SUKCES PO POZNAŃSKU 05/2026

| MAJ 2026 Z SUKCESEM | 25 Podovia to klinika leczenia ran i stopy cukrzycowej. To trudna dziedzina w medycynie. Jak udało się Panu zbudować to niesamowite miejsce? Adam Węgrzynowski: Patrząc na naszą działalność – szczególnie w kontekście zespołu, który udało się stworzyć – myślę, że największym sukcesem tego miejsca jest jego prawdziwie interdyscyplinarny charakter. To nie są wyłącznie lekarze, i co ważne, wśród nich – nie tylko chirurdzy. Współpracują ze sobą fizjoterapeuci, pielęgniarki (często łączące kompetencje pielęgniarskie i podologiczne), podolodzy, dietetycy oraz specjaliści różnych dziedzin medycyny – diabetologii, ortopedii, nefrologii. Wszyscy pracujemy z jednym celem: kompleksowego, holistycznego podejścia do pacjenta. I to nie jest modne hasło – to konieczność. Bez takiego spojrzenia skuteczne leczenie ran przewlekłych jest po prostu niemożliwe. Dla nas miarą sukcesu nie są wyłącznie liczby, ale konkretne efekty: udaje nam się wyleczyć większość pacjentów, często ratując ich przed amputacją. To oznacza nie tylko poprawę jakości życia, ale w wielu przypadkach – realne jego ratowanie. Jak duży jest to w tej chwili problem? Skala problemu jest ogromna. Szacuje się, że w Polsce nawet około miliona osób zmaga się z ranami trudno gojącymi się – od stopy cukrzycowej, przez owrzodzenia żylne i odleżyny, aż po rany jako powikłanie leczenia onkologicznego. Co istotne, tego typu zmiany mogą pojawić się praktycznie w każdej części ciała. Niestety, wciąż brakuje dokładnych danych statystycznych w tym zakresie. Systemowe wyzwania również są znaczące. Narodowy Fundusz Zdrowia nie zawsze patrzy na leczenie ran z perspektywy skuteczności terapii, częściej przez pryzmat opłacalności procedur. To sprawia, że działamy jako placówka komercyjna – nie z wyboru, lecz z konieczności. W obecnym modelu finansowania trudno byłoby nam realizować kompleksowe leczenie na poziomie, który uważamy za właściwy. Dlatego jednym z naszych sukcesów jest także to, że potrafimy funkcjonować i się rozwijać – dzięki zaufaniu pacjentów i realnym efektom ich leczenia. Pan specjalizuje się przede wszystkim w leczeniu stopy cukrzycowej i chorób żylnych? Tak. Z wykształcenia jestem internistą, czyli – teoretycznie – lekarzem niezabiegowym, a dodatkowo angiologiem. Angiologia to stosunkowo młoda dziedzina medycyny, która w Polsce zaczęła się rozwijać dopiero na początku lat dwutysięcznych. Kiedy zdobywałem tę specjalizację w 2006 roku, była ona praktycznie nieznana – w całym kraju było zaledwie około 200 angiologów. Angiologia zajmuje się chorobami naczyń – nie tylko krwionośnych, ale szerzej: całego układu naczyniowego. To niezwykle istotne w kontekście pacjentów z cukrzycą. Z jednej strony mamy bowiem do czynienia z uszkodzeniem nerwów, czyli tzw. neuropatią, a z drugiej – z postępującym uszkodzeniem naczyń krwionośnych: tętnic, żył i mikrokrążenia. Źle kontrolowana cukrzyca przyspiesza te procesy, prowadząc m.in. do rozwoju miażdżycy i poważnych zaburzeń ukrwienia kończyn. W założeniu angiologia miała być także punktem wyjścia do wykonywania nowoczesnych procedur naczyniowych, takich jak rewaskularyzacja tętnic, czyli przywracanie prawidłowego przepływu krwi do niedokrwionych tkanek, np. stopy. W praktyce jednak rynek zabiegów naczyniowych w Polsce jest dość ograniczony, a dostęp do takich procedur – wciąż niewystarczający. Jak sobie z tym radzicie? Znaleźliśmy sposób, by tę barierę ominąć. Współpracujemy z ośrodkami i specjalistami, którzy wykonują zabiegi rewaskularyzacyjne – często poza naszym miastem. Dzięki temu możemy zapewnić pacjentom kompleksową opiekę, nawet jeśli część leczenia odbywa się w innych ośrodkach. Zresztą większość naszych pacjentów trafia do nas spoza regionu. Przyjeżdżają z Pomorza, Zachodniopomorskiego, Dolnego Śląska, Lubuskiego, Opolskiego, Śląska – a nawet z dalszych części Polski. To pokazuje skalę problemu, ale też niedobór wyspecjalizowanych ośrodków leczenia ran przewlekłych. A sami pacjenci szukają pomocy poza szpitalami? Tak. Coraz więcej osób wie, że amputacja nie zawsze jest jedynym rozwiązaniem. Odbieramy wiele telefonów w dramatycznych momentach: „Panie doktorze, tata jest w szpitalu, jutro planują amputację – czy można coś jeszcze zrobić?”. I takich sytuacji jest naprawdę dużo. To pokazuje, jak bardzo potrzebna jest edukacja – i jak wielką różnicę może zrobić szybka, właściwa interwencja. Największy problem polega właśnie na tym, że pacjenci bardzo często trafiają do nas zbyt późno. Albo czekają do ostatniej chwili, albo w ogóle nie informują bliskich, że coś się dzieje. W przypadku stopy cukrzycowej dochodzi jeszcze jeden kluczowy czynnik – brak bólu. I to nie są pojedyncze przypadki. Pacjenci potrafią chodzić z poważnymi urazami, zupełnie nie zdając sobie z tego sprawy. Zdarza się, że ktoś przez kilka godzin funkcjonuje z wbitym w stopę gwoździem – i to nie małym, tylko kilkucentymetrowym, który dosłownie przybija but do stopy. Takie sytuacje niestety powtarzają się regularnie,

RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz