| MAJ 2026 26 | Z SUKCESEM zwłaszcza w sezonie wiosennym, kiedy wiele osób pracuje na działkach czy w ogrodach. To naprawdę możliwe, że nie czują absolutnie nic? Tak, w zaawansowanej neuropatii czucie może być całkowicie zniesione. Co ciekawe, nie uniemożliwia to normalnego poruszania się. Do chodzenia kluczowe są wzrok i równowaga – czyli m.in. praca błędnika. Dopóki pacjent widzi, gdzie idzie, jest w stanie funkcjonować stosunkowo normalnie. Problem pojawia się wtedy, gdy dochodzi do urazu, którego po prostu nie czuje – a to uruchamia cały łańcuch powikłań. Trafiają do nas pacjenci w krytycznych momentach i bardzo często udaje się jeszcze odwrócić bieg wydarzeń. Nawet wtedy, gdy wydaje się, że wszystko jest już przesądzone. Czy stopa cukrzycowa to jest już bardzo zaawansowany etap choroby? Niekoniecznie. To nie jest tak, że stopa cukrzycowa pojawia się wyłącznie w bardzo późnym stadium. Przyjmuje się, że pierwsze objawy neuropatii mogą wystąpić już po kilku latach trwania cukrzycy – mówi się często o pięciu latach, choć to oczywiście pewne uproszczenie. Medycyna nie jest tu aż tak precyzyjna. Problem polega na czymś innym – wielu pacjentów przez długi czas nie wie, że choruje. Cukrzyca typu 2 potrafi rozwijać się bardzo podstępnie, bez wyraźnych objawów. Zdarza się, że ktoś dowiaduje się o chorobie dopiero po 8–10 latach jej trwania. A w tym czasie organizm już ponosi konsekwencje – uszkodzeniu ulegają nerwy i naczynia. Najczęściej dotyczy to osób po 60., 65. roku życia – czyli w momencie, kiedy, teoretycznie, zaczyna się czas odpoczynku. W praktyce bywa odwrotnie. W Polsce mówi się, że średnio do około 62. roku życia żyjemy we względnym zdrowiu, a potem zaczyna się okres chorób przewlekłych. I to często jest dla pacjentów duże zaskoczenie. Wielu z nich mówi: „Poszedłem na emeryturę i nagle wszystko się zaczęło”. Tyle że te choroby nie pojawiły się z dnia na dzień. One rozwijały się latami – tylko wcześniej nie było czasu, żeby się nimi zająć albo były bagatelizowane. Dlatego pacjenci trafiają do nas często bardzo późno. Czasem za późno. I warto to powiedzieć wprost – nie zawsze udaje się wygrać. Nie mamy wyłącznie sukcesów, bo to byłoby po prostu nieprawdziwe. Natomiast w wielu przypadkach, nawet bardzo zaawansowanych, wciąż możemy wiele zrobić. Leczycie również cukrzycę? Bardzo duży nacisk kładziemy na leczenie cukrzycy – to absolutna podstawa. Nasza diabetolożka ma grafik zapełniony nawet na trzy miesiące do przodu. Udało się nam też połączyć opiekę diabetologiczną z dietetyczną. Pacjent, który trafia do diabetologa, bardzo często od razu ma również konsultację z dietetykiem klinicznym. Bo pojawia się pewien paradoks: pacjent otyły wcale nie musi być dobrze odżywiony. Wręcz przeciwnie – bardzo często ma poważne niedobory składników odżywczych. To zaburza metabolizm i utrudnia leczenie. Co więcej, zdarza się, że pacjenci jedzą za mało, żeby schudnąć. Organizm wchodzi wtedy w tryb oszczędzania energii i efekt jest odwrotny od zamierzonego. Wróćmy do leczenia ran, bo tu chyba jest jeszcze wiele do zrobienia. Oj tak. I z naszych doświadczeń – także po pierwszych szkoleniach, które prowadzimy wspólnie z lekarką rodzinną pracującą w naszym zespole – wynika, że obszar leczenia ran przewlekłych to wciąż w dużej mierze „terra incognita”. I mówię to z pełną odpowiedzialnością. Skala braków w praktycznej wiedzy bywa zaskakująca. Nie chodzi o brak kompetencji ogólnych – bo mówimy o lekarzach po studiach, specjalizacjach, często bardzo doświadczonych. Problem polega na tym, że w programach kształcenia temat leczenia ran przewlekłych jest po prostu marginalny. A to przekłada się później na codzienną praktykę. Podam prosty przykład. Prowadziliśmy niedawno szkolenie z zakresu kompresjoterapii, czyli m.in. prawidłowego bandażowania uciskowego – podstawowej metody leczenia owrzodzeń żylnych. Kompresjoterapia to naprawdę fundament terapii, a jednocześnie coś, co w praktyce bardzo często wykonywane jest nieprawidłowo albo w ogóle pomijane. Tymczasem skala problemu jest ogromna. Szacuje się, że nawet 1% populacji cierpi na przewlekłe owrzodzenia żylne. W przeliczeniu globalnym to miliony ludzi, a w Polsce – setki tysięcy. W grupie powyżej 65. roku życia ten odsetek rośnie nawet do 3%. I teraz najważniejsze: ci pacjenci potrafią funkcjonować z raną przez wiele lat. Mówimy o sytuacjach, w których ktoś przez 10–15 lat żyje z bolesnym, sączącym się owrzodzeniem. Rana puchnie, przecieka, wydziela nieprzyjemny zapach. Zdarza się, że pacjent siedząc chwilę w poczekalni
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz