| MAJ 2026 80 | POZIOM WYŻEJ EMERYTURA? WOLNE ŻARTY, JA SIĘ CAŁY CZAS ŚWIETNIE BAWIĘ Zaczęła w 1986 roku, tuż po dyplomie. Przeżyła pięciu dyrektorów – od introwertycznych mistrzów słowa, po tych, którzy wsadzili całe muzeum do pociągu ekspresowego. Dziś Ola jest na emeryturze, ale to emerytura „oszukana”, bo wciąż promuje remont ratusza i budowę nowego muzeum. Mówi wprost: „W muzeum byłam częściej niż w domu”. W jej rodzinie nie ma ucieczki od sztuki – mąż artysta, córka aktorka, a wnuczka Klara, która zamiast bajek o kucykach woli słuchać o tym, jak Wyspiański portretował swoje dzieci. TEKST: ELŻBIETA PODOLSKA | ZDJĘCIA: ARCHIWUM PRYWATNE To nie jest nudna opowieść o siedzeniu w archiwum. To historia o kobiecie, która potrafiła zawalczyć o swoje, narazić się profesorowi, a dziś z taką samą pasją „łyka” 900-stronicowe monografie i planuje podbój Nowego Jorku. Zapraszamy na rozmowę o luksusie świętego spokoju, którego... wcale się nie chce mieć. O życiu nierozerwalnie splecionym z kulturą, o wyzwaniach rzecznika, który musiał uczyć się na pamięć wojskowych odznak. Aleksandra Sobocińska to kobieta, która udowadnia, że historia sztuki to nie tylko zawód, ale najlepsza szkoła życia. Jak to jest być na emeryturze po tylu latach tak ciężkiej pracy? Jak czujesz się po tej zmianie? Aleksandra Sobocińska: Właściwie to ja tej emerytury za bardzo jeszcze nie odczuwam. Po pierwsze dlatego, że zostałam w muzeum na jeszcze troszkę – na ćwierć etatu. Okazuje się jednak, że to „ćwierć” jest zdecydowanie bardziej angażujące, niż faktycznie wskazuje na to ten ułamek. Może gdybym miała świadomość, że trzeba się ograniczać, to byłoby tego mniej, ale ja po prostu lubię to robić. To, co jest dla mnie komfortowe i naprawdę wyjątkowo wygodne,
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz