SUKCES PO POZNAŃSKU 05/2026

| MAJ 2026 16 | NA OKŁADCE czone i w przypadku dużej siły uderzenia mogą zostać przesunięte. Nasze systemy są projektowane tak, aby realnie zatrzymać pojazd i przejąć energię uderzenia. To zupełnie inny poziom bezpieczeństwa. Fabryki Hörmann zlokalizowane są głównie w Niemczech? W dużej mierze tak, ale nie tylko. Zakłady produkcyjne znajdują się również w Austrii, Francji, Wielkiej Brytanii, Polsce czy we Włoszech. To rozproszona struktura europejska. Zresztą firma działa globalnie. W Chinach funkcjonują trzy fabryki, a centrala na rynek azjatycki znajduje się w Pekinie – ze względu na skalę i różnice czasowe. Tam obsługiwane są również inne kraje regionu, takie jak Wietnam, Japonia, Malezja czy Kambodża. W każdym z nich działają lokalne struktury sprzedażowe. Podobnie wygląda to w Ameryce Północnej. Tam również działa osobna centrala, obsługująca Stany Zjednoczone, Kanadę i Meksyk wraz z lokalnymi zakładami produkcyjnymi. Mimo tak dużej skali działalności to nadal firma rodzinna? Tak, wciąż jest to firma rodzinna. Właścicielami są dwaj bracia, synowie seniora rodu, który zmarł w ubiegłym roku. Jeden z nich bardziej koncentruje się na rynku amerykańskim, drugi natomiast na Europie i Azji. Co ważne, do zarządzania stopniowo włączane są ich dzieci. Za symboliczny początek działalności przyjmuje się rok 1935, kiedy powstał pierwszy warsztat. To już czwarte pokolenie właścicieli, a piąte właśnie rozpoczyna aktywną pracę. W praktyce czuć, że to firma rodzinna? Zdecydowanie tak. To widać w kulturze organizacyjnej. W przeciwieństwie do dużych korporacji, gdzie zarząd często się zmienia, w naszej firmie jest to bardziej stabilne. Z wieloma dyrektorami fabryk znam się od 20–30 lat. To nie są przypadkowe, krótkoterminowe relacje, tylko długofalowa współpraca. Czy ta kultura organizacyjna przekłada się również na strukturę w Polsce? Tak, rotacja pracowników jest u nas niewielka. Wiele osób pracuje z nami od ponad 20–25 lat, co w dzisiejszych realiach jest naprawdę dużą wartością. Oczywiście cały czas dołączają nowi pracownicy, więc naturalnie struktura się zmienia i odmładza. Uważam to za bardzo dobre rozwiązanie. Ważne, aby zachować balans między starszymi, doświadczonymi pracownikami, a młodszymi, którzy zawsze wnoszą do organizacji nowe, świeże spojrzenie. Różnorodność daje firmie większą stabilność i lepszą dynamikę. A czy w takiej branży pracuje dużo kobiet? W produkcji, której de facto nie mamy w klasycznym sensie, bo działamy głównie jako magazyny i logistyka, rzeczywiście dominują mężczyźni. Natomiast w sprzedaży sytuacja wygląda zupełnie inaczej. W strukturach handlowych mamy bardzo dużo kobiet. Polska jest podzielona na cztery regiony sprzedażowe, każdy z nich ma swojego dyrektora. W tym układzie są dwie kobiety i dwóch mężczyzn, więc można powiedzieć, że panuje niemal pełny parytet. Co ciekawe, decyzje zakupowe dotyczące produktów takich jak drzwi czy bramy bardzo często podejmowane są wspólnie – przez pary, a nie pojedyncze osoby. Bo to już nie jest tylko funkcja techniczna, ale też estetyczna. Dokładnie. Dziś brama garażowa i drzwi do domu to nie tylko parametry techniczne, ale również design – kolor, struktura, materiał, detale. To wszystko ma znaczenie. Skoro jesteśmy przy estetyce, to porozmawiajmy o Pana pasji – czyli sztuce. Zawsze czuł się Pan artystą? Z wykształcenia jestem inżynierem, ukończyłem Politechnikę, ale rzeczywiście, artystyczne zainteresowania towarzyszyły mi od zawsze. Już w liceum przejawiałem zdolności plastyczne i poważnie myślałem o kierunkach związanych ze sztuką, nawet o architekturze. Chodziłem na zajęcia z rysunku i rozwijałem ten kierunek. Ostatecznie jednak wybrałem studia techniczne. W dużej mierze zadecydowała o tym szkoła – byłem w klasie matematyczno-fizycznej, a dyrektor bardzo mocno motywował nas do wyboru „pewnych” ścieżek zawodowych. Przekonywał, że artystą można zostać, ale niekoniecznie da się z tego utrzymać, natomiast zawód inżyniera daje stabilność. I to był argument, który wtedy do mnie trafił. Ale sztuka jednak nie zniknęła z Pana życia. Absolutnie nie. Malowałem od zawsze – także w czasie studiów. Później przyszła codzienność: praca, rodzina, obowiązki. Na pewien czas ta pasja zeszła na dalszy plan. Wróciłem do niej intensywniej dopiero wtedy, gdy dzieci trochę podrosły i mogłem wygospodarować więcej czasu dla siebie. Zacząłem tworzyć bardziej regularnie, a w 2012 roku odbyła się moja pierwsza wystawa. Spotkała się z bardzo dobrym odbiorem i to dało mi ogromną motywację do dalszej pracy. Od tamtej pory eksperymentuję, szukam nowych form wyrazu, rozwijam swój styl.

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz