SUKCES PO POZNAŃSKU 05/2026

| MAJ 2026 82 | POZIOM WYŻEJ zało się, że w malarstwie obcym pracy nie ma i mogę iść do inwentarzy. Miałam tam świetnego szefa, pana Jerzego Nowakowskiego. Dyrektor Kondziela był szefem przez trzy lata. Potem przyszedł profesor Kalinowski – człowiek ogromnego formatu. Muzeum wtedy „szybowało”; poziom wystaw i katalogów był międzynarodowy. Kolejnym dyrektorem był Wojciech Suchocki – mistrz słowa. Później, przez rok, dyrektorem był Adam Soćko, z którym wcześniej siedziałam w jednym pokoju przez dwadzieścia lat. Pokazał mi, że historyk sztuki może być detektywem, który tropi naukowe zagadki. Na koniec przyszedł obecny dyrektor, Tomasz Łęcki, który wsadził nas wszystkich do pociągu ponaddźwiękowej prędkości. Dał mi ogromną szansę, powierzając promocję całego muzeum. To był okres niezwykle intensywnej pracy. Rozhulaliśmy media społecznościowe, zaczęliśmy kręcić filmy – najpierw siłami własnymi, potem z profesjonalistami. W pandemii musieliśmy wyjść do ludzi całkowicie online: Facebook, Instagram, trochę TikTok – choć z tego ostatniego moi następcy zrezygnowali, uznając, że muzeum potrzebuje jednak innej powagi. W tym czasie powstał przebojowy cykl filmów „Do zobaczenia w muzeum”. Każdy z odcinków, a powstało ich kilkadziesiąt, miał tysiące, ba! dziesiątki tysięcy odsłon w internecie. Jak wyglądał proces przekazywania pałeczki następcy? Od dwóch lat współpracowałam z Pawłem Osesem, wiedząc, że to on mnie zastąpi. Paweł to wybitny dziennikarz telewizyjny, absolwent akademii muzycznej. Musiał się sporo nauczyć w dziedzinie historii sztuki, ale zostawienie mu tego „dziedzictwa”, które było dla mnie jak drugie dziecko, dało mi ogromny komfort psychiczny. W muzeum spędzałam przecież więcej czasu niż w domu. Teraz, gdy przychodzę dwa razy w tygodniu, zawsze wpadam do biura prasowego do moich przyjaciół. A jak Pani bliscy reagują na to, że ma Pani teraz więcej czasu? Chyba niespecjalnie odczuli zmianę, bo każdą wolną chwilę poświęcam wnuczce Klarze. Idę do niej i śmieję się, że „idę do pracy”, która czasem trwa dłużej niż ta w muzeum. Klara ma dwa i pół roku, można z nią już porozmawiać i poczytać. Bardzo lubi muzeum, od września będziemy chodzić na zajęcia „Z Maluchem w muzeum”. Ostatnio opowiadałam jej o Wyspiańskim – była zafascynowana, że był tatą gromady dzieci i wszystkie je malował. Cała Twoja rodzina jest przesiąknięta sztuką. Tak, jesteśmy nią „skażeni”. Mój tata był architektem, dwaj starsi bracia też. Ojciec nie wyobrażał sobie, bym ja wybrała inaczej, ale ja trochę na przekór uparłam się na historię sztuki. Duży wpływ miał na to mój mąż – poznaliśmy się jeszcze w liceum. On też wywodzi się z rodziny artystycznej (tata rzeźbiarz, siostra malarka). To Robert dał mi do przeczytania „Historię sztuki” Karola Estreichera, gdy byłam w drugiej klasie. Ziarno padło na podatną glebę. Córka również poszła w tę stronę – jest aktorką. Skończyła Akademię Teatralną we Wrocławiu, uprawia zawód jako freelancerka, gra w teatrze i filmach. Zrobiła znakomity monodram o George Sand jako towarzyszce życia Chopina. Myślę, że dobrze to czuła, bo z domu wiedziała, jak niełatwo być kobietą artysty i ile trzeba mieć wyrozumiałości dla takiej wrażliwości. Teraz gra w teatrze dziecięcym. Śmiejemy się, że jednego dnia jest oszustką w filmie, a następnego żyrafą w spektaklu dla dzieci. Bardzo ją to cieszy. Artystą, malarzem i grafikiem jest też zięć. Czy przy tym wszystkim znajdujesz czas tylko dla siebie? Mam go! Właśnie przygotowuję się do tygodniowego wyjazdu do Nowego Jorku z przyjaciółką. Chcę odkryć to, czego jeszcze nie widziałam. Dodatkowym bonusem będzie wystawa Rafaela w Metropolitan Museum – mamy już bilety! Będziemy mało spać, a dużo oglądać. Już teraz przygotowuję się do wyjazdu, przeczytałam już kilkanaście książek o Nowym Jorku. Co obecnie czytasz, gdy nie zajmuje Cię Nowy Jork? Czytam bardzo różną literaturę. Mąż polecił mi książkę o regeneracji mózgu – jego starzenie to problem, który prędzej czy później nas dotknie. Lubię też książki z pogranicza podróży kulturalnych, jak „Anglik w Tokio”. Uwielbiam biografie polskich artystów. Od przyjaciółki dostałam ostatnio książkę Natalii Budzyńskiej o artystkach związanych z Zakopanem. Lubię jej pióro. Poznałam autorkę w muzeum jako dziennikarkę, więc jest mi bliższa. A mój stosik lektur ciągle rośnie. z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz