| MAJ 2026 W PODRÓŻY | 93 uczynił młodego siostrzeńca jedynym spadkobiercą dóbr kórnickich. Władysław wiedział, że powrót do Polski będzie oznaczał koniec beztroskich lat młodości. Wykorzystał więc jeszcze jedną nadarzającą się okazję i popłynął do Stanów Zjednoczonych Ameryki, gdzie odwiedził San Francisco, Chicago i Nowy Jork. Wszędzie spotykał się z Polonią i nierzadko niósł wymierną pomoc znękanym rodakom. Po powrocie do domu wzorce z antypodów zostały wykorzystane w założonej przez jego matkę Szkole Pracy Domowej Kobiet, a on sam skorzystał z australijskich doświadczeń przy budowie linii kolejowej Chabówka – Zakopane. Zgromadzone przez Władysława kolekcje dotarły w skrzyniach najpierw do Paryża, a później do rodzinnego Kórnika. Umieszczone w gablotach w zakątku myśliwskim kórnickiego zamku budzą naturalną ciekawość zwiedzających. Najwięcej emocji wywołuje naszyjnik wykonany z ludzkich zębów (!), zaskakują spreparowane okazy australijskiej fauny, groźnie wyglądające maski i broń wojowników. OJCIEC MARIAN ŻELAZEK Wcześniej wspomniani podróżnicy wyruszali na szlak z chęci poznania dalekich lądów, zebrania doświadczeń i obserwacji nieznanych ludów. Zupełnie inna motywacja towarzyszyła człowiekowi, który, nie szukając rozgłosu, stał się jednym z najbardziej znanych Polaków. Mowa tu o zakonniku ojcu Marianie Żelazku. Przyszedł na świat w 1918 r. w wielodzietnej rodzinie w podpoznańskim Palędziu. Jako młody człowiek wstąpił do seminarium duchownego i we wrześniu 1939 r. otrzymał niższe święcenia kapłańskie, a kilka miesięcy później został aresztowany przez Niemców. Przeszedł przez piekło Fortu VII, obozów w Dachau i Mauthausen-Gusen. Widząc tam śmierć i cierpienie współwięźniów, złożył ślubowanie, że jeśli uda mu się cało wrócić do domu, poświęci swoje życie dla innych. Tak też się stało i do końca życia pozostał wierny złożonej obietnicy. W 1950 r. wyruszył na misje do Indii, poświęcając się pracy dla Adiwasów – rdzennych, najuboższych mieszkańców tego kraju. Jednak grupą, której poświęcił najwięcej uwagi, byli trędowaci, z racji swojej okrutnej choroby odtrąceni na margines społeczeństwa. Dzięki ojcu Żelazkowi, który w Puri nad Zatoką Bengalską założył placówkę misyjną Bondamuda, chorzy na trąd zyskali warunki do normalnego życia. Nareszcie mogli uczyć się, pracować i zarabiać, otrzymali należną opiekę medyczną. Choć ojciec Żelazek nie zabiegał o rozgłos, jego działania zostały dostrzeżone przez światowe media, kiedy w 2002 r. został nominowany do Pokojowej Nagrody Nobla. Dzięki jego zaangażowaniu świat dostrzegł jego podopiecznych i problem trądu nie tylko w Indiach. Nie musiał pisać relacji z podróży, nie musiał zabiegać o uwagę świata, by dostrzeżono w nim skromnego bohatera, który do końca życia pozostał wierny swojej maksymie: „nie jest trudno być dobrym, wystarczy tylko chcieć”. Dziś miejscem, w którym pięknie wspomina się wielkiego werbistę, jest Muzeum Misyjne ojców werbistów w Chludowie koło Poznania. Wystawione w kilku gablotach pamiątki ukazują niezwykle proste, skromne przedmioty codziennego użytku ojca Mariana Żelazka. z Zbiory Muzeum Arkadego Fiedlera w Puszczykowie, fot. Adam Ciereszko, visitpoznan.pl
RkJQdWJsaXNoZXIy NzIxMjcz