SUKCES PO POZNAŃSKU 05/2026

| MAJ 2026 Z SUKCESEM | 27 zostawia obok siebie ślad wydzieliny. To nie jest tylko problem medyczny. To jest wykluczenie społeczne. Izolacja, wstyd, ograniczenie codziennego funkcjonowania. A mówimy o osobach, które często dopiero co przeszły na emeryturę i teoretycznie powinny zacząć spokojniejszy, lepszy etap życia. Jak odbywa się kompresjoterapia? W praktyce wygląda to tak: oczyszczamy ranę, w razie potrzeby włączamy leczenie przeciwbakteryjne, zakładamy opatrunek, a następnie prawidłowy ucisk. I efekt? Po tygodniu rana potrafi się zmniejszyć nawet o połowę. Brzmi jak coś bardzo prostego. Bo to jest proste. I właśnie w tym tkwi paradoks – proste rzeczy często są najtrudniejsze do wdrożenia, jeśli nikt ich wcześniej nie nauczył. Widzimy to na szkoleniach. Nawet podstawy bandażowania kompresyjnego sprawiają trudność, bo to umiejętność praktyczna, której po prostu brakuje w systemie edukacji. Dlatego jednym z naszych celów jest dotarcie do jak najszerszej grupy medyków – tak, żeby wiedzieli dwie rzeczy: po pierwsze, jak pomóc pacjentowi tu i teraz, a po drugie – kiedy i gdzie go skierować. Bo najgorsze, co można zrobić, to nieświadomie przedłużać leczenie poprzez błędy. A jeśli chodzi o żylaki – wykonujecie jeszcze klasyczne operacje? Nie, dziś już praktycznie się od tego odchodzi. Przede wszystkim zmieniło się podejście. Zgodnie z wytycznymi m.in. American Society for Vascular Surgery od około 2015 roku w pierwszej kolejności zaleca się metody małoinwazyjne. Jedną z najczęściej stosowanych jest dziś laserowe leczenie żylaków. Idea samego leczenia – choć może zabrzmi to brutalnie – jest dość prosta. My tej chorej żyły nie „naprawiamy”. My ją wyłączamy z krążenia. Organizm świetnie sobie z tym radzi, bo ma rozbudowaną sieć naczyń i krew znajduje inne, prawidłowe drogi odpływu. Wszystko zaczyna się zwykle od jednej niewydolnej żyły „głównej”, w której doszło do cofania krwi. Dlatego leczenie polega na jej zamknięciu – najczęściej właśnie metodą laserową lub innymi technikami wewnątrznaczyniowymi. Wprowadzamy cienkie włókno do środka żyły i pod kontrolą aparatury doprowadzamy do jej zamknięcia. Wbrew obiegowym wyobrażeniom to nie jest „strzelanie laserem przez skórę”. Włókno laserowe wprowadza się bezpośrednio do wnętrza żyły – pod kontrolą USG – aż do miejsca jej ujścia, najczęściej w pachwinie. Następnie, podczas wycofywania światłowodu, energia lasera działa od środka, powodując obkurczenie i zamknięcie naczynia. Zamknięta żyła stopniowo się zapada, włóknieje i z czasem zostaje całkowicie wchłonięta przez organizm. To właśnie jest istota nowoczesnego leczenia – nie usuwamy już mechanicznie, tylko wyłączamy patologiczne naczynie. Alternatywą dla lasera są inne techniki, np. z użyciem kleju medycznego, określane jako klejenie żylaków. Procedura wygląda podobnie: przez niewielkie wkłucie wprowadza się cienki cewnik do żyły, również pod kontrolą USG, a następnie podaje specjalny preparat, który „skleja” jej ściany. Dzięki takim rozwiązaniom leczenie żylaków stało się znacznie mniej obciążające dla pacjenta. To krótkie, małoinwazyjne procedury, które pozwalają szybko wrócić do normalnego funkcjonowania – bez hospitalizacji i bez długiej rekonwalescencji. Chciałam jeszcze spytać o fizjoterapię u Państwa. Jest nieodzownym etapem leczenia? Zdecydowanie. Fizjoterapia jest dla nas takim spoiwem, które łączy wszystkie etapy leczenia. Bo tak naprawdę – po co ratujemy kończynę? Po to, żeby pacjent wrócił do chodzenia, do możliwie normalnego życia. Nie po to, żeby przez kolejne miesiące siedział z nogą uniesioną w górze. A trzeba pamiętać, że leczenie ran przewlekłych trwa długo – od kilku do nawet kilkunastu miesięcy. W tym czasie pacjenci są często mocno ograniczeni ruchowo. Kluczowe jest więc znalezienie równowagi: z jednej strony odciążenie miejsca, które się goi, a z drugiej – zachowanie możliwie dużej samodzielności. Żeby mógł normalnie funkcjonować – zrobić sobie herbatę, przejść się po domu. I tu właśnie wchodzi fizjoterapia. Po zakończeniu leczenia rany trzeba jak najszybciej przywrócić sprawność: siłę mięśniową, elastyczność, prawidłowy wzorzec chodu. To też kluczowe, żeby zapobiec nawrotom. Przy recepcji widziałam specjalistyczne obuwie. Tak, ogromne znaczenie ma odpowiednie zaopatrzenie ortopedyczne – indywidualnie projektowane wkładki i obuwie. I podkreślam: indywidualnie. To nie są produkty „z półki”. Każda stopa po przejściach – szczególnie w przebiegu cukrzycy – jest inna, często zdeformowana. Zdarza się, że pacjent potrzebuje dwóch różnych rozmiarów butów – np. 39 na jedną stopę i 42 na drugą. I to jest coś, co jesteśmy w stanie zapewnić. Wkładki projektują wspólnie fizjoterapeuta i podolog – tak, żeby idealnie odciążały miejsca narażone na powstanie kolejnych ran. To bardzo precyzyjna praca. z

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz