| MAJ 2026 POZIOM WYŻEJ | 77 Skąd się wzięła pasja Pani Profesor? Dorota Żołądź-Strzelczyk: Trudno jednoznacznie odpowiedzieć. Wszystko zaczęło się, gdy urodziłam córkę i to spowodowało, że zainteresowałam się losem dzieci w epoce staropolskiej i zobaczyłam, jak niewielu badaczy się tą problematyką wcześniej zajmowało i ile jest do zrobienia w tym zakresie. I tak powstała moja książka „Dziecko w dawnej Polsce”. Kolejnym krokiem było zainteresowanie zabawkami w dawnej Polsce. Wówczas to też była problematyka, którą nikt się prawie nie zajmował, bo zabawka uchodziła za przedmiot mało ważny i pewnie niewart zainteresowania naukowego, a jednak… Udało mi się zebrać zespół badaczek, których te zagadnienia również zajmowały, uzyskałyśmy dofinansowanie projektu z NCN i podjęłyśmy badania nad dawnymi zabawkami, czego rezultatem były konferencje naukowe (w Kielcach i w Gnieźnie) oraz publikacje, z których najważniejsza to „Dzieje zabawek dziecięcych na ziemiach polskich do początku XX wieku” (współautorstwo D. Żołądź-Strzelczyk, I. Gomułka, M. Nawrot-Borowska, K. Kabacińska-Łuczak, 2016). I wtedy dzielił mnie już tylko krok od zainteresowania się lalkami. W tym przypadku moje zainteresowania poszły jakby dwutorowo: zaczęłam kolekcjonować lalki i jednocześnie prowadzić poszukiwania i badania naukowe nad polskimi lalkami celuloidowymi. W tym zakresie współpracowałam z Alicją Sztylko z Radomia, również kolekcjonerką i znawczynią tych lalek. Nasza współpraca ponownie zaowocowała publikacją „Polskie lalki celuloidowe” (2022). Wykorzystałyśmy w niej nie tylko zachowane lalki, lecz także źródła pisane: archiwalia (niestety zachowane niekompletne lub jeszcze nieuporządkowane, w związku z tym niedostępne), cenniki i katalogi z różnych fabryk (Adama Szrajera, Seweryna Landaua, wytwórni Bambino czy katalog z roku 1956, zawierający spis produkowanych w tym czasie lalek z ilustracjami i opisami). Ponadto korzystałyśmy z czasopiśmiennictwa, wydawnictw informacyjnych, patentowych itp. Dopiero zebranie informacji z tych wszystkich źródeł pozwoliło na odtworzenie dziejów polskich lalek celuloidowych. Moje zbiory są zasadniczo jednorodne, zbieram tylko polskie lalki i tylko lalki celuloidowe produkowane na ziemiach polskich w fabrykach w Kaliszu (słynna fabryka Adama Szrajera), Częstochowie (m.in. w fabryce Seweryna Landaua), a także w innych, mniej znanych fabrykach (Siedlce, Pionki, Jarkowice). Czy w swojej kolekcji ma Pani Profesor jakąś lalkę ze swojego dzieciństwa? A może jakaś inna zabawka rozbudziła w małej Dorotce zamiłowanie do tego, co teraz robi dorosła Dorota? Niestety moje lalki z dzieciństwa się nie zachowały. Mam tylko zdjęcie, na którym leżę w łóżeczku, jak miałam kilka miesięcy i obok siedzi lalka, którą dzisiaj mogę zidentyfikować. Jest to lalka wytworzona w Kaliszu, ten rodzaj produkowano przed wojną (symbol 610), w czasie wojny i po wojnie (symbol 501 lub 701). Ku mojemu żalowi nie wiem, co się stało z tą lalką, podobnie jak z inną, którą, jak pamiętam, miałam, kiedy byłam już nieco starsza. Była to lalka, również kaliska, jeden z najpopularniejszych i, chyba, najbardziej upragnionych przez dziewczynki modeli. Śpiąca lalka z czarnymi warkoczami. Lalki te były ubierane w stroje ludowe. Moja, jak pamiętam, była w stroju krakowskim i takie właśnie krakowianki były najpopularniejsze. Ponieważ produkowano je z matryc przedwojennych Adama Szrajera, część z nich jest sygnowana, najczęściej na głowie, a niekiedy również, albo tylko, na korpusie z tyłu, w górnej jego części. Była to kaliska sygnatura ASK w trójkącie. Niestety nie pamiętam, czy moja krakowianka była sygnowana. To tylko wspomnienia o moich lalkach, ale same one gdzieś zaginęły, pewnie dostała je moja młodsza kuzynka lub córka znajomych, nie chcę myśleć, że wylądowały na śmietniku… W jaki sposób pozyskuje Pani Profesor lalki do swojej kolekcji? Kupowałam je na aukcjach (Allegro, Olx, Ebay, Etsy), często z zagranicy, w tym ze Stanów Zjednoczonych, gdzie zachowało się sporo polskich lalek przedwojennych, szczególnie jeden typ lalki kaliskiej, takiej z celuloidowym popiersiem i resztą ciała szmacianą. Fabryka Szrajera produkowała je w dużym stopniu właśnie dla sklepów w Stanach, a ponieważ były one ubrane w stroje ludowe, można się domyślać, że kupowała je przede wszystkim Polonia amerykańska. Kupowałam też lalki od handlarzy, od osób „czyszczących” stare domy. Niekiedy te lalki były w fatalnym stanie, nie dość, że brudne, niekiedy wręcz śmierdzące, trudno powiedzieć czym, to jeszcze w częściach, albo z tak sparciałymi gumkami, że wszystkie trzeba było wymieniać. Czyli umyć lalki, ostrożnie, żeby ich nie uszkodzić, nie zetrzeć malunku, nie porysować. Następnie umocować kończyny, głowę na nowych gumkach z wykorzystaniem specjalnych zawleczek, które pomagały w utrzymaniu kończyn. Jeżeli była to lalka śpiąca, z włosami, to jeszcze należało wyprać perukę, niekiedy postarać się o nową, umocować mechanizm otwierający i zamykający oczy. No i kwestia ubranek, jeżeli takie się zachowały. Oczy-
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz