast gotówki. Podatkowe atuty programów motywacyjnych 44 | SWGK: Audyt w czasach zmienności ROZWÓJ OSOBISTY 46 | Wymyśl siebie na nowo na wiosnę WIELKOPOLSKIE FILARY BIZNESU 2026 50 | ZIELONY LIDER: Grupa WPIP, Jantex Polska, Texet Poland, Veolia 54 | LIDER INNOWACJI: ICsec S.A.,PanParagon, Poznański Park Naukowo-Technologiczny 57 | SUKCES PO POZNAŃSKU: DATEX, Greenbud Development, Małkowski-Martech, Partner Zen 61 | PRACODAWCA Z WYBORU: Apollogic, El-Cab, GSK, Joźwicki & Partners, MAN Shared Services Center, Phoenix Contact, Primesoft Polska POZIOM WYŻEJ 68 | Aleksandra Hromada: Dziewczyny trzymają się razem 72 | Siła odpoczynku 76 | Dorota Żołądź-Strzelczyk: Dom pełen lalek 79 | Gospodarka potrzebuje kobiet 80 | Aleksandra Sobocińska: Emerytura? Wolne żarty, ja się cały czas świetnie bawię SMACZNEGO 84 | Arystokracja na ruszcie TYMCZASEM W PRZYRODZIE 88 | Wiosna! W PODRÓŻY 90 | WOT: Śladami Wielkopolskich odkrywców i podróżników SPORT 94 | Siatkówka wraca do Poznania Z KULTURĄ 98 | Sztuka wyjęta z szafy. Nieznany świat Wojciecha Weissa W OBIEKTYWIE 102 | „4 Spojrzenia” w Brodziak Gallery 104 | Mentalność zwyciężczyni 106 | Kolejne spotkanie Linkedin Local Poznań

WYDAWCA: Grupa MTP ul. Głogowska 10, 60-734 Poznań, NIP: 777-00-00-488 REDAKTOR NACZELNA: Monika Kanigowska, monika.kanigowska@grupamtp.pl, tel. 788 782 247 ADRES REDAKCJI: ul. Głogowska 10, 60-734 Poznań MAIL: redakcja@sukcespopoznansku.pl www.sukcespopoznansku.pl WSTĘP | 5 REDAKCJA: Elżbieta Podolska, Juliusz Podolski, Anna Gidaszewska, Ewa Gosiewska, Dawid Tatarkiewicz, Paweł Cieliczko, Anna Kowalska, Elżbieta Ignacionek, Weronika Maria Rogowska, Marta Maj, Edyta Jagodzińska-Pawluk SPRZEDAŻ I PROMOCJA: reklama@sukcespopoznansku.pl Agnieszka Jakubik tel. 539 777 544 Anna Balejko tel. 538 948 718 Małgorzata Siedlar-Pałac tel. 735 274 699 SKŁAD: Wydawnictwo Inwestor www.wydawnictwoinwestor.pl KOREKTA: Elżbieta Ignacionek ZDJĘCIE NA OKŁADCE: Piotr Pasieczny Fotobueno DRUK: GRUPA INTROMAX Kraków RPR: 3781 Wszystkie materiały są objęte prawem autorskim. Przedruki i wykorzystanie materiałów wyłącznie za zgodą redakcji. Redakcja zastrzega sobie prawo do skracania tekstów i zmiany tytułów nadesłanych materiałów. Redakcja nie odpowiada za treść reklam i materiałów promocyjnych. Maj w Poznaniu nie pyta, czy jesteśmy gotowi – po prostu przychodzi z energią i słońcem, które wyciągają nas z domów i przypominają, że miasto naprawdę żyje. Ten numer jest dokładnie taki – pełen energii do działania i zmian – tych osobistych, kiedy próbujemy „wymyślić się na nowo”, i tych systemowych, które widać w firmach, inicjatywach i całych społecznościach. Na okładce oddajemy głos człowiekowi, który łączy dwa światy: precyzję inżyniera i wrażliwość artysty. Historia Krzysztofa Horały z Hörmann Polska to opowieść o drodze, w której technologia spotyka się z intuicją, a biznes z osobowością. To także dobry punkt wyjścia do dalszej lektury – bo w tym numerze takich historii jest więcej. Przyglądamy się firmom i liderom, którzy zgłosili się do tegorocznej edycji konkursu Wielkopolskie Filary Biznesu. To nie jest jeszcze moment na podsumowania – to raczej przegląd ambicji, kierunków i wartości, które dziś definiują lokalny biznes. Wśród zgłoszonych są zarówno duże organizacje, jak i dynamicznie rozwijające się firmy, które pokazują, że innowacja, odpowiedzialność i odwaga w działaniu mogą iść w parze. Nie zabraknie też tematów bliskich codzienności. Rozmawiamy o zdrowiu – także tym najmłodszych – o zmieniających się trendach w stylu i urodzie, o przestrzeni, w której żyjemy i którą coraz świadomiej urządzamy. Przyglądamy się zjawiskom, które potrafią zdominować miejską rzeczywistość (czasem z przymrużeniem oka), ale też tym bardziej subtelnym – jak potrzeba odpoczynku czy wewnętrznej zmiany. Maj to również czas, gdy kultura i wydarzenia wychodzą na pierwszy plan. Wracają festiwale, które od lat budują tożsamość miasta – od literatury po wielowymiarowe wydarzenia artystyczne. Są też historie mniej oczywiste: o sztuce odkrywanej na nowo, o fotografiach, które zatrzymują emocje, czy spotkaniach, które zaczynają się od networkingu, a kończą na realnych relacjach. Ten numer to zaproszenie do uważnego przeżywania maja. W rytmie miasta, które nie stoi w miejscu – ale też nie zapomina, że za każdym projektem, sukcesem i zmianą stoją konkretni ludzie i ich historie. Dobrego miesiąca. W Poznaniu – jak zawsze – dzieje się więcej, niż się wydaje.

Havana to gotowa scenografia. Miękkie, wilgotne powietrze i pastelowe kolory. Samochody z poprzedniej epoki we wszystkich barwach tęczy. Pomyślałem, że brakuje mi do szczęścia fotografii, która wyrazi w pełni moje emocje. A kiedy myślę o emocjach, myślę o człowieku. I tak natrafiłem na Lienis, kubańską modelkę z burzą czarnych loków. Tutaj pozuje na jednej z uliczek prowadzącej do El Capitolio, ubrana w czarne body, które przywiozłem ze Stone Town na Zanzibarze, owinięta chustą, którą kupiłem w Palermo na Sycylii. I tak w tym jednym zdjęciu połączyłem trzy wyspy, które skradły moje serce. Kobiety bez granic…

| MAJ 2026 ZAPOWIEDZI | 7 R E K L A M A Ruszyły zapisy do III edycji turnieju Z Orlika na Stadion Największy projekt piłkarski dla młodzieży w Polsce powraca. Właśnie wystartowała rekrutacja do trzeciej edycji turnieju Z Orlika na Stadion. Na młodych sportowców czekają nie tylko wielkie emocje na boisku, ale także szansa na finał na wielkim piłkarskim stadionie. Nagrodą główną, o której marzy każdy młody piłkarz i piłkarka, będzie zgrupowanie szkoleniowe w zagranicznym klubie. Celem projektu jest promowanie aktywności fizycznej wśród młodzieży w ramach piłkarskiej rywalizacji, ze szczególnym naciskiem na wykorzystanie boisk typu Orlik w całej Polsce. Dzięki turniejowi odbywa się także ogólnopolska selekcja i wyłonienie najbardziej utalentowanych zawodniczek i zawodników. Rozgrywki odbywają się w trzech kategoriach wiekowych: U-13, U-14 i U-15. Z myślą o wyrównaniu szans, rywalizacja toczy się w dwóch ścieżkach: Junior (dedykowana szkołom i drużynom amatorskim) oraz Junior Pro (skierowana do klubów i szkółek piłkarskich). Zgłoszenia drużyn przyjmowane są do 31 maja na stronie internetowe: www.zorlikanastadion.pl/jak-zglosic-druzyne/

| MAJ 2026 8 | ZAPOWIEDZI OSIEM DNI, KTÓRE WARTO ZAPLANOWAĆ. Są festiwale, które wypełniają kalendarz. I są takie, które zmieniają sposób, w jaki patrzy się na miasto. Malta należy do tej drugiej kategorii. 36. edycja, która odbędzie się w Poznaniu od 21 do 28 czerwca 2026 roku, przynosi program, jakiego w Polsce jeszcze nie było – i który spokojnie mierzy się z tym, co najlepsze w Europie. MALTA FESTIVAL WRACA PO RAZ 36. Festiwal rozgrywa się pod hasłem „Za miłość” i już sam program teatralny mówi o tym haśle więcej niż jakikolwiek komentarz. Kulminacją całego tygodnia będzie The Second Woman – 24-godzinny maraton performatywny z Magdaleną Cielecką w roli głównej. Przez całą dobę, nieprzerwanie, aktorka rozgrywa tę samą scenę ze stu różnymi partnerami. Każde spotkanie trwa około dziesięciu minut, każde jest inne – inne napięcie, inna decyzja, inna twarz naprzeciwko. Projekt australijskiego duetu Nat Randall i Anny Breckon pokazywany był wcześniej w Brooklyn Academy of Music, podczas Holland Festival w Amsterdamie i Wiener Festwochen w Wiedniu. W Londynie kolejki do Young Vic stały godzinami. Teraz, 26 czerwca od 18:00, w Sali Ziemi Międzynarodowych Targów Poznańskich, po raz pierwszy w Polsce – z Cielecką, jedną z najodważniejszych aktorek swojego pokolenia. To nie jedyna polska premiera w programie. 22 i 23 czerwca w Sali Wielkiej Centrum Kultury Zamek zobaczymy La Mort de la Mer – audiowizualną operę-performans duetu CocoRosie, przygotowaną specjalnie na Malta Festival z udziałem Justyny Wasilewskiej. Spektakl inspirowany rytmem faz księżyca i refleksją nad relacją Otwarcie Otwarte Linie fot. Bartosz Klimczak-

| MAJ 2026 ZAPOWIEDZI | 9 człowieka z naturą to pierwsze jego pokazanie od światowej premiery na włoskim festiwalu Transart – i powrót CocoRosie do Poznania po dwudziestu latach. Kilka dni później, 24 i 25 czerwca w Auli Artis, Poznań stanie się jedynym polskim przystankiem Dystansu – najnowszego spektaklu Tiago Rodriguesa, dyrektora Festival d’Avignon. Spektakl o relacji ojca i córki rozdzielonych między dwiema planetami był już w Madrycie, Barcelonie, Mediolanie i Santiago de Chile. Tu będzie raz. 27 i 28 czerwca Słodownia Starego Browaru przyjmie z kolei This resting, patience Ewy Dziarnowskiej – trzygodzinny spektakl choreograficzny, który od berlińskiej premiery przeszedł przez najważniejsze europejskie sceny taneczne. Pierwsza prezentacja w Polsce. Wieczory koncertowe – od 25 do 28 czerwca na Międzynarodowych Targach Poznańskich – dopełniają obraz festiwalu, który nigdy nie zamknął się w jednym języku. Benjamin Clementine, laureat Mercury Prize, którego koncerty są bliższe teatrowi niż estradzie. Beirut Zacha Condona, powracający po niemal dwóch dekadach z nowym albumem A Study of Losses. Two Door Cinema Club – ikona indie-rocka, świętująca piętnastolecie debiutu. The Blessed Madonna i HAAi po stronie elektroniki. Devendra Banhart, który wraca na Maltę po dwudziestu latach. Portuguesa MARO, duński kolektyw Efterklang, brytyjski songwriterowy Charlie Cunningham, The Blaze DJ-set, King No-One i jedyny polski akcent całego line-upu – Kacperczyk. Malta Festival od ponad trzech dekad udowadnia, że Poznań potrafi być miejscem pierwszych europejskich premier i jedynych polskich przystanków najważniejszych światowych produkcji. Czerwiec 2026 nie będzie wyjątkiem. z Bilety na wszystkie wydarzenia festiwalu dostępne na eBilet.pl i ToBilet.pl. The distance_15 © Christophe Raynaud de Lage _ Festival d_Avignon Magdalena Cielecka fot. Daniel Raczyński Devandra Banhart fot. Magdalena Wosinska

| MAJ 2026 10 | ZAPOWIEDZI Festiwal Fabuły 2026 19.05–23.05.2026 CK Zamek, ul. Św. Marcin 80/82 Bilety płatne Dostępne dla osób z niepełnosprawnościami Już w maju Centrum Kultury ZAMEK ponownie stanie się miejscem spotkań z literaturą, która nie boi się zadawać ważnych pytań. Festiwal Fabuły, organizowany co dwa lata od 2014 roku, to wydarzenie poświęcone najciekawszym zjawiskom współczesnej prozy – od powieści i eseju, przez reportaż i biografię, po literaturę gatunkową. Pod kuratorską opieką Marcin Jaworski festiwal od lat gromadzi autorów i autorki reprezentujących różne pokolenia, estetyki i spojrzenia na świat. Tegoroczna edycja zapowiada się wyjątkowo intensywnie. Wśród gości znajdzie się Serhij Żadan, a z nową książką reporterską z ogarniętej wojną Ukrainy przyjedzie Wojciech Tochman. O tym, jak opowiadać o doświadczeniu wojny, porozmawiają także Tomáš Forró i Tomasz Szerszeń. Publiczność będzie mogła uczestniczyć również w premierach nowych powieści autorstwa Maciej Płaza i Wit Szostak. W programie nie zabraknie debat o roli literatury we współczesnym świecie – od rozmów o tym, jak czytać w szkole, po dyskusje o tym, jak literatura może wpływać na rzeczywistość społeczną. Organizatorzy przygotowali także nocne czytania w zamkowych przestrzeniach, literackie spacery po Poznaniu, spotkania z laureatami Poznańska Nagroda Literacka oraz wręczenie Studenckiej Nagrody Literackiej z BUTA. Festiwal Fabuły po raz kolejny udowodni, że literatura to nie tylko opowieść, ale także sposób rozumienia świata. Europejskie Targi Nauki 26–29.052026 Międzynarodowe Targi Poznańskie Innowacje, które wychodzą z laboratoriów i trafiają do gospodarki, współpraca nauki z biznesem oraz technologie odpowiadające na wyzwania współczesnego świata – tak zapowiada się druga edycja Europejskich Targów Nauki, która odbędzie się w dniach 26–29 maja 2026 roku na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich. Wydarzenie współorganizują Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Uniwersytet im. Adama Mickiewicza w Poznaniu oraz Grupa MTP. Nowością tegorocznej edycji będą „stoiska duety” – wspólne przestrzenie wystawiennicze dla zespołów nauka–biznes oraz uczelnia lub instytut–przedsiębiorstwo. To format, który pokaże cały proces powstawania innowacji: od pomysłu, badań i testów, po zastosowanie rozwiązania w realnym środowisku biznesowym. Organizatorzy chcą w ten sposób szczególnie mocno wyeksponować praktyczny wymiar współpracy z gospodarką i pokazać, że polska nauka coraz skuteczniej odpowiada na potrzeby rynku. Do udziału w targach zaproszeni są naukowcy, zespoły badawcze, uczelnie, instytuty, startupy, spin-offy oraz wszystkie organizacje rozwijające nowoczesne rozwiązania dla gospodarki i społeczeństwa. Program wydarzenia obejmie nie tylko ekspozycję targową, ale również panele dyskusyjne, seminaria i prezentacje sceniczne. Ważnym elementem będą też wystąpienia zaplanowane na 27 i 28 maja 2026 roku od godziny 11.00 w pawilonie nr 5. W krótkiej, dynamicznej formule uczestnicy będą mogli zaprezentować innowacyjne projekty badawcze, technologie gotowe do wdrożenia, efekty współpracy nauki z biznesem, a także rozwiązania rozwijane przez startupy i spółki spin-off. Na scenie pojawią się projekty reprezentujące szerokie spektrum dziedzin – od nauk ścisłych, przyrodniczych i inżynieryjno-technicznych, przez nauki medyczne i o życiu, po nauki społeczne, humanistyczne oraz inicjatywy interdyscyplinarne. To szansa, by zaprezentować swoje osiągnięcia przed przedstawicielami przemysłu, potencjalnymi partnerami biznesowymi, inwestorami, administracją publiczną oraz instytucjami finansującymi badania i innowacje. Więcej informacji: www.itm-europe.pl/pl/europejskie-targi-nauki/

| MAJ 2026 12 | NA OKŁADCE KRZYSZTOF HORAŁA INŻYNIER Z DUSZĄ ARTYSTY. HISTORIA LIDERA RYNKU BRAM | MATERIAŁ PROMOCYJNY Zaczynał od spawania bram w niewielkim warsztacie, dziś zarządza jedną z największych firm w swojej branży w Polsce. O biznesie budowanym przez dekady, niezawodnej technologii i pasji do sztuki, która towarzyszy mu całe życie, rozmawiamy z Panem Krzysztofem Horałą, prezesem Hörmann Polska. ROZMAWIA: MONIKA KANIGOWSKA | ZDJĘCIA: PIOTR PASIECZNY FOTOBUENO

| MAJ 2026 NA OKŁADCE | 13 Panie Krzysztofie, jest Pan związany z firmą Hörmann już ponad 30 lat. To właściwie całe Pana życie zawodowe. Krzysztof Horała: Tak, można tak powiedzieć, to zdecydowana większość mojej drogi zawodowej. Zaraz po studiach trafiłem do zakładu produkcji metalowej. To właśnie tam poznałem spawacza, z którym zaczęliśmy wspólnie wykonywać bramy garażowe. I właściwie od tego wszystko się zaczęło. Założyłem własną spółkę i rozwijaliśmy produkcję. Pod koniec lat 80., w ramach programu Know How Fund, wspierającego rozwój polskich menedżerów, zostałem zaproszony do Anglii. Był to rok 1988, czyli moment, gdy polski rynek dopiero się kształtował. Na miejscu naturalnie zainteresowałem się branżą, którą już znałem – sprawdzałem, jak wygląda produkcja bram garażowych w Wielkiej Brytanii, jak działają firmy i jakie standardy obowiązują. Wtedy trafiłem na dystrybutora firmy Hörmann. To było dla mnie przełomowe doświadczenie. Zobaczyłem produkty naprawdę wysokiej jakości, a jednocześnie w rozsądnych cenach. Po powrocie do Polski skontaktowałem się bezpośrednio z centralą w Niemczech. Kupiłem pierwsze bramy, przywiozłem je do kraju i sprzedałem. Później sprowadziłem kolejne i kolejne. W ten sposób rozwijałem swoją działalność od 1988 do 1992 roku. To były bardzo intensywne, ale też trudne cztery lata. Rynek był chłonny, popyt duży, natomiast pojawiały się problemy z finansowaniem, nieregularne płatności, wysoka inflacja i ogólna niestabilność gospodarcza. W pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że samodzielnie nie jestem w stanie sprostać skali zapotrzebowania. Dlatego zdecydowałem się na strategiczny krok – wejście w bezpośrednią współpracę z niemieckim producentem. W 1992 roku powstała firma Hörmann Polska i od tego czasu stoję na jej czele. To był początek dalszego, już bardzo dynamicznego rozwoju. Gdy patrzymy na Hörmann Polska dziś – teren firmy i skalę działalności – rozwój rzeczywiście był dynamiczny. Czy w Polsce prowadzona jest także produkcja? Tak, w Polsce działają również dwie fabryki. Miałem przyjemność uczestniczyć w wyborze lokalizacji pod ich budowę. Obie znajdują się w pobliżu Legnicy. Jedna funkcjonuje jako Hörmann Legnica, druga jako Hörmann Gromadka. Czyli te fabryki specjalizują się w konkretnych rozwiązaniach? Każda z nich ma swoją specyfikę. Zakład w Legnicy produkuje przede wszystkim rampy przeładunkowe, czyli systemy wykorzystywane przy załadunku i rozładunku towarów – w pełni zautomatyzowane rozwiązania dla logistyki. Powstają tam także elementy ochrony, w tym bardzo ciekawy, opatentowany produkt opracowany w Polsce – OktaBlock. To mobilny system zabezpieczeń, stosowany m.in. do ochrony przestrzeni publicznych przed zagrożeniami, takimi jak ataki terrorystyczne. W drugiej fabryce produkowane są natomiast m.in. specjalistyczne bramy do garaży zbiorczych, model ET500. To rozwiązanie wyjątkowe na rynku, w Polsce nie ma innego producenta takich bram. Ich największą zaletą jest brak tradycyjnych sprężyn, co przekłada się na trwałość i bardzo długą żywotność. Takie bramy mogą pracować bezawaryjnie przez 50–60 lat. I, co bardzo ważne, są też najcichsze na rynku. To aspekt, który dziś ma ogromne znaczenie, zwłaszcza w budownictwie mieszkaniowym. W wielu budynkach z garażami podziemnymi mieszkańcy skarżą się na uciążliwy hałas generowany przez bramy, dlatego wybór odpowiedniego produktu ma ogromne znaczenie. Z czego wynika ten hałas? Najczęściej z konstrukcji. Segmenty w bramach połączone są zawiasami, które z czasem się luzują. Im dłużej taka brama jest użytkowana, tym bardziej odczuwalne stają się drgania i dźwięki. To właśnie one, a nie silnik, są głównym źródłem hałasu. Nasze bramy wyposażone są w system czterech łożysk kulkowych, dzięki którym pracują niemal bezszelestnie. W praktyce słychać jedynie delikatny dźwięk silnika, podczas gdy w innych bramach to właśnie mechaniczne elementy – rolki i prowadnice – generują największy hałas. Wasza siedziba w Komornikach robi duże wrażenie. Byliście tu od początku? Nie, pierwszą firmę prowadziłem w Poznaniu przy ulicy Grunwaldzkiej, w budynku po dawnych Polskich Meblach. To tam rozwijałem działalność w jej początkowej fazie. Z czasem zdecydowaliśmy się na zakup gruntu w Komornikach. Na początku było tu naprawdę skromnie – parterowe biuro i niewielka hala. Dopiero później, wraz z rozwojem firmy, zaczęliśmy stopniowo rozbudowywać tę lokalizację. Równolegle powstawały oddziały firmy w innych częściach Polski: w Warszawie, Sosnowcu i Gdańsku. Natomiast tutaj, w Komornikach, centrum działalności stale się powiększało – rozbudowaliśmy halę, dobudowaliśmy piętro, a dwa lata temu oddaliśmy do użytku kolejną część, z dużą przestrzenią wystawienniczą. Czy planujecie dalszą rozbudowę? Na razie łapiemy oddech. Ostatnia inwestycja była niedawno, więc mamy jeszcze spory zapas przestrzeni, szczególnie

| MAJ 2026 14 | NA OKŁADCE biurowej. Zobaczymy, jak będą wyglądały kolejne lata i potrzeby firmy. A oddziały w innych miastach to niezależne spółki czy część jednej struktury? Wszystko jest częścią jednej firmy. Centrala mieści się tutaj, w Komornikach, i to stąd zarządzamy całą działalnością w Polsce. Funkcjonują tu wszystkie kluczowe działy – logistyka, księgowość, marketing, IT. Z kolei w Warszawie, Sosnowcu czy Gdańsku działają oddziały operacyjne z magazynami i biurami handlowymi, które odpowiadają za bezpośrednią obsługę klientów w swoich regionach. Jeśli chodzi o klientów – bliżej Wam do dużego biznesu czy do indywidualnych odbiorców? Obsługujemy zarówno klientów indywidualnych, jak i biznesowych – i to jest największa nasza przewaga. Dla klientów prywatnych mamy bardzo szeroką ofertę: bramy garażowe, drzwi wejściowe i wewnętrzne, a także automatykę do wszystkich tych rozwiązań. W ostatnim czasie rozwijamy również nowe produkty powstające w naszej fabryce w Gromadce – to wysokiej jakości domki i skrzynie ogrodowe. To segment, który dynamicznie rośnie. Nasze domki wyróżniają się przede wszystkim komfortem użytkowania – są pełnowymiarowe, można w nich swobodnie stanąć, bez konieczności schylania się. Do tego dochodzi solidne wykonanie: zamek z wkładką patentową, solidne zawiasy i bardzo dobra jakość materiałów. A jak wygląda oferta dla klientów biznesowych? Tutaj zakres jest jeszcze szerszy. Obsługujemy budownictwo przemysłowe i logistyczne – hale, magazyny, centra dystrybucyjne. W tej kategorii mieszczą się m.in. rampy przeładunkowe, bramy przemysłowe, bramy przeciwpożarowe czy szybkie bramy stosowane np. w marketach – między magazynem a częścią sprzedażową. To rozwiązania zaprojektowane z myślą o intensywnej pracy – działają automatycznie, często z wykorzystaniem czujników i radarów. Wózek podjeżdża, system go identyfikuje, brama błyskawicznie się otwiera, a po przejeździe natychmiast zamyka – wszystko po to, by usprawnić logistykę i ograniczyć straty energii. Coraz mocniej rozwijamy także ofertę dla przemysłu spożywczego. Mamy specjalistyczne drzwi izolacyjne do mroźni i chłodni, a także niezwykle trwałe drzwi wahadłowe z tłoczonego polietylenu – takie, które można swobodnie „otworzyć” wózkiem, bez ryzyka uszkodzenia. Jesteście obecni także w realizacjach publicznych i kulturalnych? Tak, to dla nas bardzo ważny segment. Obsługujemy inwestycje takie jak hotele, sale koncertowe, opery czy budynki użyteczności publicznej. W takich obiektach kluczowe są nie tylko funkcjonalność, ale też bardzo konkretne parametry techniczne: bezpieczeństwo przeciwpożarowe, akustyka czy izolacyjność cieplna. Oferujemy szeroką gamę drzwi drewnianych i stalowych, które spełniają różne, często bardzo wymagające normy: od drzwi przeciwpożarowych, przez dymoszczelne, po dźwiękoszczelne. Ciekawym przykładem jest realizacja w Auli Uniwersyteckiej w Poznaniu. Z jednej strony drzwi musiały spełniać rygorystyczne normy przeciwpożarowe, z drugiej – zapewniać izolację akustyczną, ponieważ w sąsiedniej sali odbywały się próby orkiestry Filharmonii. To duże wyzwanie technologiczne, bo te dwa wymagania są ze sobą w pewnym sensie sprzeczne. Materiały zapewniające odporność ogniową są twarde i gęste, przez co łatwiej przenoszą dźwięk. Z kolei dobra izolacja akustyczna wymaga warstw miękkich, które z natury są bardziej podatne na działanie ognia. Połączenie tych dwóch funkcji to zaawansowana inżynieria, ale mamy w tym zakresie odpowiednie zaplecze produkcyjne i doświadczenie. W przypadku tej realizacji udało się stworzyć drzwi, które spełniają oba wymagania, a jednocześnie wizualnie nie różnią się od oryginalnego wykonania. Różnica kryje się w detalach, choćby w zawiasach. Ze względu na ciężar konstrukcji zastosowaliśmy trzy solidne zawiasy ze

| MAJ 2026 NA OKŁADCE | 15 stali nierdzewnej, oparte na łożyskach kulkowych, które zapewniają lekkość otwierania mimo dużej masy drzwi. Jak wygląda pozyskiwanie klientów instytucjonalnych, działacie głównie przez przetargi? Tak, w przypadku dużych inwestycji najczęściej mamy do czynienia z procedurą wyboru ofert. Firmy budowlane zapraszają kilka podmiotów do współpracy i na tej podstawie prowadzone są negocjacje. To standard w tego typu projektach. Dziś, aby sprawnie obsłużyć cały rynek, zatrudniamy ponad 200 pracowników. Co istotne, nasza działalność nie kończy się na sprzedaży, równie ważny jest serwis. Mamy na etacie ponad 70 serwisantów w całej Polsce, dzięki czemu jesteśmy w stanie szybko reagować w przypadku awarii. Czyli zapewniacie również obsługę posprzedażową? Oczywiście. Prowadzimy zarówno regularne przeglądy, jak i naprawy. Klienci mogą korzystać z umów serwisowych, ale nawet jeśli ktoś takiej umowy nie ma, również staramy się pomóc i zapewnić wsparcie. A jak wygląda obsługa klientów indywidualnych? W tym przypadku działamy przede wszystkim poprzez sieć autoryzowanych dilerów. To oni prowadzą sprzedaż w swoich salonach i bezpośrednio obsługują klientów. My jako firma koncentrujemy się na współpracy z nimi oraz na realizacji dużych kontraktów przemysłowych. Porozmawiajmy chwilę o nowościach w Państwa ofercie. Wspomniał Pan o bramach wjazdowych z aluminium. To świeży kierunek? Tak, to stosunkowo nowy obszar. W zeszłym roku firma przejęła austriacką spółkę, która specjalizuje się w produkcji wysokiej jakości aluminiowych bram wjazdowych. Są przede wszystkim lekkie, bardzo trwałe i odporne na korozję – nie wymagają malowania i przez lata zachowują estetyczny wygląd. To rozwiązanie, które łączy funkcjonalność z nowoczesnym designem. Obecnie przygotowujemy ich pełne wdrożenie do naszej oferty. Sprzedaż już się rozpoczęła, choć jeszcze nie mamy kompletu materiałów i pełnej komunikacji produktowej. Nowością w naszej ofercie są także szlabany oraz tzw. słupki automatyczne, czyli systemy blokujące wjazd. To te wysuwane elementy, które widać m.in. w centrach miast. W Poznaniu na przykład przy Międzynarodowych Targach Poznańskich, od strony ulicy Śniadeckich, zostały zainstalowane nasze słupki automatyczne. Systemy te pozwalają kontrolować ruch pojazdów. Osoby uprawnione mogą wjechać, natomiast w razie zamknięcia strefy słupki automatycznie blokują dostęp. W Łodzi zabezpieczaliśmy fragment ulicy Piotrkowskiej – zainstalowaliśmy tam około 130 słupków automatycznych. Podobne systemy działają też w Warszawie, m.in. na Krakowskim Przedmieściu i części Traktu Królewskiego. W weekendy te przestrzenie są zamykane dla ruchu samochodowego, żeby zapewnić bezpieczeństwo pieszym. Do tego oferujemy również zapory antyterrorystyczne. W miejscach szczególnie wrażliwych, takich jak lotniska, obiekty wojskowe czy infrastruktura strategiczna, stosuje się bariery o wysokiej odporności. To systemy certyfikowane, które w praktyce zatrzymują pojazd, samochód ulega zniszczeniu, zanim przekroczy zabezpieczenie. Betonowe zapory często są tylko tymczasowym rozwiązaniem, nie są odpowiednio zakotwi-

| MAJ 2026 16 | NA OKŁADCE czone i w przypadku dużej siły uderzenia mogą zostać przesunięte. Nasze systemy są projektowane tak, aby realnie zatrzymać pojazd i przejąć energię uderzenia. To zupełnie inny poziom bezpieczeństwa. Fabryki Hörmann zlokalizowane są głównie w Niemczech? W dużej mierze tak, ale nie tylko. Zakłady produkcyjne znajdują się również w Austrii, Francji, Wielkiej Brytanii, Polsce czy we Włoszech. To rozproszona struktura europejska. Zresztą firma działa globalnie. W Chinach funkcjonują trzy fabryki, a centrala na rynek azjatycki znajduje się w Pekinie – ze względu na skalę i różnice czasowe. Tam obsługiwane są również inne kraje regionu, takie jak Wietnam, Japonia, Malezja czy Kambodża. W każdym z nich działają lokalne struktury sprzedażowe. Podobnie wygląda to w Ameryce Północnej. Tam również działa osobna centrala, obsługująca Stany Zjednoczone, Kanadę i Meksyk wraz z lokalnymi zakładami produkcyjnymi. Mimo tak dużej skali działalności to nadal firma rodzinna? Tak, wciąż jest to firma rodzinna. Właścicielami są dwaj bracia, synowie seniora rodu, który zmarł w ubiegłym roku. Jeden z nich bardziej koncentruje się na rynku amerykańskim, drugi natomiast na Europie i Azji. Co ważne, do zarządzania stopniowo włączane są ich dzieci. Za symboliczny początek działalności przyjmuje się rok 1935, kiedy powstał pierwszy warsztat. To już czwarte pokolenie właścicieli, a piąte właśnie rozpoczyna aktywną pracę. W praktyce czuć, że to firma rodzinna? Zdecydowanie tak. To widać w kulturze organizacyjnej. W przeciwieństwie do dużych korporacji, gdzie zarząd często się zmienia, w naszej firmie jest to bardziej stabilne. Z wieloma dyrektorami fabryk znam się od 20–30 lat. To nie są przypadkowe, krótkoterminowe relacje, tylko długofalowa współpraca. Czy ta kultura organizacyjna przekłada się również na strukturę w Polsce? Tak, rotacja pracowników jest u nas niewielka. Wiele osób pracuje z nami od ponad 20–25 lat, co w dzisiejszych realiach jest naprawdę dużą wartością. Oczywiście cały czas dołączają nowi pracownicy, więc naturalnie struktura się zmienia i odmładza. Uważam to za bardzo dobre rozwiązanie. Ważne, aby zachować balans między starszymi, doświadczonymi pracownikami, a młodszymi, którzy zawsze wnoszą do organizacji nowe, świeże spojrzenie. Różnorodność daje firmie większą stabilność i lepszą dynamikę. A czy w takiej branży pracuje dużo kobiet? W produkcji, której de facto nie mamy w klasycznym sensie, bo działamy głównie jako magazyny i logistyka, rzeczywiście dominują mężczyźni. Natomiast w sprzedaży sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W strukturach handlowych mamy bardzo dużo kobiet. Polska jest podzielona na cztery regiony sprzedażowe, każdy z nich ma swojego dyrektora. W tym układzie są dwie kobiety i dwóch mężczyzn, więc można powiedzieć, że panuje niemal pełny parytet. Co ciekawe, decyzje zakupowe dotyczące produktów takich jak drzwi czy bramy bardzo często podejmowane są wspólnie – przez pary, a nie pojedyncze osoby. Bo to już nie jest tylko funkcja techniczna, ale też estetyczna. Dokładnie. Dziś brama garażowa i drzwi do domu to nie tylko parametry techniczne, ale również design – kolor, struktura, materiał, detale. To wszystko ma znaczenie. Skoro jesteśmy przy estetyce, to porozmawiajmy o Pana pasji – czyli sztuce. Zawsze czuł się Pan artystą? Z wykształcenia jestem inżynierem, ukończyłem Politechnikę, ale rzeczywiście, artystyczne zainteresowania towarzyszyły mi od zawsze. Już w liceum przejawiałem zdolności plastyczne i poważnie myślałem o kierunkach związanych ze sztuką, nawet o architekturze. Chodziłem na zajęcia z rysunku i rozwijałem ten kierunek. Ostatecznie jednak wybrałem studia techniczne. W dużej mierze zadecydowała o tym szkoła – byłem w klasie matematyczno-fizycznej, a dyrektor bardzo mocno motywował nas do wyboru „pewnych” ścieżek zawodowych. Przekonywał, że artystą można zostać, ale niekoniecznie da się z tego utrzymać, natomiast zawód inżyniera daje stabilność. I to był argument, który wtedy do mnie trafił. Ale sztuka jednak nie zniknęła z Pana życia. Absolutnie nie. Malowałem od zawsze – także w czasie studiów. Później przyszła codzienność: praca, rodzina, obowiązki. Na pewien czas ta pasja zeszła na dalszy plan. Wróciłem do niej intensywniej dopiero wtedy, gdy dzieci trochę podrosły i mogłem wygospodarować więcej czasu dla siebie. Zacząłem tworzyć bardziej regularnie, a w 2012 roku odbyła się moja pierwsza wystawa. Spotkała się z bardzo dobrym odbiorem i to dało mi ogromną motywację do dalszej pracy. Od tamtej pory eksperymentuję, szukam nowych form wyrazu, rozwijam swój styl.

| MAJ 2026 NA OKŁADCE | 17 W Pana pracach widać jednak pewien ślad inżynierskiego myślenia – formy są przemyślane, momentami wręcz geometryczne. To prawda – te dwa światy gdzieś się przenikają. Nie są to lekkie, ulotne kompozycje, raczej pojawia się w nich struktura, rytm, pewna symetria. Myślę, że to naturalne, trudno całkowicie oddzielić sposób myślenia inżyniera od sposobu tworzenia. Cykl „DNA” był malowany, prawda? Tak, to były prace w całości malowane. Natomiast „Reflection” to już rozwinięcie tego samego kierunku, ale w innej technice. Można powiedzieć, że to pewna kontynuacja – podobna idea, podobna struktura, tylko zmienia się sposób wykonania. W przypadku „Reflection” poszczególne elementy są wycinane i ręcznie komponowane na powierzchni obrazu. Czyli zamiast malowania – wyklejanie? Dokładnie tak. Pracuję na wycinanych elementach, które następnie układam i łączę w kompozycję. Daje mi to inne możliwości operowania formą i kolorem. Teraz planuję pójść jeszcze krok dalej – zachować tę technikę, ale wrócić do kolorystyki bliższej wcześniejszym pracom. A jak wygląda to od strony pracy, która technika jest bardziej wymagająca? Wbrew pozorom bardziej czasochłonne jest malowanie. Każdy element trzeba wykonać bardzo precyzyjnie, warstwa po warstwie. Farba musi wyschnąć, zanim można nałożyć kolejną, a ponieważ wiele fragmentów nachodzi na siebie, ten proces znacząco się wydłuża. Przy jednej pracy potrafi to zająć nawet miesiąc, czasem dwa. A proces twórczy? Najpierw jest konkretny pomysł, czy raczej rozwija się on w trakcie pracy? To raczej proces, który ewoluuje. W trakcie pracy nad jednym obrazem pojawiają się pomysły na kolejne. Jedna realizacja prowadzi do następnej – i w ten sposób powstaje cały cykl. Czy zdarza się, że zmienia Pan koncepcję w trakcie pracy? Jeśli mam już w głowie konkretny plan, to raczej się go trzymam. Realizuję to, co sobie wcześniej założyłem – chcę doprowadzić pomysł do końca w takiej formie, w jakiej go zobaczyłem. A kolejne koncepcje pojawiają się już przy pracy nad następnymi obrazami. Pana ostatnia wystawa „Refleksy” zawierała prace utrzymane w jednym stylu. To świadomy wybór. Skupiłem się na najnowszym kierunku, który obecnie rozwijam – pracach na papierze. To obszar, który szczególnie mnie wciągnął i w którym widzę duży potencjał. Daje mi to przestrzeń do eksperymentowania i poszukiwania nowych środków wyrazu. Cieszy mnie też, że odbiorcy dobrze reagują na te prace, a fakt, że są gotowi je kupować, jest dla mnie największym potwierdzeniem, że ten kierunek ma sens. Cykl 28 prac, który pokazałem na ostatniej wystawie, powstawał praktycznie przez pół roku – od kwietnia do stycznia. Sześć prac znalazło już nabywców. To dla mnie bardzo satysfakcjonujący wynik – część kolekcji została, ale liczę, że z czasem znajdzie swoich odbiorców. A co dalej? Planuje Pan kontynuować ten styl czy szukać czegoś nowego? Technika pozostanie ta sama, ale planuję zmianę kolorystyki. To naturalny etap, kiedy pracuje się w jednym języku wizualnym, pojawia się potrzeba jego rozwijania, odświeżenia. Obecne prace – cykle „Zoom” i wcześniejsze „DNA” – pokazują już pewną ewolucję. Kierunek jest spójny, ale zmieniają się akcenty, detale, sposób budowania kompozycji. I właśnie w tym widzę teraz przestrzeń do dalszych poszukiwań. Planuje Pan kolejne wystawy? Na razie nie mam jeszcze konkretnych propozycji kolejnych wystaw, ale cały czas jestem aktywny. Regularnie zgłaszam swoje prace do różnych galerii i konkursów – to dziś często wygląda tak, że wysyła się portfolio, a następnie prace ocenia jury. W grudniu wysłałem obraz na wystawę do Wiednia, został zakwalifikowany, a co więcej, sprzedany, więc już do mnie nie wrócił. W lutym z kolei brałem udział w projekcie organizowanym przez galerię w Toruniu, w którym otrzymałem dyplom z wyróżnieniem. Praca jest obecnie prezentowana również w galerii online. Kolejne zgłoszenia są w toku – czekam na odpowiedzi. To proces, który wymaga cierpliwości, ale staram się być w nim konsekwentny. Kiedy znajduje Pan czas na malowanie? To bardzo różnie wygląda – czasem są to weekendy, czasem godzina w ciągu dnia. Zawsze można wygospodarować chwilę, jeśli naprawdę się chce. To raczej forma relaksu czy intensywnej pracy? Zdecydowanie relaksu. To dla mnie sposób na odpoczynek i wyciszenie. Włączam dobrą muzykę, najlepiej z winyla – i po prostu pracuję. To moment tylko dla mnie. Czyli sztuka jako równowaga dla biznesu. Dokładnie, każdy potrzebuje swojej przestrzeni – dla mnie to właśnie malowanie. z

| MAJ 2026 18 | WARTE POZNANIA Maj jest miesiącem, który od pierwszych dni angażuje nas ważnymi świętami i rocznicami. Mimo że wiążą się one z wydarzeniami sprzed wielu dekad, a nawet wieków, wciąż wzbudzają silne emocje i rodzą kontrowersje. Jest jednak majowe święto, które łączy wszystkich, niezależnie od politycznych opcji i poglądów – Dzień Matki. Z jego okazji zapraszam na spacer (jeśli to możliwe – z mamą) na Łęgi Dębińskie i dalej nad Wartę. Jego początkiem niech będzie rzeźba „Macierzyństwo” Edwarda Haupta, górująca nad ogrodem francuskim rozpościerającym się przed Dziecińcem pod Słońcem. TEKST I ZDJĘCIA: DR PAWEŁ CIELICZKO POD CZUŁYM SPOJRZENIEM MATKI Powstanie rzeźby „Macierzyństwo” wiąże się z wielkim projektem modernizacyjnym Cyryla Ratajskiego, który pragnął przekształcić Poznań – prowincjonalne, garnizonowe, pruskie miasto – w nowoczesną, polską metropolię. Jego wizja była kompleksowa: zakładała nie tylko zorganizowanie targów, budowę nowych zakładów przemysłowych, rozwijanie sieci drogowej i infrastruktury miejskiej, ale także stworzenie warunków do komfortowego życia w mieście. Dzieciniec pod Słońcem był dowodem wagi, jaką ówczesne władze miejskie przykładały do zorgani-

| MAJ 2026 WARTE POZNANIA | 19 zowania opieki nad najmłodszymi mieszkańcami miasta, by ulżyć choć trochę trudom wychowawczym, z jakimi mierzą się co dzień ich matki. Był on pierwszym ogrodem jordanowskim na terenie Poznania, stworzonym z wielkim rozmachem w latach 1927–1928 na Łęgach Dębińskich, w rejonie Drogi Dębińskiej i ul. Bielniki. Kompleks zaprojektował Sylwester Pajzderski, a zespół pawilonów – Jerzy Tuszowski. Założenie miało charakter dworkowy; centralnym obiektem był budynek ochronki, połączony kolumnowymi podcieniami z mniejszymi obiektami. Przed nimi rozciągał się rozległy ogród francuski, w którego centralnym punkcie umieszczona została rzeźba „Macierzyństwo”. Fundatorem rzeźby był prezydent Cyryl Ratajski, który jej wykonanie powierzył poznańskiemu artyście Edwardowi Hauptowi. Nawiązuje ona do popularnych przedstawień pomnikowych upamiętniających władców czy dowódców wojskowych, gdzie naroża cokołu flankowane są przez cztery postaci, a szczyt wieńczy osoba zasługująca na szczególne uwielbienie. Pomnika na Łęgach Dębińskich nie flankują jednak postaci generałów, ale rozbrykanych małych chłopców, natomiast jego zwieńczeniem nie jest postać króla czy feldmarszałka, ale… matki. W tej klasycznej formie pomnikowej zawarty został więc zupełnie nowy przekaz. Pomnik nie honorował władców z ich dworską celebrą, ale skromną, bezimienną matkę; nie doceniał generałów wysyłających na front tysiące młodych ludzi, ale matki, które wydają na świat i wychowują dzieci, by żyły i pracowały dla pokoju. To był bardzo nowoczesny, bardzo pokojowy i bardzo humanistyczny przekaz. Rzeźba „Macierzyństwo”, podobnie zresztą jak cały Dzieciniec pod Słońcem, została zniszczona przez okupantów podczas II wojny światowej. Po wojnie budynki odtworzono w mocno zubożonej formie, natomiast sama rzeźba została zrekonstruowana przez jej autora, Edwarda Haupta. W 1988 roku – ze względu na liczne uszkodzenia i konieczność jej odnowienia – została przeniesiona na dziedziniec Urzędu Miejskiego przy Placu Kolegiackim. Co ciekawe, rzeźba stała już tam wcześniej, w latach dwudziestych XX wieku, zanim została przeniesiona na Wildę. z

| MAJ 2026 20 | WARTE POZNANIA To nie miało prawa się udać w czasach TikToka i Netflixa. Skromna graficzka z Gdańska, uzbrojona jedynie w kredki i empatię, stworzyła postać, która właśnie „kupiła” Poznań i całą Polskę. Podczas gdy wielkie korporacje wydają miliony na algorytmy popularności, Anita Głowińska wygrała wszystko, bo wiedziała, co czuje trzylatek, gdy boi się dentysty, ale uwielbia strażaka. Przy Placu Wolności właśnie otwarto Kiciokociolandię – muzeum, które jest dowodem na to, że 20 milionów sprzedanych książek to nie statystyka, to armia wiernych wyznawców, która będzie mogła odwiedzić swoją ulubienicę i pobyć w jej świecie przez parę godzin. TEKST: ELŻBIETA PODOLSKA | ZDJĘCIA: KICIOKOCIOLANDIA EKSPLOZJA INDYGO JAK KICIA KOCIA „ZHAKOWAŁA” POZNAŃ I DLACZEGO TWOJE DZIECKO I TAK CIĘ TAM ZACIĄGNIE?

| MAJ 2026 WARTE POZNANIA | 21 To całe szaleństwo tak naprawdę wyszło tylko i wyłącznie z książek – te słowa na otwarciu brzmiały jak policzek wymierzony cyfrowej rozrywce. W cieniu Biblioteki Raczyńskich, tam gdzie zwykle króluje powaga historycznych woluminów, dziś słychać pisk zachwytu i tupot małych stóp. Kiciokociolandia to nie jest kolejna sala zabaw z plastikowymi kulkami i zmęczoną obsługą. To pierwsza w Polsce próba zmaterializowania literackiego fenomenu na taką skalę, gdzie każde „Miau!” ma swoją wagę, a każda ściana opowiada historię, którą miliony dzieci znają z wieczornych rytuałów. Zjawisko jest bezprecedensowe: oto w kraju, w którym statystyki czytelnictwa od lat wywołują smutek, rodzi się imperium zbudowane na papierze, kleju i prostej, czarnej kresce. Poznań stał się epicentrum tego trzęsienia ziemi, przyciągając rodziny z najdalszych zakątków kraju, gotowe przejechać setki kilometrów, by przez godzinę pożyć w świecie małej, białej kotki. MATKA BOSKA OD SPRAW CODZIENNYCH: KIM JEST ANITA GŁOWIŃSKA? Zanim Anita Głowińska zaczęła „trząść” polskim rynkiem wydawniczym, jej światem była cisza konserwatorskich pracowni. Absolwentka Wydziału Sztuk Pięknych na toruńskim UMK, specjalistka od ratowania dawnego malarstwa i rzeźby polichromowanej, wniosła do świata dziecięcej ilustracji warsztatową pokorę i niemal chirurgiczną precyzję. Ta artystyczna dyscyplina, wymagająca szacunku do każdego milimetra materii, stała się jej fundamentem, gdy zaczęła kreślić grubą linią postać Kici Koci. Jednak ta bohaterka nie powstała z akademickiego chłodu czy chłodnej kalkulacji rynkowej. Powstała z najczystszego rodzaju „szaleństwa” – macierzyństwa, które przewartościowuje wszystko. Anita Głowińska na co dzień dzieli swój czas między twórczą izolację w Gdańsku a współpracę z mężem przy projektowaniu plakatów i opakowań. To artystka totalna, która potrafi przejść od konserwacji zabytków do projektowania logotypów banków, ale to Kicia Kocia stała się jej opus magnum. – Przepraszam, że nie odpowiem wprost na to pytanie, kiedy uświadomiłam sobie, że moja bohaterka jest wielka. Ja po prostu do dziś w to nie wierzę. Przecież ona miała nie wychodzić poza próg mojego domu. Ona była stworzona dla moich własnych dzieciaczków, bo ja po prostu oszalałam na ich punkcie i chciałam wypełnić ich świat czymś dobrym – mówi Anita Głowińska, a w jej oczach widać blask, który sugeruje, że wciąż czuje się bardziej mamą rysującą dla swoich „człowieków” niż autorką narodowego bestsellera. Dziś Anita Głowińska to żyjąca legenda, choć przed tym mianem ucieka z niemal dziecięcą skromnością. Pytana o to, jak czuje się jako autorka, która doczekała się własnego muzeum, zawiesza głos, jakby szukała słów, których nie ma w żadnym słowniku: – Jestem szczęśliwa, ale to jest ewenement. Brakuje mi słów, bo nie marzyłam o tym na samym początku. Kiedy Kicia Kocia zaczęła być coraz bardziej znana i rzeczywiście ten sukces czułam już na swoich ramionach,

| MAJ 2026 22 | WARTE POZNANIA pojawiały się myśli: „A może powstanie takie miejsce? Kiciokociolandia?”. Ale fakt, że to się stało właśnie tutaj, w Poznaniu, w tak cudownym sąsiedztwie biblioteki i muzeów... to jest niebywałe. Słuchajcie Państwo, naprawdę jestem szalenie wzruszona i brakuje mi po prostu słów. No, dokładnie tak. Także naprawdę jestem absolutnie szczęśliwa. Zdecydowanie... nie marzyłam o tym na samym początku. POZNAŃ GRA VA BANQUE. STRATEGIA „DŁUGIEGO OGONA” SUKCESU Jeśli Anita Głowińska jest sercem tego projektu, to Jan Mazurczak, dyrektor Poznańskiej Lokalnej Organizacji Turystycznej (PLOT), pełni tu rolę strategicznego sternika. Jan Mazurczak to człowiek, który o turystyce myśli w kategoriach emocji i liczb, a te w przypadku Kici Koci są bezlitosne dla konkurencji. Nie owija w bawełnę – wie, że Poznań właśnie zyskał „atomową” atrakcję, która przemodeluje ruch turystyczny w regionie. Podczas otwarcia dyrektor Mazurczak sypał spostrzeżeniami jak z rękawa, analizując rynek z precyzją chirurga. Dla niego Kicia Kocia to nie tylko bajka – to potężny magnes społeczny: – To jest ponad 20 milionów sprzedanych książeczek. To jest już całe grono wyznawców. Kilkanaście lat istnienia serii oznacza, że mamy już dwa pokolenia dzieciaków wychowanych na tych historiach. Nie mam żadnych wątpliwości: jak tylko usłyszałem i zobaczyłem koncepcję, wiedziałem, że to będzie jedno z najpopularniejszych miejsc. Pojawi się tutaj sporo tych najmłodszych dzieci, ale to także będzie jeden z głównych pretekstów do przyjazdu do Poznania i zorganizowania sobie tutaj całego pobytu. My od lat stawiamy na promocję turystyki rodzinnej. Ona świetnie uzupełnia ofertę biznesową, którą mamy w Poznaniu, konferencyjną i kongresową. I jestem przekonany, że tutaj w weekend będzie naprawdę ciężko o wolne miejsce. Co istotne, miasto nie wydało na ten projekt ani złotówki z budżetu, co dyrektor przyznaje z rozbrajającą szczerością, podkreślając jednocześnie siłę prywatnej inicjatywy wydawnictwa Media Rodzina i wizję Anity Głowińskiej: – Stosunkowo późno się dowiedzieliśmy o tej inicjatywie. Natomiast wspieramy to całym sercem. To, co tu powstało, to nasza „oferta długiego ogona” – Rogalowe Muzeum Poznania, Muzeum Czekolady, Muzeum Pyry, Muzeum Dawnego Poznania. Mnóstwo atrakcji, ale żadna nie jest jeszcze przesadnie zatłoczona. To nasz znak rozpoznawczy: u nas nie stoisz w kolejkach, u nas przeżywasz. I ja jestem przekonany, że to nie jest wszystko, bo tak od dwóch lat bijemy rekordy, jeśli chodzi o przyjazdy turystów w weekendy. Ten rok pewnie będzie jeszcze lepszy od poprzedniego. ANATOMIA ZACHWYTU: CO DZIECI ROBIĄ W KICIOKOCIOLANDII? Wchodząc do Kiciokociolandii, wchodzisz do świata, gdzie grawitacja literacka działa inaczej. Tu nie ma „zakazu dotykania”. Przeciwnie – cała przestrzeń została zaprojektowana tak, by dzieci mogły „doczytać” te historie wszystkimi zmysłami. To nie jest zwykła sala zabaw – to scenografia życia codziennego, która dla trzylatka jest polem bitwy i placem największych odkryć. Atrakcje zostały rozplanowane z dbałością o każdy szczegół graficzny. W kuchni Kici Koci, która wygląda dokładnie tak, jak na kartach książek Anity Głowińskiej, dzieci mogą poczuć się sprawcze. Otwierają szafki, „gotują” z ulubioną bohaterką, oswajają domowe czynności, które w książkach są podniesione do rangi rytuału. Dalej jest pokój Nunusia – królestwo mniejszego brata, gdzie każdy przedmiot został przeskalowany tak, by maluch poczuł się u siebie. Ale to dopiero początek. Jest gabinet lekarski, gdzie strach przed białym fartuchem znika w sekundę, gdy pacjentem staje się pluszowa kotka. Jest straż pożarna, policja – wszystkie te zawody, które w świecie Kici Koci

| MAJ 2026 WARTE POZNANIA | 23 są lekcją empatii i pomocy. Dzieciaki szaleją w strażackim wozie i oswajają role społeczne. Wszystko jest wykonane z certyfikowanych, naturalnych materiałów przez polskich projektantów, co dodaje miejscu sznytu premium. Joanna Nowakowska z wydawnictwa Media Rodzina, która od początku czuwała nad procesem materializacji tego świata, podkreśla edukacyjny wymiar projektu: – Zainteresowanie i zaangażowanie dziecka w naukę poprzez zabawę jest kluczowe. W znajomej przestrzeni dziecko czuje się pewnie. To sprzyja samodzielności i koncentracji. Chcemy, by Kicia Kocia pomagała dzieciom się rozwijać, rozumieć świat i relacje. To nie jest rozrywka dla samej rozrywki, to kontynuacja nauki czytania świata. Przekłada się na lepszą koncentrację, większą samodzielność i chęć do nauki poprzez zabawę. Wydawnictwo, będące organizatorem projektu, zadbało o to, by każda sala była przedłużeniem opowieści, którą dzieci znają z wieczornego czytania z rodzicami. Atrakcje dopełnia Małe Kino, w którym puszczane są animacje oparte na serii, ale to nie ekran jest tu magnesem. To możliwość wejścia w interakcję z materialnym światem kotki. System biletowy online pozwala na komfortowe zwiedzanie, eliminując największą zmorę rodziców – niepewność i tłok. CZUŁOŚĆ JAKO STRATEGIA RYNKOWA: „DZIECKO NAS WSZYSTKICH” W świecie agresywnego marketingu, gdzie sukces mierzy się klikalnością i tempem montażu, Anita Głowińska i Media Rodzina proponują coś rewolucyjnego: czułość i spokój. To słowo autorka odmieniała przez wszystkie przypadki podczas otwarcia, dziękując zespołowi za to, że pozwolili jej bohaterce dojrzewać bez presji rynkowych trendów: – Słuchajcie Państwo, naprawdę jestem szalenie wzruszona i brakuje mi po prostu tych słów. Nie wiem, mam nadzieję, że dzieci, które będą odwiedzać to miejsce, i mam nadzieję, że rodzice, docenią serducho, które było włożone w stworzenie Kiciokociolandii. Wiem, że wszyscy w wydawnictwie, niezależnie od tego, czym się zajmowali, to po prostu wkładają tam dużo czułości. Pracowali przy Kici Koci, która początkowo była moim dzieckiem, ale w tej chwili jest już dzieckiem nas wszystkich. Was, wydawnictwa... ja po prostu przez tyle lat czułam się absolutnie zaopiekowana. I jako autorka, i bohaterka moich książek była absolutnie zaopiekowana. Dziękuję. Wypowiedzi autorki rzucają światło na to, jak intymny był proces przejścia od domowego szkicownika do muzeum przy Placu Wolności. PRZYSZŁOŚĆ POD ZNAKIEM WIELKICH NADZIEI Sukces muzeum to dla Poznania dopiero początek. Jan Mazurczak, pytany o kolejne kroki miasta w budowaniu oferty rodzinnej, pozostaje tajemniczy, ale pełen optymizmu: – Poznań ma coraz więcej miejsc, które przyciągają turystów. Co chwilę jest coś nowego, coś nietypowego, coś wyróżniającego Poznań spośród innych miast. Ja jestem przekonany, że to nie jest wszystko. Coraz więcej turystów w wakacje, które nagle z niskiego sezonu stały się wysokim, więc wydaje mi się, że tak, to będzie pewnie sukces i jeden z tych pretekstów do przyjazdu. Wiemy o kilku następnych pomysłach, ale poczekajmy. Jestem przekonany, że jeszcze w tym roku o niejednym pomyśle usłyszymy. Dla Anity Głowińskiej przyszłość to przede wszystkim odpowiedzialność przed najmłodszymi. Mimo ogromnego sukcesu, artystka nie traci z oczu tego, co najważniejsze – relacji z czytelnikiem. – Co dalej z Kicią Kocią? Nie wiem. Mam nadzieję, że Kicia Kocia będzie cały czas żywa wśród dzieci, że cały czas będą wydawane i czytane książki i że będę potrafiła cały czas sprostać oczekiwaniom moich małych czytelników. Mam nadzieję, że również rodzice będą doceniać to, co robię. Kicia Kocia z nami zostanie i będzie się tylko i wyłącznie rozwijać. Kiciokociolandia przy Placu Wolności to coś więcej niż punkt na mapie atrakcji. To symbol zwycięstwa lokalnej, polskiej marki nad globalnymi franczyzami. To dowód na to, że mądra książka, tworzona z pasją i szacunkiem do małego odbiorcy, ma moc budowania trwałych więzi i zmieniania krajobrazu całych miast. Jeśli szukacie dowodu na to, że w dzisiejszym świecie wciąż liczy się dobra historia – jedźcie do Poznania. Kicia Kocia właśnie udowodniła, że potrafi nie tylko uczyć mycia zębów, ale też budować imperia radosnych wspomnień. „Miau!” przy Placu Wolności to dziś najgłośniejszy i najmądrzejszy sygnał turystyczny w kraju. Poznań właśnie zyskał serce, które bije w rytmie radosnego odkrywania świata. Jak podsumowuje Jan Mazurczak: „To strzał w dziesiątkę”. A dla milionów rodziców i ich maluchów – to po prostu spełnienie marzeń. z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz